Na siebie zerkam w biegu

Ciało odpłaca się nam, gdy je dobrze traktujemy i regularnie ćwiczymy – przekonuje prezenterka drugiego programu TVP, Beata Sadowska. Dlatego zaczyna dzień od biegania.

Na siebie zerkam w bieguChyba urodziłam się w sportowych butach. Pamiętam, że na koloniach w górach wbiegałam na szczyt, gdy moje koleżanki marudziły, że jeszcze tak daleko. W podstawówce przez pięć lat trenowałam lekkoatletykę. A później, przez następnych piętnaście, robiłam wszystko, żeby nie biegać. Grałam w tenisa i squasha. Jeździłam konno, pływałam.

Do biegania zniechęciła mnie wieczna rywalizacja, ściganie się z innymi, porównywanie. Dopiero cztery lata temu pokochałam ten sport na nowo. Bo teraz robię to nie dla wyniku, podium, medalu, choć oczywiście przyjemnie pokonać samą siebie, dobiec na metę z lepszym czasem niż poprzednio. Przebiegłam osiem maratonów i mam ochotę na więcej.

Trudno opisać to, co czuje się na mecie. Nagle zmęczenie znika, a pojawia się euforia, radocha, czasem wzruszenie. Ostatnio biegłam kultowy maraton w Nowym Jorku. Dwa miliony kibiców, 47 tysięcy uczestników, czyli najzdrowszy doping świata. Zagrzewające okrzyki niosły nas do przodu. Obcy ludzie częstowali wodą, żelkami, bananami, orzechami.

Krzyczeli, że damy radę, bili brawo. I nawet wtedy, gdy pot zalewał mi czoło, a nogi z każdym krokiem ważyły o tonę więcej, przybijałam piątkę dzieciakom i uśmiechałam się w duchu do myśli, że zaraz meta, uda się! Potem wzruszenie: 42 kilometry i 195 metrów pokonane w mniej niż cztery godziny! Przekroczona kolejna granica w ciele i w głowie. To naprawdę uzależnia.

reklama

Dla mnie bieganie to styl życia. Jest jak medytacja w ruchu: mięśnie się męczą, ale głowa odpoczywa. Ostatnio policzyłam, że namówiłam do biegania ponad 20 osób – to chyba największa frajda. Moja przyjaciółka, Ela, powiedziała mi podczas wakacji: „Dziękuję, że mi pokazałaś taki świat”.

Bieganie to odpowiednia dieta i odpowiednia dawka snu. Muszę mieć też czas na rozgrzanie mięśni przed i rozciąganie po treningu. Ciągle więc dokonuję wyborów: wstać o 5.30 i pójść pobiegać czy drzemać do 7? Iść na imprezę czy się wyspać? Zjeść ciastko czy makaron? Ale dobre wybory pięknie nam się odpłacają. Ciało nabiera sprężystości, poprawia się krążenie, wzmacnia odporność i kondycja. Po kilku miesiącach treningów sylwetka się zmienia, smukleje. „Co ty robisz?” – pytają znajomi. „Biegam” – odpowiadam, wcinając ukochany makaron.

Nauczyłam się też słuchać sygnałów, które wysyła mi ciało. Co z tego, że zaplanowałam dziś dwugodzinny trening, jeśli moje nogi po 15 minutach wołają: „Stop!”? Jeszcze dwa lata temu próbowałabym się z tym boksować, walczyć, zmusić do wysiłku. Dziś wiem, że czasem mam słabszy dzień i po prostu muszę odpocząć. Wtedy daję ciału wolne. I idę na spacer.

Bieganie pomaga w organizacji życia: trzeba tak zaplanować dzień, żeby w napiętym grafiku zmieścił się trening. Ćwiczę więc sztukę rezygnacji, ale… nie z biegania! To w końcu też zupełnie inne poznawanie świata. Wszędzie gdzie podróżuję, zabieram buty do biegania. Inaczej się wszystko widzi i obserwuje z perspektywy biegacza, a inaczej z perspektywy turysty w klimatyzowanym samochodzie. W Nepalu biegałam ulicą rzeźników, gdzie rytualnie oprawiano mięso, w Delhi – wśród ryczących autobusów, w Afryce – po pustyni, w Mongolii – w stepie szerokim.

Biegam ja, biega mój narzeczony, biega nasz pies. Piękne wspólne spędzanie czasu. Podgląda się pory roku, czasem słucha deszczu. Pozdrawia uśmiechem innych biegaczy. Można? Można!


Sonia Ross
Fot. Forum

Źródło: Wróżka nr 1/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube