Jak pachnie fiolet

- Ale te kurczaki szpiczasto smakują! - usłyszał kiedyś na przyjęciu u przyjaciół amerykański neurolog Richard Cytowic. Wcale go to nie zdziwiło, zajmował się wszak badaniem synestezji.

Jak pachnie fioletDla Davida Smitha pieczone kurczaki mają zupełnie inną wadę - zbyt mocno smakują trójkątami. Jego syn, Jaggi, twierdzi natomiast, że trójkąty są lodowato zimne i mają zielony kolor. Natomiast pan William zawsze odbiera je jako żółte, o smaku pomarańczy, a jego siostra ilekroć je musztardę, odczuwa we wnętrzu dłoni dotyk gładkiej zimnej powierzchni.

Pewien mężczyzna zawsze widział zapach konwalii w postaci dymu opływającego kontrabas, a po chwili - jego lewą łydkę. Dym syczał jak wydobywająca się para z czajnika i miał waniliowy smak. Inne zapachy nie wywoływały u tego mężczyzny podobnej burzy wrażeń. Są ludzie, którzy widząc kolor, odczuwają jednocześnie jego zapach lub smak, dla innych dźwięki mają kształt lub kolor. To synestetycy, czyli wielozmysłowcy: jedną rzecz odbierają dwoma lub trzema zmysłami. Najwrażliwsi potrafią używać wszystkich naraz.

Medycy badają ten fenomen od 300 lat. Nazwali go synestezją (z greckiego syn - razem, wspólnie, estezja - wrażenie, czucie). Kiedyś uważano ją za chorobę psychiczną, potem za lekkie uszkodzenie mózgu, z którym dawało się żyć. Dziś uchodzi za coś godnego zazdrości, co często występuje u artystów i jasnowidzów. Jak odróżnić ją od zwykłej gry wyobraźni? Synestetykowi zawsze ten sam dźwięk skojarzy się z tym samym kolorem czy zapachem. A poeta raz nazwie zapach róży słodkim, raz gorzkim. Skojarzenia międzyzmysłowe dotyczą tylko niektórych zjawisk, a nie wszystkiego dookoła. Jeden z badanych, ilekroć usłyszał słowo "młotek", zawsze widział coś czerwonego z białymi błyskami. Ale nie miał tych skojarzeń, gdy tylko patrzył na młotek. Słyszenie nazw innych narzędzi również nie wywoływało wizji.

Najczęściej krzyżuje się widzenie ze słyszeniem... to zresztą dostrzeżono najwcześniej i nazwano "chromestezją", czyli "barwnym słyszeniem". Gershwin nazwał swoją słynną rapsodię "Błękitną", ponieważ różne jej fragmenty jawiły mu się jako chmury. Dla mnie wysokie dźwięki fortepianu to zawsze przezroczyste szklane kulki, które skaczą po marmurowych schodach; basowe są mchem na dnie mrocznego lasu, w dotyku wilgotne i gną się, jak podwodne trawy.

Odwrotnością widzenia dźwięków jest słyszenie obrazów. Na przykład pewna kobieta słyszy zielenie, a każdy jej odcień inaczej brzmi: w lesie układają się jej w symfonię. Najrzadsze są krzyżówki smaku i węchu z pozostałymi zmysłami. Jeden z badanych wyczuwa zapachy kilku podstawowych kolorów, nos innego rejestruje ludzkie głosy. Węch w ogóle jest mało ucywilizowanym przez nas zmysłem. Nie udało się nam nad nim zapanować językowo, więc i w świadomości odbija się niewyraźnym kształtem. Gdy jesteśmy zmuszeni nazwać jakiś zapach, a nie przypomina on owoców, kwiatów czy miejskich woni, sięgamy do innych zmysłów; mówimy o zapachach zielonych, zimnych, gorzkich, ostrych. Tomograf komputerowy, rejestrujący pracę mózgu synestetyków, wykazał, że kiedy badany słuchał i widział muzykę, w jego korze uaktywnione były ośrodki: wzrokowy i słuchowy.

reklama

Pisarz rosyjski Władimir Nabokow widział kolory liter. "F" jawiła mu się w zieleni olchy, "P" - niedojrzałego jabłka, "H" zawsze przypominało brązowe sznurowadło, "G" zaś było miękkie i bogate w kauczukowe tony. Nie dziwiło to jego matki, ponieważ miała tę samą zdolność. Dla Rimbauda tylko samogłoski miały kolor: "A" to czerń, "I" - czerwień, "U" było zielone. Wielu artystów i pisarzy było synestetykami, choć nie wiedzieli, że "to się tak nazywa". Już Goethe dostrzegł i opisał w osobnym dziele współzależność słyszenia i widzenia. Wasilij Kandinsky słyszał swoje obrazy i używał muzycznych terminów do ich opisu.

