Czy istnieje skuteczny sposób na raka?

V0017653Co sprawia, że niezwykle skuteczne terapie medyczne nagle zostają zakazane i popadają w zapomnienie? A ich twórców, uznanych najpierw za geniuszy, oskarża się o nielegalne praktyki i wyklucza z lekarskiego kręgu. Tak jak uczonych przeklętych, francuskich lekarzy Jeana Solomidèsa i Arthura Vernesa.



Skuteczny lek na raka

Kiedy w 1938 roku Jean Solomidès (z pochodzenia Grek – pracę doktorską obronił na Uniwersytecie Paryskim, absolwent chemii i botaniki uniwersytetu w Tuluzie) dostał pracę w słynnym Instytucie Pasteura, wydawało się, że czeka go wielka naukowa kariera.

Zwłaszcza gdy w 1947 roku dokonał swego najważniejszego odkrycia. Szukając jak najmniej inwazyjnej metody niszczenia komórek nowotworowych, Solomidès trafił na pracę niemieckiego biochemika Ottona Warburga (późniejszego laureata Nagrody Nobla w medycynie).

Warburg uważał, że komórki te mogą zachowywać się podobnie jak bakterie beztlenowe, które giną w środowisku tlenowym. Idąc tym tropem, Solomidès opracował rodzaj syntetycznego enzymu (peroksydazę), który dostarczał dodatkowy tlen. Ten wiążąc się z błoną komórek nowotworowych, niszczył je. I właśnie to odkrycie uczony wykorzystał do stworzenia nowatorskiej metody leczenia raka. Wystarczyło podać choremu całkowicie nietoksyczny i niepowodujący skutków niepożądanych lek zawierający peroksydazę.

Przez dwa kolejne lata Solomidès pracował w Instytucie Pasteura nad jego udoskonaleniem. Dopingował go szef i przyjaciel, dr Frédéric van Deinse. W 1949 roku u ojca Solomidèsa wykryto guza wątroby – przypadek, według lekarzy, nieoperacyjny i beznadziejny. Naukowiec nie zastanawiał się zbyt długo. Podał ojcu swój preparat, mimo że był dotąd testowany jedynie na świnkach morskich i królikach. Po trzech tygodniach guz zniknął, a wieść o tym rozeszła się po prostu błyskawicznie.

Solomidès, szczęśliwy, że uratował ojca i że jego lek – wciąż w fazie badań – okazał się tak skuteczny, nie zauważył, że nad jego głową zaczęły gromadzić się czarne chmury. W Instytucie Pasteura uznano, że to, co zrobił, było karygodną samowolą.

Nie tylko podał pacjentowi lek niedopuszczony do użytku, ale w dodatku zrobił to bez wiedzy przełożonych. Niestety, było coś jeszcze gorszego. Sukces przypisano jedynie Solomidèsowi, o słynnym instytucie nikt nawet nie wspomniał. Tak więc zamiast gratulacji uczony otrzymał wypowiedzenie. W ciągu pół roku zwolniono go jeszcze z dwóch innych placówek naukowych.

Szarlatan jednak leczy

Tak oto z opromienionego sławą twórcy cudownego leku w krótkim czasie stał się czarną owcą świata medycznego. Początkowo próbował dochodzić swoich racji. Szybko jednak przekonał się, że nie tylko niczego nie zwojuje, ale nawet nigdzie nie dostanie pracy. W piwnicy swojego domu stworzył więc laboratorium i zaczął sam wytwarzać lek. Niedługo potem wyleczył sąsiada z raka żołądka.

reklama


Kiedy wieść o tym zdarzeniu się rozniosła, do Solomidèsa ustawiła się kolejka pacjentów i lekarzy, którzy chcieli przepisywać jego lek. Następne przypadki wyleczenia rozsławiły naukowca tak bardzo, że nie dało się go już dłużej ignorować. Pozwolono mu więc na kontynuowanie badań. Jednak ci, którym się kiedyś tak naraził, nie odpuścili.

Rada Lekarska oskarżyła go o nielegalną praktykę medyczną. Nie kwestionowano wyników leczenia jego metodą, lecz powołano się na kwestie proceduralne. Gdy w 1938 roku otrzymywał dyplom lekarza, miał obywatelstwo brytyjskie, co pozwalało mu uzyskać dyplom uniwersytetu, ale nie wydziału lekarskiego.

Wówczas wydawało się, że to drobiazg bez znaczenia – Solomidès zamierzał poświęcić się karierze naukowej, a nie leczeniu. Teraz bez dyplomu wydziału lekarskiego nie mógł zostać członkiem Rady Lekarskiej. Jego wrogowie uznali więc, że nie ma prawa wykonywać zawodu lekarza. Zignorowali fakt, że ratował życie chorych, skupili się na tym, że robił to niezgodnie z przepisami. I nazywali szarlatanem.

Solomidès nie przestał walczyć. Dziennikarze zorganizowali mu konferencję prasową i umożliwili występ w programie telewizyjnym wraz z dwoma chorymi, których wyleczył z raka. Pod drzwiami domu doktora stały kolejki pacjentów. W 1956 roku Solomidès wygłosił na Sorbonie wykład o syntetycznej peroksydazie. Tego było już za wiele. Rada Lekarska wymusiła na ministrze zdrowia złożenie oficjalnego pozwu przeciwko Solomidèsowi. M0006876

Pacjenci wyleczeni, proces przegrany

Proces ruszył rok później. Oficjalne oskarżenie mówiło o produkcji i dystrybucji leków bez zezwolenia ministerstwa zdrowia. Skutecznością leku sąd się nie zajmował, mimo że kilkunastu świadków potwierdziło swoje wyzdrowienie, a Solomidèsa bronili też lekarze, którzy stosowali jego lek.

Proces ciągnął się kilka lat. Ostatecznie sąd uznał Solomidèsa winnym. Obciążył go kosztami procesu i grzywny, zakazał praktyki medycznej. Część prasy nie dała za wygraną i opublikowała apel do władz o oficjalne zbadanie leku Solomidèsa. Podpisało się pod nim ponad 150 lekarzy, farmaceutów, pielęgniarek, burmistrz Paryża oraz blisko 30 polityków.

Apel pozostał jednak bez echa. W 1979 roku, w niecały rok po procesie, Solomidès zmarł. Współpracownicy uczonego wciąż jednak produkowali jego lekarstwo i dostarczali je pacjentom. W 1983 roku rozpoczęto nowe śledztwo. Przeszukano laboratorium i skonfiskowano sprzęt do produkcji peroksydazy. Próbki leku poddano testom we francuskim Narodowym Laboratorium Zdrowia i ogłoszono, że preparat jest toksyczny.

Został oficjalnie zakazany. Przez Francję przetoczyła się wtedy fala manifestacji ludzi wyleczonych przez Solomidèsa i ich rodzin. Według niektórych źródeł w największej z nich, w Marsylii, uczestniczyło 9 tys. osób.

Konflikt pomiędzy zwolennikami legalności praktykowania medycyny a obrońcami leku i Solomidèsa tlił się jeszcze przez wiele lat. Zdaniem tych ostatnich zdelegalizowanie leku nie jest dowodem na to, że jest on nieskuteczny czy niebezpieczny. Dziś we Francji jest zakazany, ale wytwarza się go za granicą i jest dostępny poza oficjalnym obiegiem.

Źródło: Wróżka nr 8/2015
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020