Małżeństwo - sztuka życia

Po co nam małżeństwo? Żeby wydać na świat dzieci? Wyposażyć w wartości, wykształcić, wysłać w świat? Cieszyć się wnukami? Tak. Ale nie tylko. Nie przypadkiem wychodzimy za mąż za tego właśnie mężczyznę, żenimy się z tą właśnie kobietą. Małżeństwo to szansa na duchowy rozwój, doskonalenie siebie w sztuce miłości i współczucia.

Małżeństwo - sztuka życia Anna i Piotr

Anna, 38 lat, nauczycielka angielskiego:

– Wyszłam za mąż zaraz po maturze. Szybko urodziły się dzieci: Paweł, a potem Monika. Oddałam im całą siebie, bez reszty. Zapomniałam o mężu, choć był obok. A potem zaczął mnie drażnić. Za często odwiedzał swoich rodziców. Za rzadko zabierał dzieci na spacer. Gdy pracował po godzinach, miałam żal, że zaniedbuje dom. Gdy nie brał nadliczbówek, byłam zła, bo mniej zarobi. Awanturowałam się, że w domu wszystko na mojej głowie. Piotr coraz bardziej zamykał się w sobie. Doszło do tego, że prawie przestał się do mnie odzywać. Wkurzałam się: „Powiedz coś!”. Wtedy odburkiwał: „Co mam mówić? Przecież źle mówię!”. Zaczęłam się zastanawiać, czy jeszcze go kocham.

Wyobrażałam sobie, jakby to było z kimś innym, mądrzejszym, bardziej wykształconym, rozmownym, dowcipnym. Minęło kilka lat, odchowałam dzieci i zapisałam się na studia pedagogiczne. Zaczęłam czytać, interesować się psychologią, rozwojem wewnętrznym. W wielkim mieście poznałam wiele par. Nie były szczególnie szczęśliwe, mimo że obiektywnie niczego im nie brakowało. Wyobrażałam sobie, że jestem z tym mężczyzną, i z tym, i z tamtym. W końcu spróbowałam. Romans zaczął się burzliwie i tak samo skończył. Żaden z poznanych mężczyzn nie byłby dla mnie lepszym partnerem od Piotra. Zrozumiałam, że jeśli nie porozumiem się z własnym mężem, nie porozumiem się z żadnym mężczyzną.

Po raz pierwszy od lat popatrzyłam ciepło na męża, gdy wróciłam do domu z dyplomem magistra. Przygotował obiad. Kupił kwiaty i prezent: naszyjnik, o którym wiedział, że mi się podoba. Jak mogłam wcześniej nie doceniać jego starań, serca, które okazywał mnie i dzieciom? Nagle przypomniałam sobie dobre wspólne chwile, jego prezenty, czułe słowa, cierpliwość, z jaką znosił moje pretensje i gniew. Przez te wszystkie lata pokazywał mi, czym jest pokora, jak przyjmować to, co niesie życie (nawet, jeśli "niesie" zrzędliwą żonę), jak koncentrować się na dobrym, nie przywiązywać do złego. Dlaczego tego wcześniej nie widziałam? Byłam za młoda, za mało dojrzała, za wcześnie wzięłam ślub, za wcześnie urodziłam dzieci. Nie umiałam zobaczyć, że obok żyje człowiek, który coś przeżywa, czegoś pragnie. Przede wszystkim dobrego życia, tak samo jak ja. Dziś już wiem, że nie sztuka gonić po świecie w poszukiwaniu szczęścia. Sztuka znaleźć szczęście tu, gdzie się jest.

reklama
Źródło: Wróżka nr 4/2007
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019