Czasem "pociąg jechał w odwrotną stronę". Poeci, zwłaszcza w modernizmie, chętnie rozmyślnie zestawiali słowa właśnie tak, by działać na kilka zmysłów czytelnika naraz. Pisał Tetmajer o "srebrzystoturkusowej ciszy" i "melodii mgieł nocnych". Każdy z nas może poznać dotknięcie dźwięku - wystarczy stanąć blisko głośnika i puścić na cały regulator muzykę z niskimi tonami. Uderzenia perkusji czujemy jak uderzenia w brzuch, przy innych instrumentach wibruje nasze ciało. Fale dźwiękowe wchodzą bowiem także przez skórę: rejestruje je coraz słabiej, gdy dźwięki stają się ciche i wysokie.

Beethoven ogłuchł w wieku 46 lat, komponował jednak dalej. Z badań nad utratą słuchu wynika, że w mózgu pamięć dźwięków szybko się zaciera. A więc co lub raczej jak słyszał wówczas muzykę Beethoven? Prawdopodobnie miał ją skojarzoną wielozmysłowo, zwłaszcza pamiętał wibracje ciała towarzyszące brzmieniom. Ojciec Armena Aleksanjana, mieszkającego w Polsce ormiańskiego rzeźbiarza, miał siedmiu braci. Wszyscy otrzymali od natury słuch i piękne głosy, poza nim jednym. I właśnie on - pozbawiony zupełnie słuchu - zajmował się... wyrabianiem, naprawą i strojeniem instrumentów. Wyczuwał dźwięk ciałem.

Synestezja przechodzi z rodziców na dzieci, w najbardziej nawet zaskakujących formach. Według Cytowica, wykazujący się tym fenomenem często dziwnie porządkują przestrzeń, na przykład układają przedmioty na biurku według określonego porządku, a cudze biurko w innym mieszkaniu z innym porządkiem nieustannie będzie odrywało ich uwagę. Brat znanego polskiego posła robił od dziecka coś takiego: gdy rozmawiał lub rozmyślał, zawsze wodził oczami po liniach prostych, po linii sufitu, szafy, biurka. Każdą w myślach dzielił na 10 równych odcinków, a następnie grupował je w trzy różne kupki. Był już dorosły, gdy jego matka przyznała mu się do tego samego.

Hanna Sobańska z Zielonki jest nauczycielką. Od dziecka widziała kolory imion, niekiedy również ich kształty. Elżbieta to wstążeczka bordo w białe kwiatki, Ola wywołuje w myślach mleczne kółko, Ania jest biała, a Hania to duże białe koło. Obok niebieskiej Alicji stoi ciemnoczerwona Monika. Wszystkie jej trzy córki odziedziczyły tę samą skłonność, ale ciekawe: te same imiona kojarzyły się im przeważnie z innym kolorem. Wyklucza to wzajemne inspirowanie się. Jedna z córek widzi w kolorach różne zjawiska. Na przykład wszystko, co dobre, jest zielone, a obojętne rzeczy są białe. Gdy musi zrobić coś nowego, pyta matkę: czy to jest zielone czy białe!

Badania wykazują, że synestetycy wyróżniają się wysoką inteligencją, często są leworęczni, bardziej skłonni do eksperymentów, mają prorocze sny i uczucie deja` vu. Współodczuwają także cudze choroby oraz miewają zdolności psychokinetyczne. Są dobrym materiałem na jasnowidzów i bioterapeutów. Cytowic tego nie badał, ale moje obserwacje potwierdzają, że wróże i uzdrowiciele często są synestetykami. Słynna Róża Kuleszowa, rosyjski fenomen, potrafiła odgadywać kolory z dużych odległości. Wyczuwała je wielozmysłowo: czerwony był zbiorem krzyżyków lub linią falistą, żółty dawał poczucie chropowatości, a zielony jawił się jako zbiór pionowych i poziomych pałeczek.

Czesław Klimuszko widział przeszłość i przyszłość jako film, ciągnący się za ludźmi niby dym. Stefan Ossowiecki zadziwiał badaczy poddających go licznym eksperymentom nie tylko tym, że zgadywał, co jest w zaklejonej kopercie, ale również tym, jak odgadywał. W zaklejone koperty wkładano różne myśli własne, konkretne i ogólne, w językach znanych Ossowieckiemu lub nie. Odgadywał powoli, w natchnieniu, wielozmysłowo: wyczuwał treść i nastrój zapisanej myśli, gdy była mowa o wodzie, to czuł w palcach jej chłód i dotyk, czasami pojawiał się obraz liter, potrafił narysować odgadywane słowo, którego nie rozumiał.

