Kocia kawiarnia - co to jest?

DSC 2760KOCI RAJ Kraków, ul. Krowoderska 48. Wstąp do Kociej Kawiarni na ciastko i śmietankę. Koty przy tobie pomruczą, ty pogadasz...

Są tacy, którym kawiarniane wejście przez drzwi szafy kojarzy się z „Opowieściami z Narnii” C. S. Lewisa. Za tą szafą też dzieją się rzeczy dziwne. Koty śpią brzuchami do góry, gadają i rządzą ludźmi. I wszyscy są z tego zadowoleni.

W Narnii, po drugiej stronie szafy, na gości czekał faun Tumnus. W Krakowie czeka… kot Taunus. Trochę czarny, trochę biały, prawdziwy, złotooki. Wobec znajomych, szczególnie wolontariuszy, bardzo rozmowny. Bo Taunus już zauważył, że ludzie lubią słuchać mruczand o tym, co mu się przyśniło. W Krakowie w Kociej Kawiarni Kociarni śnią się kotom tylko dobre rzeczy.

Brat Taunusa, Cooper, to już zupełnie inna bajka – nie licząc czarnego ogona, biały, dostojny. Ludzie widzą w nim zadatki na łaskawego monarchę. Spore wpływy w świecie za szafą ma również czarna mafia, Kropek i Przecinek.

Królowa jest jedna. Ma na imię Szczęściara i jest burą pięknością. Cudem uratowaną. Znaleziono ją na ulicy ledwo żywą, kotną. Maleństw nie udało się uratować.

Czym jest kocia kawiarnia?

Drugie życie Szczęściary rozkwitło, gdy trafiła w czerwcu do pierwszej w Polsce kawiarni, w której gospodarzami są koty. A ludzie przychodzą po to, by je podziwiać, głaskać (o ile na to pozwolą) oraz pomagać i sprawiać przyjemność. Bo koty są tu najważniejsze. Stąd między innymi wzięły się delikatne ostrzeżenia w kawiarniano-kocim regulaminie: „Twoje kolana mogą stać się moim legowiskiem”. Albo: „Nie obraź się, gdy zrobię z ciebie drapak”.

Inna sprawa, że drapaków, podobnie jak drabinek, budek, kładek, a nawet gałęzi do wspinania się, skoków i figli w Kociarni nie brakuje. Podobnie jak legowisk i poduch do spania. A w pomieszczeniu dostępnym jedynie dla kotów i personelu – misek z przysmakami, przyborów do higieny i kuwet. Wiadomo, koty wyspane i najedzone to koty szczęśliwe.

Miłośnikom mruczków takich rzeczy tłumaczyć nie trzeba. Tak jak i tego, dlaczego taka kawiarnia to doskonały pomysł. Dowiedzieli się o nim wiosną tego roku z internetu, z portalu Polak Potrafi. To za jego pośrednictwem Ewa Jemioło, matka trójki dzieci, właścicielka pięciu kotów i jednego psa, zdecydowała się wiosną poszukać finansowego wsparcia dla miejsca, w którym królować miałyby mruczki.

 

reklama

Od razu wiedziała, że taka kawiarnia powinna powstać w Krakowie, jej ukochanym mieście. Podobne kafejki z powodzeniem działają już w Paryżu, Budapeszcie, Wiedniu czy w Wilnie. – Chciałam zapraszać do siebie koty, które mają problem ze znalezieniem domu, ale tylko takie, które nie czują żalu do ludzi i lubią ich obecność – zapewnia Ewa Jemioło. – Że wreszcie człowiek, o ile sobie zasłuży na miłość kota, będzie mógł go adoptować. Przede wszystkim jednak będzie mógł z nim, przy pysznej kawie i ciastku, pobyć.

Skąd pomysł na kawiarnię, gdzie główną atrakcją są koty?

– Są ludzie, którzy z różnych powodów nie mogą mieć kotów w domu – bo dziecko ma alergię, bo mąż nie lubi, bo pracują na okrągło. Ale bardzo za nimi tęsknią – tłumaczy szefowa Kociarni. Zna tę tęsknotę dobrze. Gdy była dzieckiem, a wychowywała się w blokowisku pod Lublinem, marzyła o tym, by mieć kota. Choćby najbardziej zabiedzonego na świecie, a może właśnie takiego. – Co mnie do tych zwierzaków tak przyciągało? – zastanawia się. – Sama jestem trochę kotem, lubię ciszę, bywam uparta, chodzę własnymi drogami. Dopiero, gdy dorosła, w Warszawie, gdzie przeniosła się za pracą, mogła zaprosić do siebie kota. Był to Tygrys. Gdy go znalazła w schronisku, jedną nogą stał na tamtym świecie. Karmiła biedaka strzykawką, woziła na kroplówki. Odwdzięczył się. Wyzdrowiał, zmężniał, chodził za nią krok w krok, jak pies. Gdy założyła rodzinę, przeniósł się z nią do Łodzi, potem pod Łódź.

Tuż po czterdziestce Ewa Jemioło zrezygnowała z pracy jako handlowiec w wielkiej firmie – z własnej woli. Jej kocia natura coraz gorzej znosiła zasady korpoświata. Ale nawet, gdy jeszcze w tym świecie tkwiła, zauważyła, że wielkie ukojenie w najtrudniejszych nawet chwilach dają jej te zwierzęta.

– Są dla ludzi jak balsam – tłumaczy. Potwierdzają to naukowcy. Kot potrafi człowieka wyciągnąć nawet z depresji – jego mruczenie to ukojenie dla nerwów. Przy okazji wyleczy reumatyzm i obniży poziom złego cholesterolu. A już dla chorych dzieci potrafi zdziałać cuda. Szczególnie cenny jest kontakt z nim dla autystyków.

Gdy więc ponad rok temu Ewa Jemioło zaczęła myśleć o Kociej Kawiarni, prawie od razu przyszło jej do głowy, że powinni w niej być felinoterapeuci oraz behawioryści, którzy podpowiedzą ludziom, jak opiekować się tymi zwierzętami. Jakieś obawy? Na początku pełno. Czy zdobędzie pieniądze? Czy znajdzie lokal? Kociarnia znalazła swoje miejsce w centrum Krakowa, przy ulicy Krowoderskiej 48. A co z sanepidem? To wcale nie musi być problem. Stąd właśnie pomysł Ewy na drzwi szafy, przez które człowiek przejdzie, kot już nie.

Źródło: Wróżka nr 9/2015
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019