Podniecający (nie)znajomi…

Umówiłam się z przyjaciółką na pogaduchy – uwielbiam letnie kawiarnie z ogródkami, więc przyszłam wcześniej, żeby pooddychać wielkim miastem.

Taras był pełen ludzi i z trudem znalazłam wolny stolik. Kiedyś snuli się tu znękani kelnerzy z płaskostopiem, teraz przemykają długonogie dziewczyny, wymieniające się plotkami ponad głowami gości. Widać, że wielu ludzi przychodzi tu tak jak ja – bardziej posiedzieć i popatrzeć, niż żeby napić się kawy. A jest na co…

Podniecający (nie)znajomi…Od czasu do czasu na scenę wkracza młody człowiek z trzydniowym zarostem, ubrany z pozoru niedbale albo potrząsająca włosami panienka w ciemnych okularach na końcu nosa. On lub ona rozgląda się, dostrzega – cóż za niespodzianka!!! – kogoś znajomego. Teraz następuje spektakl powitania: ręce wyrzucane w górę albo dyskretne pomachanie dłonią, okrzyki głośne lub lekkie uniesienie brwi, dwa albo trzy ucałowania w oba policzki, przygięcie w kolanach, ponieważ osoba całowana nie wstaje z miejsca, i w końcu potrząsanie górną połową ciała, pozwalające okularom wrócić pod oczy, włosom zatańczyć wokół głowy, a wszystkim zademonstrować walory dekoltu i pupy… Oczywiście, są też eleganckie damy z torbami pełnymi zakupów, przesiadujące nad drugą filiżanką kawy i zastanawiające się, co robić dalej, biznesmeni z przyklejonym do ucha telefonem i pary, najwyraźniej pozamałżeńskie.

Przy stoliku obok nad talerzami smętnej sałaty dyskutowały dwie badaczki cellulitu, wyskubywania brwi i właściwej pielęgnacji skóry, nieopodal dwie inne wcinały lunch, demonstrując świetny apetyt i nie mniejsze pragnienie. Poczułam, że aperitif podziałał na mnie odmładzająco i mój metabolizm wyraźnie przyspieszył, postanowiłam więc zerknąć w menu, nie czekając na znajomą, która – jak to artystka – słabo kontroluje przepływ czasu.

reklama

I wtedy nad moim stolikiem pochylił się lekko nieogolony, acz smakowity facet. Kiedyś w takiej sytuacji uzbroiłabym się do odparcia próby podrywu, teraz instynktownie zlokalizowałam torebkę i zerknęłam na zegarek. Cóż może chcieć mężczyzna w średnim wieku od kobiety last minute? Najpewniej spytać, która godzina lub pożyczyć parę złotych na piwo. Ale natręt niespodziewanie ucałował mnie w oba policzki, uściskał i, obejmując swoimi moje dłonie, usiadł obok.

– No, TERESKO… – zaszumiał miękkim barytonem – kupa czasu!!! Tak się cieszę, że cię widzę… KOCHANA! Tyle lat, gdzie się podziewałaś, opowiadaj zaraz, co słychać. I spojrzał na mnie wilgotnym rzewnym spojrzeniem… Uśmiechnęłam się najuprzejmiej, jak umiałam, zamierzałam bowiem wygłosić tekst w stylu: Szanowny panie, Najwyraźniej pomylił mnie pan z kimś innym… ale głos uwiązł mi w krtani. A jeśli to ja się mylę i właśnie to mnie przydarza się atak sklerozy??? Wydałam więc z siebie coś w rodzaju: Eee, świetnie, ja też… eee… a co u ciebie???, jednocześnie rozpaczliwie zmuszając mój mózg do wydajniejszej pracy.
– No, wiesz, jak to u mnie, jakoś się kręci, praca, praca, ale z Halinką już się rozwiedliśmy – tu mrugnął do mnie porozumiewawczo. – No, chłopaki na swoim, a ja wolny jak ptak. Twoja córka to już pewnie duża dziewczyna. Pamiętam, że była ze dwa lata starsza od Sebastiana.

Zdrętwiałam, ten facet wie o mnie wszystko, a ja nie mam pojęcia, kto to jest, jak ma na imię i skąd go znam. Grzebałam w najgłębszych pokładach świadomości, zadawałam podchwytliwe pytania, usiłowałam podejrzeć jego kartę kredytową, czekałam na iluminację i NIC, czarna dziura. Gdy po kilku minutach zwierzeń i wspomnień, z których nic, niestety, nie wynikło, pojawiła się w końcu moja zabłąkana w czasie artystka, prawie na nią nie zerknął. Znów ucałował mnie serdecznie i odszedł, zostawiając na serwetce swój numer komórki. – Zadzwoń, kochana, koniecznie, tyle mamy sobie do powiedzenia – wyszemrał mi do ucha.

– Co to za ciacho?? Skąd ty znasz tego gościa, opowiadaj zaraz – entuzjastycznie zagruchała spóźnialska, falując piersiami z przejęcia. – No, masz, żebym to ja wiedziała… – zaczęłam mało przytomnie, chowając serwetkę do portfela. Ale zaraz odzyskałam rezon. – No wiesz, stary znajomy… kiedyś… ale on już rozwiódł się z tą żoną… tyle że ja mam nowego męża… zresztą, co ci będę opowiadać… Nie wiem, o czym gadałyśmy do wieczora.

W domu lekko ochłonęłam. Nadal nie wiedziałam nic, ale jakaś żarówka zapaliła się w mojej głowie i w końcu do mnie dotarło. A jeśli to ktoś, z kim pracowałam, trochę z daleka, spotkaliśmy się raz czy dwa w stołówce albo na kursokonferencji. Może on się nudził z żoną i lubił pofantazjować o koleżankach z pracy. Lata mijają, z zarośniętego bruneta robi się niedogolony blondyn. On mnie pamięta, bo mu przez chwilę wpadłam w oko, ja jego nie, bo miałam inne apetyty. Więc to nie początki Alzheimera, tylko banał. Wyjęłam serwetkę z portfela i podarłam ją na kawałki. Niech to spotkanie zostanie takie romantyczne…


Teresa Jaskierny
fot. shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 8/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019