Dla bioterapeutki Wandy Ejsmond rak ma kolor fioletowawy i specjalny zapach. Iwanow Safonow z Moskwy choroby widzi dotykiem: wrzód żołądka odczuwa pod palcami jak bliznę, a rak jest dziurą. Profesor Kobzin z Moskwy zmusza samych pacjentów do synestetycznego spojrzenia. Pyta chorego: Jaka jest twoja choroba, ciężka czy lekka? Jaki ma kolor? A zapach? Jak ona brzmi? Człowiek szuka odpowiedzi w głowie, szuka, aż... znajdzie. Jedna choroba waży 20 deko, inna jest kulką lub mazią błota. Dla pewnej pacjentki wyglądała jak stary but. Z chorobą bez kształtu nic nie zrobisz, a stary but zawsze możesz wyrzucić, prawda?

Amerykańscy onkolodzy prowadzą z dziećmi taką oto terapię: każą im narysować na kartce raka, a potem podrzeć obrazek na drobne kawałki. Po kilku miesiącach rezultaty są już widoczne. Synestezja wydaje się jakimś niezwykłym narzędziem o wielkiej mocy, jak różdżka czarodziejska. Dlaczego jej nie wykorzystujemy? Bo niewiele o niej wiemy i nie wiemy, że ją mamy. Czy wszyscy możemy być synestetykami? Prawdopodobnie wszyscy rodzimy się wielozmysłowcami. Cytowic uważa, że przez całe życie chłoniemy świat wielozmysłowo, tylko nie przedziera się to do naszej świadomości.

Dziecko "ogląda" grzechotkę wszystkimi zmysłami - gryzie, liże, ugniata, potrząsa, nasłuchuje, wącha. Dopiero w trakcie wychowania uczą nas, co oglądać oczami, co nosem, co rękami. A synestetyk to ten, który z powodu nadwrażliwości więcej czerpie z podświadomości i wyciąga na wierzch. Badacze uważają, że liczba synestetyków ostatnio bardzo wzrosła. Kiedyś przypadał jeden na 100 tysięcy, dzisiaj jeden wypada na 2 tysiące ludzi. A to ci klęska urodzaju! Sama dowiedziałam się niedawno, że jestem jednym z nich. Gdy patrzę na ciemny róż wenecki, to czuję, że jest on chropowaty i przyjemnie gorzki w smaku. Wydaje mi się to tak oczywiste, że chyba każdy to widzi...

Jedna z hipotez tłumaczy synestezję naturalną skłonnością naszego umysłu do skojarzeń. Pamiętamy wszystkie pierwsze silne wrażenia, na przykład pierwszy pocałunek w maju, gdy pachniał bez. I w każdej duszy inaczej to się ułożyło: zapach bzu będzie odtąd wywoływał u jednych miły niepokój, a u innych - kolor lila będzie miał gorzki smak, bo całowali się z palaczką czy palaczem. Klientka Cytowica, która słysząc słowo "pies" widzi czerwone kółko z niebieskim środkiem, mogła mieć wprasowany w mózg taki zestaw z dzieciństwa: matka trzyma książkę z rysunkami, pokazuje palcem szarego psa i powtarza "pies". Ale obok narysowano chłopca w czerwonym berecie z niebieskim pomponem i te kolory odrywają oczy od psa, ale w uchu wciąż dźwięczy matczyne "pies". Pies - czerwone kółko.

Wydaje się, że synestezję można rozwijać. Wystarczy sobie zadawać nietypowe pytania i odpowiadać na nie. Jaki kolor ma kwadrat? Jak smakuje zieleń? Jak pachnie dźwięk skrzypiec? Kiedy znajdziesz odpowiedź, to możliwości są dwie: albo wysupłałaś to z zakamarków podświadomości, albo oto stworzyłaś nowe skojarzenie. Tak czy owak - zysk.

Zdarzają się czasami takie sny, które dobrze pamiętamy, ale... zupełnie nie umiemy ich opowiedzieć, nie wiadomo czemu. Żadne słowo nie może się z nas wydobyć, za to ręką miesimy powietrze, jakbyśmy macali jakiś niewidoczny kształt. Albo przełykamy mgliste wspomnienie po jakimś smaku. Albo uszy nam szumią, jakbyśmy dopiero co wyjęli głowę z kąpieli w dźwiękach. Wtedy bądźcie pewni: mieliście synestetyczny sen. Może przyśnił wam się kształt zapachu z dzieciństwa...


Agata Bleja

Źródło: Wróżka nr 5/2001
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020