Kochać i mieć pasję

Paulina Sykut-Jeżyna – dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Piękna, filigranowa kobieta o niespożytej energii. Prawdziwa szczęściara, która spełnienie zawodowe łączy ze szczęściem w miłości.  

Śpiewałam od wczesnego dzieciństwa, najpierw dla siebie i dla rodziny, potem już dla większej publiczności. Zaczynałam w chórze kościelnym. A w czasach liceum w Puławach, moim rodzinnym mieście, występowałam w domu kultury. Miałam wówczas własny zespół. Jeździłam na warsztaty jazzowe, na lekcje śpiewu do Akademii Muzycznej w Katowicach, na zajęcia do Elżbiety Zapendowskiej.

Już jako nastolatka byłam laureatką ogólnopolskich konkursów. Najbardziej lubiłam festiwale poezji śpiewanej. Uwielbiałam też tańczyć. Na dyskotekach zawsze jako ostatnia schodziłam z parkietu, a następnego dnia leczyłam zakwasy. W liceum i na studiach śpiewałam zarobkowo na weselach. 

Często ludzie mnie pytają, jak to jest: być tak blisko zwycięstwa. Chodzi o mój udział w programie „Idol", gdzie doszłam do półfinału. Od finału dzielił mnie zaledwie jeden procent głosów. Jednak nigdy nie patrzyłam na to jak na przegraną, bo potem w moim życiu wydarzyło się wiele ciekawych, wspaniałych rzeczy.

Zaraz po „Idolu" dostałam zaproszenie na casting do programu „Muzyczne listy". W efekcie prowadzę ten program do dziś. A na początku nie było łatwo, bo musiałam połączyć to ze studiami na uniwersytecie w Lublinie, dokąd dojeżdżałam z Puław. 

Zawsze kipiałam energią i żyłam bardzo intensywnie. I tak jest do dziś. Nawet gdy muszę wstawać o wpół do piątej, robię to z uśmiechem. Uwielbiam swoją pracę. Realizując się w dziennikarstwie, jednocześnie mam kontakt z muzyką, bo moja praca wokół niej się kręci. 

reklama


To bardzo ważne, żeby robić to, co się lubi, żeby mieć swoją pasję. Bywa, że nie od razu się ją odkrywa. Ale każdy powinien jakąś pasję mieć albo poszukiwać przynajmniej rzeczy, które nas rozwijają i sprawiają nam przyjemność.

Bardzo dużo zawdzięczam swoim rodzicom, którzy wskazywali mi, co w życiu powinno być najważniejsze: miłość, rodzina i właśnie pasja. Że warto być sobą i czasami iść pod prąd. Mojego taty już nie ma, ale czuję jego obecność i mam nadzieję, że jest ze mnie dumny. To po nim mam w sobie zdecydowanie, konsekwencję, stanowczość, którą inni mogą brać nawet za pewną twardość. Za to po mamie mam właśnie delikatność, wrażliwość. 

Miłość, rodzina... Bez tego nie byłabym szczęśliwa. Mój mąż Piotr, z którym znamy się jeszcze z liceum, jest moim wielkim szczęściem, w nim mam wsparcie i bratnią duszę. Przy nim odnajduję spokój, którego niekiedy, tak jak każdemu, mi brakuje. 

Dużo się ruszam, np. biegam, co pozwala mi pozbyć się stresów oraz negatywnych emocji, które czasem mnie dopadają. To znakomita forma i relaksu, i medytacji. Kiedy tylko mam czas, także pływam, jeżdżę rowerem. To wspaniale czuć na twarzy powiew wiatru, promienie słońca. I wówczas tyle dobrych myśli wpada do głowy. A kiedy brakuje czasu na aktywność w plenerze, ćwiczę w domu. Prowadzę zdrowy styl życia, bo zwyczajnie jest mi z tym dobrze. 

Dość systematycznie poddaję się zabiegom pielęgnacyjnym w gabinecie kosmetycznym. Dbałość o wygląd, urodę to przecież także część zdrowego stylu życia. Jeśli chodzi o modę, to staram się nie podążać za nią ślepo. Ale raczej się nią bawić. Owszem, śledzę trendy, ale ubieram się tak, żeby się dobrze czuć i dobrze wyglądać. 

Czego staram się nie robić? Najlepiej byłoby odpowiedzieć: błędów. Ale to niemożliwe, bo każdy je popełnia. Ja staram się nie robić i nie mówić rzeczy, których bym się wstydziła. A jeśli przytrafi mi się pomyłka, to wyciągam z tego wnioski. Błędy mają mnie czegoś nauczyć. 

Czego nie lubię robić? Nie lubię oddalać się od Piotra. I cieszę się, że zawsze jesteśmy razem. 

Bożena Stasiak 
fot. Gałązka/AKPA

Źródło: Wróżka nr 5/2015
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019