Apokalipsa Benedykta XVI

We śnie koniec świata zobaczył też Pius X. Gdy w 1909 roku nieoczekiwanie dla wszystkich podczas jednej z uroczystości nagle zasnął, nikt nie miał śmiałości go obudzić. Papież drzemał więc ze zwieszoną głową, a wszyscy czekali, aż się ocknie. Gdy to nastąpiło, z twarzy papieża odpłynęła krew. – Bracia – wyszeptał. – Właśnie ujrzałem koniec świata. Rzym spływał krwią księży i biskupów, widziałem papieża, jak w ucieczce rzuca się do wypełnionego zwłokami Tybru i tonie. Ujrzałem nasze świątynie w gruzach i wiernych, którzy je podpalają. Dzień Sądu nadejdzie, gdy w świętym Rzymie rozpadnie się Koloseum… – powiedział.

45 lat później w Rzymie wybuchła panika, a włoski rząd naciskał na Watykan, by ten oficjalnie zdementował treść snu Piusa X. Starożytny amfiteatr zaczął się bowiem rozpadać.

Wypuszczonego przez papieża gołębia pokoju zaatakowała rozwścieczona mewaPierwsze trzęsienie ziemi

Zabytek udało się wyremontować, ale minęło pół wieku i znów zaczął się sypać. Pod koniec stycznia minister kultury Włoch ogłosił, że stan jest tak poważny, iż prace powinny rozpocząć się niezwłocznie. Jeszcze w ubiegłym roku 25 mln euro wyłożył na ten cel biznesmen Diego Della Valle, ale jego konkurenci zaskarżyli decyzję władz Rzymu o powierzeniu przywileju sfinansowania remontu tylko jednej osobie.

Włosi się kłócą, a ze starożytnego muru odpadają coraz większe kawały… Nie opamiętali się nawet po abdykacji Benedykta XVI. Rzym aż huczy od plotek.  – Koloseum uszkodziło to samo trzęsienie ziemi, które tak załamało papieża – mówi Valentino, usiłujący sprzedawać turystom kawałki muru z antycznego amfiteatru. Chodzi o kataklizm, który 6 kwietnia 2009 roku nawiedził leżącą zaledwie 100 km od Rzymu prowincję L’Aquila w Abruzji. Zginęło wówczas 308 osób, 1500 odniosło rany. Zniszczeniu uległo 15 tys. domów. 70 tys. osób znalazło się bez dachu nad głową.

reklama

Trzy tygodnie później Benedykt XVI odwiedził zniszczoną L’Aquilę, przekroczył Święte Drzwi Bazyliki Santa Maria di Collemaggio, by pomodlić się przy szklanej trumnie Celesty-na V – jedynego w historii Kościoła papieża, który abdykował z własnej woli. Ale, niestety, Benedykt XVI się spóźnił.

Klątwa św. Celestyna

W zrujnowanej świątyni szczątków papieża-pustelnika już nie było. Dwa tygodnie wcześniej na szklaną trumnę zawalił się dach. To, że ocalała, uznano za cud, ale by nie prowokować losu, wyniesiono ją ze świątyni. Papież pospacerował więc chwilę po pustym kościele, brodząc w pyle i gruzie, pomodlił się przy zawalonym ołtarzu, po czym opuścił bazylikę. I od tego czasu zaczął go prześladować pech.

Niespełna pół roku później, podczas uroczystej Pasterki w Bazylice św. Piotra, napadła na niego umysłowo chora kobieta. Benedykt XVI upadł i dotkliwie się potłukł. O ile z tego ataku był w stanie się podnieść, to po pięciu pielgrzymkach 2010 roku, podczas których musiał wziąć na siebie winę za zbrodnie księży pedofilów, było już gorzej. Spotkanie z ofiarami duchownych na Malcie załamało go. Coraz częściej pojawiał się zamyślony i osowiały.

