Lustereczko, weź się przymknij


Z tego impasu dobre są dwa wyjścia – dieta (ale mądra) albo/oraz akceptacja. Nie wolno mylić jej z rezygnacją. Nie o to chodzi, że trudno, przestajemy lubić swoje zmienione ciało, wstydzimy się go. I koniec z tańcem, pływaniem i seksem. Chodzi o to, że uczymy się tuszować nasze niedoskonałości, jemy mądrzej, więcej się ruszamy i kupujemy rower lub kijki do nornic walking. Nie wpadamy w paranoję liczenia kalorii. Ale liczymy się z tym, że są one ważne. A czasy, kiedy wrzucaliśmy w siebie pół tortu, a waga ani nie drgnęła, bezpowrotnie mamy za sobą.

Inną metodą na walkę z czasem jest przeniesienie własnego ja w obszary młodsze, weselsze i czasem jędrniejsze niż te, w których do tej pory tkwimy. Trudno powiedzieć, że należy akceptować wymianę żony na młodszy model albo starego męża na młodego kochanka. Ale jeśli nikomu nie szkodzi bliskie spotkanie z dobrym, młodym ciałem? Czemu nie? Chociaż nie w tym rzecz. Istota jest w tym, czy potrafimy zmienić styl bycia ze zramolałego na nowoczesny.

Optymalnie jest, jeśli po prostu nie ramolejemy. Tylko pozwalamy sobie zawsze na tę poznawczą i emocjonalną młodość. Gdzie jest powiedziane, że nie jesteśmy w stanie opanować komputera? Albo radzić sobie z dobrodziejstwami fajnego telefonu komórkowego??! Dlaczego nie możemy mieć non stop internetu? Nie mamy o czym gadać z jęczącymi kolegami w pracy? Pogadajmy z mniej jęczącymi młodziakami.

Dobieramy grupę na wyprawę lub urlop? To kierujmy się intuicją i zabawą. A nie tym, że koniecznie musimy odpoczywać z rówieśnikami. Jeśli rozmowy ze starymi znajomymi nas dołują, bo nie możemy wytrzymać tego stetryczenia i narzekań – trzeba gadać z tymi, którzy zmieniają nasze horyzonty i którym się chce. Którzy mówią, a nie gęgają. Zasada: nie kieruj się czyjąś metryką, tylko charakterem, jest najlepsza. Sortuj znajomych, tasuj kontakty, wykluczaj tych, którzy cię wkurzają albo nudzą. Życie jest zbyt krótkie, by marnować je na złe emocje.

reklama


W zasadzie niemal te same zasady dotyczą pracy. Jeśli ją lubisz – rób to jak najdłużej. Nieprawda, że emerytura jest odpoczynkiem zasłużonym. Cóż to za zasługa miotać się bez sensu po domu? Za psie pieniądze? To, że nam się należy jak psu micha, nie znaczy, że musimy ją brać. To znaczy – bierzemy tylko wtedy, kiedy musimy. Ale jeśli nie lubisz swojego szefa, który jest zawodową trucizną i niszczy twój spokój, nie zastanawiaj się, co lepsze – męka z nim czy zmiana życia. Nigdy na tę zmianę nie jest za późno, oczywiście, jeśli tylko jest ona możliwa.

Im szybciej pędzi kalendarz, tym lepiej powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że nasz czas jest bezcenny. Każda stracona godzina, każdy stracony dzień jest tym większą stratą, im jesteśmy starsi. Jak zasada wprost proporcjonalności, równie logiczne. Najtrudniejsze jednak zmiany to te, których musimy dokonywać w głowie. Albowiem im mniej mamy radości z ciała, tym więcej musimy brać jej z ducha.

Ów „duch" jest także w tym, co mogą nam dać inni ludzie. Najczęstszy błąd polega na tym, że zamykamy drzwi od naszego życia i ograniczamy sytuacje towarzyskie. Tymczasem teraz wreszcie możemy zdobywać świat i ludzi. Dysponujemy czasem, nie mamy tylu obowiązków, jesteśmy wolni. Nie stać cię na poznawanie Europy – rusz w miasto, zobacz, jakie jest fajne. Stań na nogi i ich używaj. Zacznij od wyjścia do kina, zobacz, że serial w telewizji zabiera ci więcej, niż daje. Poznawaj nowych ludzi, zaplanuj życie na nowo, postaw przed sobą zadania, rozejrzyj się dookoła, bo z każdym ciekawym człowiekiem jesteś bogatszy o jego mądrość i doświadczenie. Nie odrzucaj też starych kontaktów, jeśli cię nie dołują i nudzą. I nieustannie szukaj miłości. Jeśli ją masz – odkop ten zasypany labirynt. Bo nawet w starym małżeństwie może być jej pod dostatkiem. Trzeba tylko zdobyć się na wysiłek i poszukać.

A uczucie do/od dzieci? Nie idzie tu o miłość, która się nam należy. Nie chodzi o to, żeby wisieć nad własnymi dziećmi i oczekiwać, że się z nami podzielą własnym życiem. Nie polecam całkowitego deklarowania im pomocy w żadnym zakresie. Nie jesteś niańką, baby siterem ani gospodynią w ich domu. Dobre powidła można kupić w sklepie za rogiem, a te od mamy mają być świętem i prezentem. Nie jesteś ich hydraulikiem i kierowcą. Ani bankierem. Wypuściliśmy w samodzielne życie, żeby sobie z nim radzili. Wybierz własne życie. Dzieciom zostaw ich. Dadzą radę. Tak jak ty. Szukaj miłości, jeśli nie ma kogo kochać dookoła. Nie bój się późnych związków, bo to znaczy, że boisz się życia. A przestraszeni ludzie żyją krócej.

I oto dotarliśmy do sedna: prawdziwa witamina M (jak młodość) jest w tobie. Sama możesz ją dla siebie wygenerować. Lubiąc to, kim jesteś. I kochając samą siebie. Trudny to proces, wiem to. Zależy od tego, czy nas kochano, bo miłość ma charakter zwrotnej pożyczki. Nas kochano – my kochamy. Uczymy innych kochać – i ich kochają. Nam dano, my oddajemy, inni dostają.

Ale to nie znaczy, że niekochani nie będą potrafili otworzyć się na to uczucie. Niekochani, którzy boją się miłości i jej nie szukają, starzeją się po prostu szybciej. A o to przecież chodzi, żeby po drugiej stronie lustra było wszystko, czego potrzebujemy, by nie dać się przemijaniu. Jeśli po drugiej stronie szklanej tafli zobaczymy osobę bliską naszemu sercu – którą lubię, kocham, która mnie nie nudzi i której się chce żyć, wtedy nawet to, co nieuchronne, co jedni nazywają końcem, a inni początkiem, będzie darem. A nie czymś, czego się jedynie boimy.

Zofia Kleiberg
il. E. Banach-Rudzik
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 11/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020