Zawsze jest jakieś wyjście

Życie człowieka jest jak mapa. Beata ogląda ją z góry i czyta jego przyszłość. Czasem wprowadza kogoś w trans, wtedy ten ktoś sam widzi, co go czeka.

Osiem lat temu Beata Ślusarek z Poznania miała sen, który wiele zmienił w jej życiu. Świetlista postać tłumaczyła jej, że nadeszła pora, aby zaczęła wypełniać swoje przeznaczenie i pomagać ludziom.

Dookoła Beaty znajdowały się śpiące osoby, podchodziła do nich, budziła je i prowadziła tunelem w stronę światła. Chciała, by przestały cierpieć i odnalazły szczęście. – Zastanawiałam się, co mógł znaczyć ten sen. Zrozumiałam, że nadszedł czas na zmiany. Bo przez lata wypełniałam schemat tak jak mnóstwo innych kobiet. Po studiach wyszłam za mąż, urodziłam dzieci, pracowałam zawodowo... A przecież doskonale wiedziałam, że jest zupełnie inny świat.

Jej prababcia, babcia i mama miały paranormalne zdolności, świetnie wróżyły z kart. I ona też nie była inna. Jako mała dziewczynka potrafiła przewidzieć, co się wydarzy w rodzinie w najbliższej przyszłości: kto umrze, zachoruje. Nie mówiła o tym koleżankom. Bała się, że ją wyśmieją.

Opiekun z góry

Była jednak przekonana, że ktoś spoza tego świata się nią opiekuje. Beata wychodziła obronną ręką z wielu trudnych sytuacji. Urodziła się sina, nie mogła złapać oddechu, lekarze cudem ją odratowali. Nie spadł jej włos z głowy, gdy wpadła pod koła rozpędzonego samochodu. I kilka lat później, gdy spadła z konia w pełnym galopie. Przeżyła dwie bardzo poważne operacje, kilka wypadków samochodowych.

– Niegdyś wracałam z rodziną samochodem do domu. Nagle usłyszałam głos, że mam zjechać na przeciwny pas i zahamować. Posłuchałam i zobaczyłam przed sobą sarny. Gdybym nie zwolniła, na pewno bym w nie wjechała.

reklama


Kiedy świetlista postać namawiała Beatę we śnie, aby wykorzystywała swój talent, postanowiła pogłębić wiedzę. Ukończyła kursy: reiki kundalini, usui reiki ryoho, bioenergoterapii, stawiania i interpretacji kart anielskich, pracy z wahadłem, huny, szamanizmu, terapii holistycznych...

– Gdy byłam już gotowa, ludzie sami zaczęli przychodzić – wspomina. – I tylko ci, dla których rzeczywiście mogłam coś zrobić. Zupełnie jakby byli do mnie kierowani. Często znajdujemy mnóstwo odpowiedzi w sobie, a rozwiązania podpowiada Anioł Stróż.

Mężczyzna z wróżby

Beata Ślusarek pomaga ludziom swoją wiedzą i umiejętnościami od ośmiu lat. Na początku wizyty pyta, co człowieka do niej sprowadza. Jeżeli zdrowie, to podnosi poziom energii w organizmie za pomocą bioenergoterapii czy reiki. Na konkretne pytania odpowiada, kładąc zwykłe karty anielskie i tarota. Kobiety najczęściej chcą wiedzieć, czy znajdą partnera, pracę, czy powinny wyjechać za granicę. Podkreśla, że nie wolno narzucać nikomu swojego zdania. Człowiek musi sam podejmować decyzje.

– Mój mąż powtarzał mi ciągle, że niczego nie potrafię, że jestem niewiele warta – opowiada Katarzyna. – Robiłam wszystko, aby go zadowolić. Ale on mnie stale upokarzał. Trafiłam do Beaty zupełnie załamana, nie mogłam spać, drżały mi ręce, bez powodu płakałam. Wróżka rozłożyła karty i powiedziała, że mam dwa warianty przyszłości: gdy zostanę z mężem i gdy od niego odejdę... W drodze do domu podjęłam decyzję, że chcę rozwodu. Nigdy tego nie żałowałam. Zgodnie z przepowiednią kilka miesięcy później poznałam cudownego mężczyznę, z którym jestem do dzisiaj. Jaką miałam alternatywę? Nic by się nie zmieniło, latami tkwiłabym w smutnym, nieszczęśliwym małżeństwie.

