Taki fart

Wacka nie wiedziała, kiedy i jak jej matka Ryta trafiła do domu dziecka. Ani kim byli jej rodzice i co się z nimi stało. Naprawdę miała na imię Henryka, ale w sierocińcu wymawiała je Henryta i wszyscy zaczęli nazywać ją Ryta.

Ryta zaszła w ciążę w szesnastym roku życia. Ojciec jej dziecka, właściciel sklepu z butami sportowymi, był żonaty. Kiedy Ryta spytała go, czy się z nią ożeni, powiedział: – Chyba oszalałaś. I dodał: – Nie musisz mnie ciągać po sądach, będę na bachora płacił.

– Nazwę dziecko Wacław albo Wacława – krzyknęła Ryta. Wiedziała, że właściciela sklepu po śmierci jego rodziców wychowywał dziadek Wacław. Chłopak go nienawidził. Ponoć przez niego zginęli rodzice. Wtedy mężczyzna zatrzasnął za sobą drzwi. Nigdy nawet nie chciał Wacki zobaczyć.


Obietnica Ryty

Dom dziecka przeniósł Rytę w ciąży do domu samotnej matki. Któregoś dnia, przed zmrokiem, zniknęła w lesie. Kierowniczka mówiła potem, że tam spotkała diabła albo anioła. Leniwa, zawsze rozmemłana, nagle oświadczyła, że idzie do liceum ekonomicznego. I zaczęła się wściekle – jak mówiła dyrektorka – uczyć.

Dom załatwił jej mieszkanie komunalne, trzydziestometrową kawalerkę bez łazienki, bo obiecała, że Wacławy nie porzuci. Właściciel sklepu z butami przysyłał regularnie pieniądze. Było ciężko, ale nie beznadziejnie.

Rano Ryta taszczyła Wackę do żłobka, a potem opiekę przejmowała studentka. Po maturze Ryta dostała pracę i zaraz poszła na studia wieczorowe. Diabeł albo anioł z lasu wciąż ją pchał do przodu.

Nie była brzydka, ale nie kręcili się koło niej żadni mężczyźni. Żyła pracą i przebijaniem się w górę. Wacka dorastała na boku. W gimnazjum Wacka zakochała się w nauczycielu WF-u. Wodziła za nim oczyma i czatowała w krzakach, kiedy wychodził ze szkoły na spotkanie z grubą narzeczoną. Przez całe lato zbierała kwiaty do zasuszenia i przed Andrzejkami wręczyła nauczycielowi wspaniały suchy bukiet.

reklama


Podziękował: – Na razie schowam go w schowku na piłki, zgoda? W schowku powiedział, że musi odwdzięczyć się za jej sympatię do siebie. Zdjął Wacce majtki i rzucił ją na stary materac do ćwiczeń. Zakręciło się jej w głowie i zabrakło tchu. Po wszystkim sam ją ubrał. – Zmykaj, mała – powiedział.

Dwa miesiące później nauczyciel ożenił się z córką specjalisty od chirurgii plastycznej i wyjechał z żoną do miasta, w którym mieszkali teściowie.

Nikt nie musi wiedzieć o dziecku

Ryta uważnie spojrzała na córkę i spytała, czy jest w ciąży. – Ty w moim wieku też byłaś – odpowiedziała Wacka.

Od tej pory nie rozmawiały już nigdy o ciąży, tak jakby jej nie było. Poród odbył się bez komplikacji. Urodził się duży, zdrowy chłopak. Lekarka powiedziała, że to szczęście, bo dzieci nastolatek często przychodzą na świat w nie najlepszej kondycji.

Po dziecko do szpitala przyjechała Ryta. Spojrzała na małego, coś jej zamigotało w oczach. – Ty się do dziecka nie dotykaj – powiedziała. – Masz się zajmować szkołą.
Wzięła miesięczny urlop. Nim wróciła do pracy, wyszukała nianię. Kończyła studia i nieźle już zarabiała.

Wciąż tkwiły w tej samej kawalerce, tyle że w przedpokoju dało się urządzić miniłazienkę z prysznicem. Przywykły do ciasnoty. Opanowały technikę omijania się. Prawie ze sobą nie rozmawiały.

Kiedy Marcyś zaczynał w nocy płakać, Ryta zrywała się na równe nogi i biegła z butelką. Wacka nie karmiła małego. – Zepsujesz sobie piersi – powiedziała Ryta. Kiedy wracała po pracy, już od progu rzucała się do małego z przewijaniem, głaskaniem, tuleniem, całowaniem. „Wpatruje się w niego, jak sroka w gnat", myślała Wacka. „Nigdy mnie, tak jak jemu, nie śpiewała piosenek i nigdy nie całowała w pośladki. Jak ona się nie brzydzi? Fioła dostała".

Wystarczyło, że Marcyś zakaszlał, a już w domu zjawiał się pediatra. Przybywało grzechotek, kocyków, buteleczek, odżywek. Czasem Wacka musiała zostać chwilę z małym. Trzeba było zmienić pieluchę. Odwracała wtedy ze wstrętem oczy. Byle prędzej, byle nie ubrudzić rąk.

Wacka kończyła gimnazjum. – Pójdziesz do technikum gastronomicznego – powiedziała Ryta. – Powiedz w szkole, jakby kto pytał, że małe dziecko to twój brat. Nie muszą wiedzieć, że już w gimnazjum zafundowałaś sobie dzieciaka.

Mały rósł jak na drożdżach. Ryta już nie zabierała dokumentów z pracy do domu, jak dotąd. Całe jej życie skupiło się na Marcysiu. Wyładniała. „Uśmiecha się, jakby patrzyła z telewizora", myślała Wacka.

Źródło: Wróżka nr 12/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019