Odważna i niepokorna czerpie inspirację z różnych tradycji, nie tylko buddyjskich. Jest członkiem Zakonu Pokoju (Zen Peacemaker Order). W 1992 roku założyła Polską Sanghę (stowarzyszenie buddyjskie) „Kanzeon”. A od 1999 roku, jest kapłanem zen, ma prawo m.in. udzielać ślubów i prowadzić pogrzeby. Rok temu, w Ameland w Holandii jej nauczyciel Roshi Genpo wraz z tytułem Roshiego (mistrza) wręczył jej nowe raksu (szatę). Zapytana, czym dziś jest buddyzm, odpowiada: – To przede wszystkim indywidualna praktyka oparta na medytacji i zachowaniu zasad etycznych, np. przyjaznego nastawienia wobec wszystkich istot.
– Warto pamiętać – dodaje – że buddyzm powstał w Indiach przed 2500 laty, twórcą jego podwalin był Siddhartha Gautama, mędrzec pochodzący z Nepalu. Nadano mu przydomek Budda, czyli ten, który się przebudził, by ujrzeć, czym jest rzeczywistość. Budda nie uważał się za boga, sami buddyści też go tak nie postrzegali.
Opozycja Saturna ze Słońcem i Marsem wskazuje, że ma potrzebę nieustannej pracy nad sobą. Mimo to jest skromna i nie lubi wokół siebie niepotrzebnego zamieszania, blichtru i poklasku. Szuka uznania, a jednocześnie nie znosi pochwał.
Została wegetarianką wyłącznie z powodów ideologicznych. Nie nosi futer. – Musimy przestać być tak strasznymi ignorantami wobec roślin i zwierząt, czyli tego, co nas żywi – powtarza Małgorzata Braunek. Wspiera też walkę o prawa człowieka w Chinach.
Po ponad 20 latach, rolą w filmie „Tulipany” Jacka Borcucha, wróciła do świata, od którego uciekła. Zagrała w serialu „Dom nad rozlewiskiem”. Zastrzega, że nie jest już tą samą Małgosią, co w latach 70. – Trudno nie zauważyć różnicy, choćby patrząc na moją twarz – mówi w wywiadach z uśmiechem. – Zmieniamy się nie tylko zewnętrznie, ale też wewnętrznie. Twierdzi, że od tamtej Małgosi dzielą ją lata świetlne. Wtedy dopiero szukała, była niespokojna, pogubiona. Teraz jest na zupełnie innym etapie życia.
Ma jednak trudny charakter, na co wskazuje opozycja Saturna ze Słońcem i Marsem, która może ją też wpędzać w stany depresji i okresowych melancholii. Mars w koniunkcji ze Słońcem i w opozycji do Saturna sprawia, że mężczyźni zajmują w jej życiu ważne miejsce, chociaż zwykle nie chce im się podporządkować (jak zresztą nikomu innemu). Z jednej strony szuka bezpieczeństwa i stabilności, z drugiej ucieka od niej, bo czuje się przez nią zniewolona. A wolność uważa za najważniejszą wartość.
dla zalogowanych użytkowników serwisu.