Poważny obibok

Był rok 1968 i państwo Wilber wysyłali właśnie swojego syna na studia do Duke’s University w Północnej Karolinie. Chłopak był bystry, uwielbiał nauki ścisłe, zwłaszcza fizykę i chemię. Miał zostać lekarzem. Po roku studiów wrócił do domu i… rodzice nieomal nie rozpoznali własnego dziecka. Długie włosy, broda, luźne ubranie.

Poważny obibok Minęło właśnie słynne „lato miłości”, które zmieniło amerykańskie pokolenie powojenne w hipisów. Młody Ken powrócił na wakacje do domu objuczony książkami o filozofii Wschodu i wygłaszał poglądy, które konserwatywnej rodzinie wydawały się co najmniej dziwne. Z niepokojem patrzyli, czy dziecko przypadkiem nie bierze narkotyków. Tymczasem „dziecku” – już dość dorosłemu – od marihuany kręciło się w głowie, a popularne środki psychodeliczne wzbudzały w nim niechęć. Wolał czytać swoje książki. Jedną z nich była „Daodejing” chińskiego mędrca Laoziego. Już pierwszych kilka rozdziałów sprawiło, że życie Kena stanęło na głowie.

„Miałem wrażenie, że otworzył się przede mną całkowicie nowy i zupełnie inny świat – świat poza zmysłami, świat nieznany nauce, a zatem świat zupełnie mi nieznany” – wspominał potem. Opowiadał, że przez kilka miesięcy poznawania tajników buddyzmu i taoizmu jego życie zupełnie straciło sens. Nie było w tym nic smutnego, jak w momencie utraty wiary. Raczej była to sytuacja, kiedy człowiek po 20 latach małżeństwa budzi się rano i stwierdza, że osoba, która śpi koło niego, nie jest już przez nią kochana. „Nie ma żadnych pretensji, goryczy, łez – jedynie jasne zrozumienie, że czas się rozstać” – konkludował Ken.

reklama

Rozstanie było drastyczne, głównie dla rodziców młodego człowieka. Wilber rzucił prestiżowe studia i zapisał się do lokalnego college’u, gdzie ukończył dwa fakultety – chemię i biologię. Cały czas praktykował medytację i poszerzał swoje kręgi zainteresowań o problemy psychologii i psychoterapii. Poznał piękną dziewczynę o imieniu Amy i pobrali się. Ona pracowała w księgarni, on cały czas czytał i medytował po trzy godziny dziennie. Żeby zarobić na czynsz, pracował w restauracjach i sprzedawał w supermarkecie. Zgodnie z zasadami buddyzmu zen, który kładzie nacisk na prace służebne. A po trzech latach napisał pierwszą książkę – „The Spectrum of Consciousness”. I z dnia na dzień stał się sławą w dziedzinie psychologii i filozofii. Zaczęto go zapraszać na kongresy, konferencje i publiczne wystąpienia.

Medialny szum wokół książki nie zmienił stylu życia filozofa. Występów przed publicznością odmawiał, skupiając się na swoich codziennych zajęciach – medytacji i pisaniu. Plan miał ambitny – chciał stworzyć integralną wizję istoty ludzkiej. Integralną, czyli łączącą wszystkie aspekty naszej egzystencji: fizyczny, intelektualny i duchowy. To z kolei łączyło się z pomysłem zwanym psychologią transpersonalną, czyli wykraczającą poza to, co dotyczy znanej nam egzystencji. Chodziło o to, by wejść na wyższy szczebel drabiny świadomości.

Dzięki nieustannym medytacjom starał się dosięgać tych wyższych obszarów istnienia, a następnie opisać je w naukowy i teoretyczny sposób. Podstawą myśli Wilbera jest schemat ludzkiej świadomości. Pierwszą i najprostszą formą jest persona, czyli maska. To sposób, w jaki sami siebie widzimy. Potem jest ego, czyli nasza psychika. Następna forma to centaur – mityczne stworzenie, które symbolizuje połączenie ciała z duszą. Najwyższy punkt samoświadomości człowieka to świadek – moment, w którym dzięki medytacji i ćwiczeniom jesteśmy w stanie obserwować wszystkie niższe stany, jakby stojąc z boku.

Źródło: Wróżka nr 9/2007
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020