Grzeszna woda i mydło

Woda to życie, magia oczyszczenia ciała i duszy, obietnica wiecznej młodości.

Wodę czciły starożytne cywilizacje. W Egipcie świętą rzeką był Nil. Jego wylewy decydowały o obfitości zbiorów, a więc dostatku ludzi. Fenicjanie modlili się u źródeł rzek do boga Adonisa, Grecy błagali o przychylność Artemidę - boginkę lasów i źródeł, zaś wyznawcy buddyzmu czcili świętą rzekę Ganges.

Grzeszna woda i mydłoGorąca kąpiel na receptę

Cześć i wiara niosły także obowiązek regularnego mycia się. Egipscy kapłani robili to po dwa razy dziennie, również w nocy, a przed każdą modlitwą do bogini Izis dodatkowo obmywali twarz i ręce. Podobnie jak Grecy przed składaniem ofiar swoim bogom. Indyjscy bramini brali kąpiel przynajmniej raz dziennie w świętej rzece lub stawie. Także islam nakazuje swoim wyznawcom oczyszczenie przed modlitwą, jak również pełną kąpiel co piątek, przed wieczornymi modłami.

Judaizm ustanowił instytucję mykwy, czyli łaźni, w której należy się regularnie kąpać. Tutaj kobiety dokonują symbolicznego oczyszczenia przed podjęciem ponownego współżycia seksualnego z mężem na przykład po menstruacji, porodzie lub chorobie. Zwyczaj ten wywodzi się z przekonania, że kobieta jest wtedy "nieczysta".

Czystość cielesna nie była jednak wyłącznie nakazem religijnym. Już 1800 lat przed Chrystusem król Krety, Minos, nakazał ulepić i wypalić dla siebie wannę z gliny, którą następnie zainstalował w pałacu. Warto wiedzieć, że w tamtych zamierzchłych czasach kąpano się przeważnie w zimnej wodzie.

W Grecji moczenie się w lodowatych źródłach traktowano jako ćwiczenie dla sportowców i żołnierzy - miało odmładzać i dodawać sił. Ciepłą wodą pogardzano. Uważano, że odbiera siły witalne i prowadzi do zniewieściałości. W starożytnym Rzymie zimna kąpiel była dowodem silnej woli i wystawiała na próbę męstwo oraz męskość osobnika.

reklama

Seneka, rzymski myśliciel z I w. n.e., kąpał się co roku, pierwszego stycznia, w Aqua Virgo. Kiedy się postarzał - w nieco cieplejszym Tybrze, by wreszcie u kresu żywota moczyć się we własnej wannie, w ledwie letniej wodzie. Wyraźnie niezadowolony ze swej starczej niemocy stwierdził w końcu: - Jeszcze rok i pójdę do łaźni parowej. Hipokrates, legendarny lekarz z przełomu V i IV w. p.n.e. sławił lecznicze właściwości wody.

Natomiast Grek Asklepiades w II wieku przed Chrystusem założył w Rzymie szkołę medyczną, która zajmowała się tylko leczeniem wodą. Gorącej kąpieli można było zażywać jedynie z przepisu lekarza. Z czasem jednak instytucja publicznej łaźni parowej stawała się także ośrodkiem życia towarzyskiego. Tu można się było ostrzyc, ogolić, zjeść posiłek, posłuchać muzyki, podyskutować, a nawet pofiglować w odosobnieniu z prostytutką. Koedukacyjne łaźnie sprzyjały także nawiązywaniu znajomości. W pewnym momencie popyt na nie okazał się tak wielki, że pracowały całą dobę.

Do łaźni za publiczne pieniądze

Luksus i golizna budziły grozę pierwszych chrześcijan. Gdy po okresach prześladowań doszli do władzy, wzięli odwet na rzymskiej tradycji kąpieli. Jan Chrysostomus, patriarcha Konstantynopola, w końcu IV wieku zamknął publiczne łaźnie, uznając je za niemoralne. Choć dwa wieki później papież Grzegorz Wielki stwierdził, że nie są one szkodliwe - pod warunkiem, że nie epatują luksusem i nie wywołują cielesnego pożądania - nie odzyskały już swej pierwotnej świetności.

Średniowiecze, wbrew pozorom, nie zaniedbywało spraw higieny. Czternastowieczny pisarz Giovanni Boccaccio, opisując obyczaje w "Dekameronie" wspomina, że sobota jest tradycyjnym dniem poświęconym pielęgnacji ciała i odpoczynkowi. Właśnie wtedy rozwiązano problem podgrzewania wody, budując metalowe naczynia, które w działaniu przypominały współczesny bojler.

Jak podają kroniki, w 1292 roku Paryż liczył 70 tysięcy mieszkańców - mieli oni do dyspozycji 26 publicznych łaźni. Kobiety i mężczyźni kąpali się osobno, oddzieleni drewnianym płotkiem lub draperią, z wyciętymi okienkami. To pozwalało im rozmawiać ze sobą nie siejąc zgorszenia. W wielu krajach pracownicy najemni otrzymywali nawet specjalne pieniądze na pójście do łaźni. Kąpiel miała także znaczenie rytualne. Przed pasowaniem na rycerza kandydat przez trzy dni pościł i modlił się, a potem zanurzał w wonnej kąpieli. Zwyczaj ten skłonił Henryka IV, króla Anglii, do założenia zakonu łaziebnego, by uhonorować rycerzy, którzy brali z nim kąpiel w przeddzień jego koronacji w 1399 roku.