W transie

Beata zaznacza, że nie sprawdzają się wróżby dotyczące odległej przyszłości. W każdej chwili mamy możliwość wyboru, a jedna decyzja jest konsekwencją następnej. I to, co będzie, kształtujemy w chwili obecnej. Porównuje życie człowieka do mapy, którą widzi z góry. I dzięki temu może dojrzeć, dokąd prowadzą poszczególne ścieżki. Jak pojawiają się te informacje? Bardzo pomocne są karty. Ale czasami słyszy wewnątrz siebie głos albo widzi obraz, pojawia się myśl...

Coraz częściej wprowadza człowieka w tak głęboką medytację, że on sam przenosi się w przyszłość i widzi rozwiązanie swoich problemów.

– Zawsze chciałem mieć rodzinę, ale długo nie mogłem znaleźć kobiety, którą bym pokochał – wspomina Wojciech. – Beatę polecili mi znajomi. Na pierwszej wizycie zapewniła mnie, że niebawem spotkam swoją przyszłą żonę. I nie minął miesiąc, jak się zakochałem. Od pierwszego wejrzenia. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Ale minęły 3 lata, a my nie mogliśmy się doczekać dziecka. Wędrowaliśmy od lekarza do lekarza, coraz bardziej zniechęceni. Ponownie udałem się do Beaty z pytaniem, czy zostaniemy rodzicami? I wtedy doznałem czegoś dziwnego.

Wojciech w trakcie tej wizyty wpadł w rodzaj transu. Zobaczył siebie z żoną na plaży, a obok bawił się mały chłopiec. Czuł, że jest to jego syn. Maluch miał jasne włosy, niebieskie oczy i charakterystyczną przerwę między zębami. Kilka miesięcy później jego żona zaszła w ciążę.

– Syn ma już kilka lat i wygląda jak tamto dziecko z medytacji – uśmiecha się mężczyzna. – Ma nawet tę przerwę między jedynkami. Przekonałem się, że istnieje świat niematerialny, byłem przecież w przestrzeni, jakby poza czasem. Do dzisiaj jednak zadaję sobie pytanie: jakim cudem zobaczyłem syna na dwa lata przed jego narodzinami?

Beata nie odpowiada na to pytanie. Ona może jedynie spróbować przenieść człowieka do miejsca, w którym jest szansa, by spotkał swoich opiekunów czy istoty ze świata duchowego. W każdym wypadku jest to bardzo piękne i budujące doświadczenie.

Wysyła dobrą energię

– Do Beaty przychodzę co kilka miesięcy. I nie zawsze po to, aby dowiedzieć się czegoś o przyszłości – mówi Sandra, księgowa w dużej firmie. – Jestem zabiegana, zapracowana, mam rodzinę, mnóstwo obowiązków. Brakuje mi czasu na wielogodzinne medytacje. A czasami potrzebuję relaksu, odprężenia, ucieczki od codzienności. Prowadzona przez wróżkę medytacja powoduje, że wchodzę w inny świat. Myślę, że dzięki temu łatwiej radzę sobie ze stresem. Inaczej spoglądam na bliskich, współpracowników i znajomych.

Beata tłumaczy, że każdego człowieka powinno się traktować jak przyjaciela. Nie zakładać, że ma złe intencje, chce kogoś skrzywdzić czy oszukać. Codziennie przekonuje się, że w ludziach jest naprawdę wiele dobra. Podczas spotkań z nimi nigdy nie patrzy ukradkiem na zegarek. Częstuje herbatą i rozmawia tak długo, jak trzeba: godzinę, dwie, trzy. A wieczorem za osobę, która ją odwiedziła, modli się i wysyła jej dobrą energię.

Anna Forecka
fot. Bartosz Jankowski

Źródło: Wróżka nr 1/2015
Tagi:

Zobacz także

Znaki rozsypane jak puzzle

Znaki rozsypane jak puzzle

Czułam, że coś wisi w powietrzu, że coś muszę zrozumieć. „To musi być jakiś znak”. »

Jak działa przeznaczenie?

Jak działa przeznaczenie?

Magda miała się dopiero zetknąć z przeznaczeniem... »

Mąż pod choinkę

Mąż pod choinkę

W rodzinie Karoliny od trzech pokoleń szczęśliwe małżeństwa zaczynały się od oświadczyn w Wigilię. »

Już w kioskach: 2018

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube
Wydanie specjalne 1/2019