Skąpani w zagadkowych energiach

Badacze już dawno udowodnili, iż nośnikiem telepatii nie są fale elektromagnetyczne. A zatem co?

Okręt podwodny "Taurus", którego załoga prowadziła badania w okolicy wyspy Catalina u wybrzeży Kalifornii, tym razem zabrał w rejs dość niezwykłych pasażerów: dwóch jasnowidzów telepatów wyszkolonych i pracujących dla wojska. Naukowcom z Uniwersytetu Stanforda, nadzorującym badania, zależało przede wszystkim na ustaleniu, do jakiego stopnia kilkusetmetrowa warstwa słonej wody wpłynie na wyniki pracy mediów. Czy mimo takiego ekranowania uda im się bez przeszkód nawiązać kontakt myślowy z odległą o 800 kilometrów bazą badawczą w Fort Meadows?

Skąpani w zagadkowych energiachNa nic ołów, na nic ocean

Testy te miały być kolejną próbą rozstrzygnięcia, jaką drogą przenoszą się przekazy telepatyczne. Większość amerykańskich i rosyjskich naukowców była kiedyś zdania, że ich nośnikiem są fale elektromagnetyczne. Liczne doświadczenia podważyły jednak tę koncepcję. Na przykład ekranowanie za pomocą klatki Faradaya - szczelnej ołowianej komory, która zatrzymuje promieniowanie elektromagnetyczne - okazało się w przypadku telepatii nieskuteczne.

Kontakt telepatyczny między osobą znajdującą się wewnątrz i drugą - na zewnątrz klatki - odbywał się bez przeszkód. I oto teraz, na pokładzie "Taurusa", badacze zamierzali sprawdzić, czy słona, morska woda tłumiąca większość fal elektromagnetycznych przeszkodzi w przekazie telepatycznym, czy - nie. Okazało się, że nie przeszkodziła. Ani w telepatii, ani w jasnowidzeniu. Może wobec tego przyjąć - rozumowali naukowcy - że zjawiska telepatii przebiegają dzięki specjalnemu rodzajowi fal elektromagnetycznych, o bardzo niskich częstotliwościach?

Z tą tezą koliduje podstawowa właściwość zjawisk telepatycznych - komunikacja tą drogą następuje natychmiastowo, inaczej mówiąc - w czasie zerowym. Natomiast fale elektromagnetyczne o niskich częstotliwościach przemieszczają się powoli. Stąd wniosek, że procesy parapsychiczne przebiegają w oparciu o formy energii, których nauka nie potrafi jeszcze uchwycić i zmierzyć.

Energie życia

Starożytne nauki Wschodu twierdzą, że zależymy od otaczającej nas zewsząd i przesycającej nasze ciała energii życia, którą Chińczycy nazywali ją chi, a Hindusi - praną. Ożywia ona nasze ciała, wnikając w nie poprzez ośrodki energetyczne, zwane czakrami. Dotychczas nauka nie była jednak w stanie potwierdzić istnienia tej formy energii. Przypadek sprawił, że pojawiły się wątpliwości. Dennisowi Milnerowi, pracownikowi uniwersytetu w Birmingham, udało się skonstruować specjalne urządzenie do wykonywania zdjęć w ciemności. Zamiast wiązką światła, posługiwał się pojedynczymi impulsami prądu stałego, które wysyłał w kierunku fotografowanego przedmiotu. Przy okazji zauważył, że nawet w pustej ciemni, w której "było" tylko powietrze, aparat rejestrował kuliste, pulsujące ogniska energii, połączone cienką, jakby pajęczą siateczką świecących nitek.

reklama

Czyżby udało się utrwalić na kliszy coś, czego dotychczas nie znano? Zdjęcia zostały jednak skrytykowane przez uniwersyteckich kolegów. - To typowe zjawisko jonizacji powietrza, przez które przepływa prąd elektryczny - usłyszał Milner. On jednak czuł, że wpadł na trop jakiegoś ciekawego zjawiska. Zmodyfikował aparaturę i następne zdjęcia wykonał w próżni. Okazały się identyczne. Jeszcze bardziej zaskoczyło badacza dalsze powiększenie obiektów (sam aparat robił już zdjęcia powiększone). Otóż na kliszach ukazały się dwie wyraźne formy: jedna składała się z maleńkich, rozjaśnionych ośrodków połączonych jarzącymi się "ramionami", tworząc regularny wzór; druga była skupiskiem błysków i pojedynczych obiektów, przypominających wielopłatkowe główki kwiatów stykających się ze sobą.

Czym są pola sił sfotografowane przez Milnera? Czyżby wpadł na ślad legendarnej energii życiowej - prany ? Bo chyba to nie przypadkowy zbieg okoliczności, że czakry w ciele ludzkim są przedstawiane na dawnych rysunkach także w postaci główek kwiatów z mniejszą lub większą - zależnie od położenia czakry - liczbą płatków. Może właśnie dzięki tej energii istnieją zjawiska parapsychiczne?

Roślinna "telepatia"

Świat ożywiony tworzą nie tylko ludzie i zwierzęta, ale także rośliny. Doktor Ed Wagner od lat zajmuje się badaniem ich reakcji na różne bodźce. W jednej z serii doświadczeń umieścił elektrody w pniu drzewa, a następnie uderzał w nie siekierą. Drzewo zareagowało: po uderzeniu czujniki pomiarowe wychwyciły nagły, skokowy wzrost napięcia elektrycznego w pniu. Co dziwniejsze, taki sam skok napięcia wystąpił u pobliskich drzew, które nie zostały okaleczone. Ale u nich reakcja pojawiała się z opóźnieniem, zależnym od odległości. Dr Wagner obliczył, że bodziec rozchodzi się z szybkością 5 m/sek.
- To nowy, nieznany rodzaj komunikacji energetycznej. Nie zdziwiłbym się, gdyby to był botaniczny odpowiednik energii chi - skomentował.

Badania roślin prowadzone przez Cleve'a Backstera sugerują, że stać je na coś więcej niż "porozumiewanie się". Mogą także odbierać sygnały od innych żywych istot w chwili, gdy tracą one życie. Backster podłączał rośliny doniczkowe do urządzenia mierzącego ich opór elektryczny. W innym, oddalonym pomieszczeniu automatyczne urządzenie wrzucało do wrzątku pojedyncze krewetki. W chwili, gdy do garnka wpadała żywa, opór elektryczny badanych roślin skokowo się zmieniał, tak jakby przebiegał je nagły "dreszcz", jakieś tajemnicze "szarpnięcie". Gdy automat wrzucał do wody martwą krewetkę, rośliny nie reagowały.

Wynika z tego, że między żywymi organizmami istnieje sieć komunikacji przenosząca w jakimś uniwersalnym "języku" najważniejsze dla nich sygnały. W przeciwieństwie do wyliczeń dr. Wagnera, przekaz był w tym wypadku natychmiastowy. Czyżby umożliwiał to jeszcze inny rodzaj niezbadanej energii? Starożytne przekazy uczą, że istnieje więcej niż jeden rodzaj prany. Niektórzy jogini wspominają o dziesięciu różniących się od siebie jej kategoriach. Jest więc prawdopodobne, że są wśród nich energie "botaniczne". Zrozumiałe stają się wtedy buddyjskie pouczenia, żeby bez powodu nie zrywać nawet jednego listka z krzewu. Bo on też "czuje".


Anna Szpiganowicz

Źródło: Wróżka nr 4/2001
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020