Częste mycie skraca życieCzęste mycie skraca życie

Niestety, syfilis i morowe powietrze spowodowały upadek łaźni w średniowieczu. Wiele z nich było bowiem jednocześnie zajazdami i sprzyjało rozwojowi prostytucji. O wiele groźniejsze okazały się jednak dżuma, cholera i czarna ospa, łatwo rozprzestrzeniające się w tych warunkach. Niestety, ciemni ludzie kojarzyli zarazę nie z miejscem, ale z samą czynnością mycia się. Nic dziwnego, że w XV wieku król Henryk VIII nakazał zamknąć wszystkie publiczne łaźnie w Anglii. Podobnie stało się wkrótce w całej Europie. I tak - przez następne 150 lat - ludzkość musiała się obywać bez kąpieli.

Upłynęły one pod znakiem perfumowanej chusteczki, którą wycierano najwyżej twarz i ręce. Mycie całego ciała nie było w modzie. Uważano, że wystarczy regularnie zmieniać bieliznę i ubranie. Jeśli garderoba się ubrudziła, oznaczało to, że ciało jest już czyste. Pojawiały się wprawdzie głosy, że mycie się jest pożyteczne, zwłaszcza dla młodych panienek, jednak większość społeczeństwa nie podzielała tych rewolucyjnych tez.

Sam Henryk IV Wielki, król Francji, śmierdział jak stary cap, co daje wyobrażenie o poziomie higieny na dworze. Natomiast już Henryk Walezy, przez pewien czas król Polski, mył się raz na tydzień, przez co uznawany był za zniewieściałego. Brud na szyi czy twarzy pudrowano. Pryszcze zalepiano muszkami. Wymyślono za to narzędzia do tłuczenia wszy. Były to - często misternie wykonane, ze złota, z drogocennymi ozdobami - kowadełko, młoteczek i szczypczyki ułożone na tacce, na którą potem zbierano uśmiercone insekty.

Wanna z bąbelkamiWanna z bąbelkami

Na szczęście ludzie nabrali rozumu i kąpiele wróciły do łask. W rezydencjach bogaczy pojawiły się wanny, początkowo miedziane, później z innych metali. Ciepłą wodę doprowadzano rurami z bojlera ogrzewanego drewnem. Wiek XVIII wprowadził także intrygujące do dziś urządzonko - bidet. Zwany początkowo "małą niedyskrecją", używany był zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Z tamtych czasów pochodzi anegdota o pewnej damie z prowincji, która zamówiła z katalogu wysyłkowego (istniały już wtedy!) podręczny bidecik. Kiedy zasiadła do obiadu, obok swojego nakrycia zobaczyła nowo nabyty przedmiot. Zdumiona, zapytała kamerdynera, co "to" tutaj robi. Jak się okazało, służący wziął bidet za nową wazę do zupy.

W połowie XIX wieku pojawiły się porcelanowe muszle klozetowe oraz urządzenia spłukujące, montowane nad ubikacją, zwane u nas romantycznie "górnopłukami". Publiczne łaźnie zaczęły zastępować baseny pływackie. Początek naszego wieku przyniósł emaliowane wanny żeliwne oraz umywalkę na kolumnie czy - jak kto woli - nodze. Nowinką techniczną w latach 30. była wanna z blachy stalowej. Prawdziwy przełom w historii kąpieli nadszedł po drugiej wojnie światowej. Braki mieszkaniowe połączyły ubikacje i łazienki w jedno, zaś wannę wzbogaciły o wynalazek doktora Prysznica. Jak słusznie zauważono, giętka, gumowa rurka zwiększała komfort kąpieli.

Ostatni bodaj wielki wynalazek w historii łazienki pojawił się w latach 60. Wtedy to Amerykanin Roy Jacuzzi wprowadził na rynek wannę z urządzeniem do produkcji bąbelków. Dzisiaj łazienka przestała być tylko intymnym pomieszczeniem do pielęgnacji ciała. Stała się symbolem statusu społecznego, miejscem, w którym najwyraźniej zaznacza się osobowość właściciela. Na przykład łazienka słynnej aktorki Jane Mansfield - symbolu seksu lat 60. - pokryta była różowymi dywanami, na środku stała wanna w kształcie serca, wyłożona mozaiką. Także sedes i bidet miały ten romantyczny kształt.

Fińskie przysłowie mówi, że najpierw należy wybudować saunę, a dopiero potem dom. Trafnie określa ono rolę obmywania się w naszym życiu. Przez tysiące lat woda była obiektem czci, symbolem życia, środkiem do oczyszczania z wpływów sił nieczystych, grzechów, sprawczynią odnowy i odrodzenia. W naszych łazienkach kontynuujemy tę tradycję. Zróbmy je małym ołtarzem cudotwórczej siły wody, ukłonem w kierunku naszej historii i miejscem, gdzie można spokojnie odetchnąć od codziennych zajęć.


Stanisław Gieżyński

Źródło: Wróżka nr 4/2000
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020