Mapa życia

Mapa życia z kart - Ewa Ślęzak– Rozłożyłam karty – opowiada Ewa. – Unaoczniły problemy nękające tę rodzinę od pokoleń. Ale przede wszystkim pokazały, że dziewczyna nie jest opętana, że to rozpaczliwa chęć zwrócenia na siebie uwagi. W słuchawce usłyszałam płacz. Znajoma pojęła, ile ma do nadrobienia. Po kilku szczerych rozmowach z córką ataki ustały.

Niektórzy klienci są jednak niezadowoleni z propozycji, jaką dają karty i dają temu wyraz – wychodzą obrażeni. Ewa pamięta spotkanie z pewną kobietą. Problem dotyczył spadku po rodzicach. Klientka chciała wiedzieć, czy wygra sprawę sądową. Sądziła się z siostrą. Tarot wskazywał na konieczność uzdrowienia relacji w rodzinie. – Opowiedziałam rysującą się w kartach historię, tłumacząc tej pani, że jeśli na nowo pokocha siostrę, sprawy same się ułożą z korzyścią dla nich obu. „Nie o to mi chodziło!” – wyrzuciła z siebie i wyszła.

– Kiedy do gabinetu przychodzi mężczyzna, mam czasem wrażenie, jakby Ziemia zaczęła się kręcić w drugą stronę – mówi Ewa. Jej zdaniem wskazywanie im źródeł nieporozumień i piętrzących się problemów często mija się z celem. Bo panowie rzadko widzą błędy, jakie popełniają. I jeszcze rzadziej się do nich przyznają. Ewa opowiada o spotkaniu z mężczyzną, który skarżył się na swój los. W Niemczech dorobił się majątku. Tam też poznał piękną, ale ubogą dziewczynę. Ożenił się z nią i, jak twierdził, dał jej wszystko, czego tylko mogła zapragnąć.

Po kilku latach rozwiedli się. Nie potrafił zrozumieć, jak mogła odejść z trenerem fitnessu, skoro on wyciągnął ją z biedy i przychylił nieba. – Nie akceptował wyjaśnienia tarota. Karty mówiły, że stracił żonę, bo wciąż podkreślał, że ona jest nikim, a on jej wybawcą, że do końca życia powinna mu dziękować – wspomina Ewa.

reklama

Widzieć więcej

Ewa nigdy nie spotkała się z drwinami, z lekceważeniem czy brakiem szacunku z racji profesji, jaką wykonuje. Rodzina akceptuje to, co robi, a ona wie, że jest tu po to, by służyć innym. Twierdzi, że nie ma nic piękniejszego niż uśmiechnięte oczy klientów, którzy odnajdują sens życia. Komuś udało się dostać pracę, ktoś inny obronną ręką wyszedł z choroby. Ewa dostaje wiele mejli i listów z podziękowaniami za to, że zmieniła czyjeś życie, że stała się czyjąś dobrą wróżką. Uśmiecha się wtedy, bo wie, że jest, by pomagać, ale ma też świadomość, że każdy musi sam zdecydować o swoim losie.

W swojej pracy Ewa łączy wiedzę dotyczącą kart z astrologią, którą pokochała nade wszystko. – W gwiazdach tkwi potężna siła. Dokładne horoskopy potrafią dać odpowiedź na najsubtelniejsze pytania, najbardziej złożone problemy znajdują wyjaśnienie – przekonuje Ewa. Klienci wiedząc, że astrologia jest jej pasją, często proszą, by oprócz kart zajrzała jeszcze w gwiazdy.

Nade wszystko jednak Ewa uwielbia obserwować ludzi. Ma zdolność widzenia. Często, kiedy idzie ulicą, wie, z jakimi problemami zdrowotnymi borykają się osoby, które mija. – Zawsze z chorych miejsc wydobywa się szarobura poświata – tłumaczy. I przywołuje historię mężczyzny, który przyszedł naprawiać ksero. – Zobaczyłam szare cienie wydobywające się z okolic jego kręgosłupa. Zapytałam, czy nie ma z kręgosłupem kłopotów. – Tak, moja żona jest neurologiem i przekonuje mnie do zabiegu – usłyszała.

Z ludzkich dłoni Ewa potrafi wyczytać tak wiele, że niektórym trudno w to uwierzyć. Nie tylko choroby, ale i szczególne uzdolnienia. Często jadąc pociągiem czy autobusem, nie potrafi się powstrzymać od przyglądania się dłoniom współpasażerów. – Nieraz kusi mnie, by zapytać siedzącą obok osobę, czy wie, że ma dostrzeżony przeze mnie talent, powiedzieć jej, by go nie zmarnowała. Czasem to robię. Ludzie reagują różnie. Jedni się uśmiechają, inni, odważniejsi, podejmują rozmowę i wówczas mogę zdradzić im nieco więcej – opowiada Ewa.

Tuląc się do drzew

Ta pełna temperamentu, a jednocześnie niezwykle spokojna kobieta na spacerach przytula się do drzew i coś do nich szepce, rozmawia z kwiatami, zbiera i suszy zioła, a potem robi z nich przeróżne mieszanki. Taka z niej trochę wiedźma, nieustannie rozwijająca swoje zdolności. Uwielbia wschody słońca i długie wędrówki z czworonożnym przyjacielem. W rosnącym nieopodal jej domu zagajniku szuka świetlików, nosi kasztany w torebce, a w Noc Kupały puszcza pięknie uplecione wianki. Wiedzę na temat słowiańskich świąt i obrzędów też stara się przekazywać jak najszerszemu gronu znajomych.

– Nigdy nie wiadomo, kiedy ze zdobytej wiedzy będziemy mogli zrobić użytek – mówi, zapalając kolejną świecę. – Ogień uspokaja, zwłaszcza światło świec – przekonuje i podkreśla, że bez względu na to, co robi, zawsze najważniejszy jest dla niej człowiek. A los tego człowieka zapisany jest w kartach tylko w zarysie. I o tym mówi swoim klientom, przekonując ich, że to oni sami, własnymi myślami i postępowaniem, mogą temu losowi nadawać indywidualny bieg.


tekst i zdjęcia: Teresa Szczepanek

Źródło: Wróżka nr 9/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020