Kilka miesięcy później, podczas pielgrzymki w Meksyku, szukając po omacku włącznika światła, potknął się i rozbił głowę. Prawdopodobnie doznał wstrząśnienia mózgu. Całego we krwi znalazł go w łóżku kamerdyner Paolo Gabriele – ten sam, którego media na całym świecie wkrótce obwołają współczesnym Judaszem. I to właśnie rok temu, gdy wyciekła papieska korespondencja, pojawiły się plotki, że papież zamierza abdykować.

Wigilia końca świata

Gdy wiatr przewracał ciężkie karty ewangeliarza, leżącego na trumnie Jana Pawła II, uznano to za przejaw obecności Ducha Świętego. Nieoczekiwane przerwanie pontyfikatu Benedykta XVI nadaje zatrzaśnięciu się księgi na pogrzebie papieża Polaka nowe znaczenie. Zwłaszcza w kontekście przepowiedni św. Malachiasza. Według niej następca Benedykta XVI, zwany Piotrem, będzie ostatnim papieżem w dziejach Kościoła. Potem ziści się Apokalipsa św. Jana...

Ponad 40 lat temu w podobnym duchu wypowiadał się Joseph Ratzinger. W Boże Narodzenie 1969 roku przepowiedział, że Kościół czeka wstrząs. W efekcie przy wierze zostanie niewielka grupa, która stworzy uduchowioną wspólnotę, przypominającą te z początków chrześcijaństwa. Ale jest jeszcze jedna przepowiednia. O wiele mniej znana, której szczegóły wiele lat temu poznał były już papież. Chodzi o objawienia z 1973 roku, do których doszło na japońskiej wyspie Honsiu. Siostrze Agnes Katsuko Sasagawe ukazała się tam Matka Boska.

„Bóg Ojciec ześle na ludzkość straszliwą karę”, zapowiedziała Maryja. „Karę straszniejszą niż potop, nieporównywalną z niczym, co widział świat. Ogień spadnie z nieba i unicestwi większą część ludzkości, dobrych na równi ze złymi, nie oszczędzając ani kapłanów, ani wiernych”. Obecny papież badał prawdziwość tej przepowiedni i w pełni ją potwierdził. Jego uwagę przykuł zwłaszcza fragment, w którym Matka Boska ostrzegała ludzi, że działanie szatana przeniknie nawet Kościół. Czyżby przepowiednia zaczęła już się spełniać?

Być może, bo gdy w połowie lutego papież postanowił obwieścić światu swoją decyzję, Pan Bóg ją przypieczętował swoim majestatem. Najpierw, tuż po zakończeniu historycznego konsyliarza, zerwała się burza, na koniec której w kopułę Bazyliki św. Piotra uderzył piorun. Kilka dni później o Ziemię otarła się asteroida 2012 DA14. Gdyby nieznacznie zboczyła ze swojej trajektorii, skończyłoby się kosmiczną katastrofą. Wyglądało to tak, jakby ktoś właśnie pogroził nam palcem.

Dziurawa głowa Kościoła

Benedykta XVI i żyjącego w XIII w. Celestyna V łączy więcej niż tylko to, że zrezygnowali z papiestwa. Obaj w momencie wyboru dobiegali 80. Celestyn V próbował schronić się w klasztorze. Jego pontyfikat trwał tylko 5 miesięcy. Tyle potrzebował Celestyn V, by ustanowić dekret, zezwalający papieżowi zrezygnować z urzędu. Tak jak Benedykt, tłumaczył się kiepskim zdrowiem. Potem – również jak on – planował poświęcić się modlitwie. Ale nic z tego nie wyszło, bo następca, papież Bonifacy VIII, uwięził go. Celestyn zmarł dwa lata później. Do dziś historycy nie są pewni, czy przyczyną była zaraza, czy też „pomógł” mu jego następca. W internecie krążą nawet zdjęcia jego czaszki z dziurą po gwoździu.


Igor Lagenda
fot. East News, shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 4/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl