Dziś widzi jutro

Jasnowidzenie jest sztuką. Do wróżenia wystarczy używać intuicji. Ale ją też należy rozwijać. - Wróż to zawód - mówi Tomasz Gocłowski. Zwyczajnie trzeba się nauczyć znaczenia kart, linii na dłoni, interpretacji horoskopów. Dodajmy intuicję i doświadczenie, a otrzymamy przewodnika po kłopotach życiowych.

Wróż jak doświadczony taternik pokazuje ludziom bezpieczną ścieżkę między przepaściami ich życia. Nie namawia do wyboru. Mówi: jeśli pójdziesz w prawo, możesz spaść; droga w lewo jest bezpieczna, ale długa. Pójdziesz prosto, dogoni cię ten, którego masz za plecami. Wybieraj sam.

Tarot i komputer

Najpierw patrzy w horoskop klienta. - Od razu wiem, z kim mam do czynienia - mówi. Planety ukazują jedynie możliwości, nie przesądzają o naszym losie. Potem z tarota kładzie układ siedmiu czakr. Jest to aktualna fotografia życia i duszy klienta. Karty i intuicja wróża muszą wskazywać to samo. Jeśli nie, przerywa wizytę. Jeśli tak, wówczas pyta, co skłoniło klienta do przyjścia. Wystarczy powiedzieć, że sprawy zawodowe lub rodzinne.

Ludzie ukrywają problemy. - Tak z ciekawości przyszłam - mówi kobieta. - Mąż mnie kocha, w pracy mi się układa. Tymczasem w kartach widać, że mąż ją zdradza. - Bzdura! - mówi kobieta. Wychodzi bardzo niezadowolona. Po tygodniu wraca zapłakana. Wyszło na jaw, że mąż ma kochankę od dwóch lat i nieślubne dziecko. - Niech pan rzuci karty, czy on z nią zostanie?

Klienci przynoszą zdjęcia. Najpierw czytał z nich ludzkie charaktery. Kiedyś pokazano mu fotografię skradzionego samochodu - zamknął oczy, skupił się i nagle zobaczył, gdzie stoi. Auto znalazło się dzięki jego wskazówkom. W ten sposób niechcący odkrył u siebie dar jasnowidzenia. Pojawiało się coraz więcej ludzi poszukujących zaginionych osób. Dzisiaj jest jednym z kilku jasnowidzów współpracujących z firmą detektywistyczną Septagon (dawniej Protector).

reklama

Kiedy urodziła się babcia?

Przez jego gabinet przewijają się ludzie barwni jak postacie literackie. Pewien staruszek rozłożył na stole plik badań lekarskich i zapytał, na co jest chory. Kiedy indziej kobieta przyniosła zdjęcia męża. Wróż widzi pojemniki ze skradzionym towarem i męża "na długich wczasach", czyli w więzieniu. Podaje wiele innych szczegółów, zaskakująco trafnych. Kto męża wsypał, kiedy wyjdzie. Za jakiś czas kobieta dzwoni: - Panie, ratuj pan, do męża strzelają! - To na policję trzeba dzwonić, nie do wróża - mówi Tomasz.

Osobną grupą są sprawdzacze. Wprost albo sposobem badają umiejętności jasnowidza. Zadają mnóstwo pytań. Jeden kazał sobie powiedzieć, kiedy dokładnie urodziła się jego babcia. - Co z pana za jasnowidz, jak pan tego nie wie? - zrzędził. Są podejrzliwi i czasem traktują go jak oszusta. Mówią nieprawdę o swoim życiu i czekają, co karty na to. Jeśli pokazują coś nie po ich myśli, wtedy wyładowują na wróżu swoją agresję. Zdarzają się darmowi klienci. Raz przyszła bezdomna z Dworca Centralnego. Największy honor mają biedni. Gocłowski widzi z kart, że osoba żyje skromnie, ledwo koniec z końcem wiąże, ale kładzie na stole 50 złotych. - Od pani wezmę tylko 20 - mówi. - A nic podobnego - broni się kobiecina. Natomiast bardzo zamożni potrafią się wykłócać o każdy grosz.

Niektórzy się uzależniają. Przychodzą często, chcą żeby karty decydowały za nich. Tomasz broni się przed tymi nałogowcami. Klienci przynoszą kwiaty, ciasta, sałatki. Kobiety mu trochę matkują, bo samotny. Zapraszają na śluby, dzwonią, żeby się podzielić dobrymi nowinami. Albo z reklamacją: dlaczego nie przepowiedział śmierci córki w cztery miesiące po wizycie?    - Jeśli widzę w kartach nieuchronną śmierć - mówi - czyli przeznaczenie, którego uniknąć nie można, nie mówię. To jest niepotrzebne okrucieństwo. Chyba, że widzę jedynie wyraźne, śmiertelne zagrożenie, wtedy ostrzegam. Jeszcze czas, można mu zapobiec.

Złodziej ucieka po rynnie

Często zaczyna się tak. Przychodzi klient trochę z przypadku, wróż przepowiada nietypową kradzież w mieszkaniu. - No, ciekawe, nietypową... - zaśmiewa się klient. Za kilka dni telefon: - Ale pan przewidział! Do mieszkania włamali się złodzieje. Niespodziewanie żona wraca do domu. Na środku widzi spakowane walizki i tylko śmignęło coś przez okno! Wychyla się, a tam złodzieje zjeżdżają w dół po rynnie. Mężczyzna nabiera zaufania. Przychodzi drugi raz. Załoga w jego firmie jest skłócona. Przynosi podanie i datę urodzenia jednej pracownicy. Gocłowski robi charakterystykę astrobiologiczną. Skupia się i dodaje: - Ona dużo telefonuje! Klient aż podskoczył: - Skąd pan wie? Nabiła mi licznik telefoniczny na 80 milionów! Gocłowski poza charakterystyką astrobiologiczną zrobił również horoskopy kontaktowe (na współpracę z szefem) pozostałym pracownikom. Właściciel wymienił 20 osób w firmie, skończyły się kłopoty. Teraz jest stałym klientem.

Jasno widzi

Ludzie przynoszą zdjęcia osób, które zaginęły. Jasnowidz zamyka się w pokoju sam ze zdjęciem i skupia się. Najpierw musi ustalić, kogo szuka: żywego czy umarłego? Bierze zdjęcie do ręki, zamyka oczy i stara się wyczuć odpowiedź. Potem robi następną próbę, żeby potwierdzić. Przesuwa opuszki palców tuż nad fotografią. Odczuwa chłód, jeżeli człowiek nie żyje i ciepło, jeżeli żyje. Czasem też szczypią go opuszki. Oznacza to, że zaginiony jest w ciężkim stanie. Kiedyś przy badaniu poczuł ucisk na głowę. Miało się okazać, że mężczyzna leżał z rozbitą głową. Wreszcie ostatnia próba. Ma trzy wahadełka i każdym bada zdjęcie. Jeśli wszystkie próby mówią, że człowiek nie żyje, prawdopodobnie nie żyje. Ale jak powiedzieć rodzinie? To najtrudniejszy moment w jego pracy. - Obym się mylił - dodaje zawsze.
Potem jasnowidz robi wizję. Odtwarza w myślach zaszłe zdarzenia.

Trudno mu się skupić, gdy ludzie płaczą. O drugiej po południu przyjeżdżają rodzice czternastoletniej dziewczynki, która wyszła do kościoła na mszę o jedenastej i nie wróciła. Płaczą, on się nie może skupić, przeszkadzają mu ich emocje. Z dużym wysiłkiem odnajduje ją w myślach, jest cała i zdrowa, w okolicy Siekierek. Uciekła, bo chce pobyć sama. Ma konflikt z ojcem. - Niemożliwe, jesteśmy kochającą się rodziną. - Zawsze tak mówią. - Wróci wieczorem - zapewnia rodziców. I wróciła. Rzeczywiście chciała pobyć sama. Jej ojciec zapisał się potem na karty i przychodzi raz na kwartał. Trudno nawiązać kontakt z osobą, która ucieka z domu. Znika z własnej woli i jakoś zaciera za sobą energetyczne ślady. Jeszcze trudniej odszukać psychicznie chorego.  Ludzie poszukują również samochodów, zwierząt, jednemu zginął... traktor. Odnalezienie samochodu nie jest łatwe, bo przedmiot "słabo nadaje".

Ile się sprawdza

Myślą, że jasnowidz powinien widzieć wszystko, wszędzie i zawsze. Człowiek ma oczy, a gdy patrzy w przód, nie widzi, co ma za plecami. Albo widzi niewyraźnie: przez mgłę przeziera chałupa. A to kopa siana. Gdy zmrok zapadnie, figę widzisz, chociaż masz oczy. A jasnowidzenie jest jeszcze czulszym zmysłem. Jeśli mąż nosi zdjęcie żony w kieszeni, przesłania się ono jego energią jak dymem. Trudno zza zasłony zobaczyć żonę. Intuicja, młodsza siostra jasnowidzenia, też jest wrażliwa. Według Tomasza Gocłowskiego jego wróżby sprawdzają się w siedemdziesięciu, siedemdziesięciu pięciu procentach.

Wszystko zależy od dnia, samopoczucia wróża i klienta, od ich nastawienia. Nie powiedzie się seans, jeżeli przychodzi człowiek zablokowany. Intuicja wróża nie dotrze do jego podświadomości, bo nie można wejść do zamkniętego sklepu. Ciekawe: ani niedowiarek ani osoba, która kłamie nie są wcale zablokowani! Zablokowani są ludzie nastawieni do świata na "nie". Złe nastawienie do wszystkiego spowija człowieka trującym kokonem. Myśl czy uczucia, które przedrą się przez ów kokon w jedną czy drugą stronę, padają przerażone. Również złe nastawienie do wróża, podejrzliwość i agresja porażają ów zmysł. Pisał o tym Czesław Klimuszko: gdy wyczuwał nieprzychylność osób na sali, wówczas nic mu nie wychodziło. - Ja też się peszę - mówi wróż Tomasz.

Obrazki z przeszłości

Ma czternaście lat. Biegnie przez ulicę, przez tory. Gna na oślep, nie rozgląda się. Nagle coś go siłą zatrzymuje, dokładnie w chwili, gdy przed nosem przelatuje mu pędzący tramwaj. Ma siedemnaście lat. Siedzi przy stole i w myślach pojawia się ni stąd ni zowąd obraz klepsydry. W nekrologu wyraźnie widzi imię i nazwisko kolegi z klasy. Kilka tygodni później kolega umiera. Jest dorosły. Jedzie samochodem ze znajomym. Są pod Sochaczewem, gdy ogarnia go pewność, że będą mieli wypadek. Zapina pasy. Pięć minut później samochód wpada w poślizg, wylatuje z szosy, dachuje. Interesuje się niezwykłymi zjawiskami i ezoteryką. Trafia pewnego dnia na ładne karty tarota, kupuje je i dla zabawy stawia kolegom w pracy. Jego słowa sprawdzają się. Najpierw myślał: przypadek. Potem przeraził się. Wreszcie ktoś powiedział: a może masz dar? Tak się zaczęła podróż w stronę jasnowidzenia.


Agata Szabo

Źródło: Wróżka nr 10/1997
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020