Ślady znikąd

Splątana sieć bruzd wyrytych głęboko na kamiennych platformach, dziesiątki znaków wyżłobionych na skalnych występach, szeregi schodów pnących się po pionowych skałach. Takich tajemniczych śladów pełno jest na świecie. Z pewnością nie są dziełem natury. Kto je pozostawił?

Ślady znikąd Schody bez początku i końca

W Sigiryi, centralnej części Sri Lanki, w środku dżungli, wprost do nieba wyrasta dwustumetrowa Lwia Skała. 2300 lat temu mieli tutaj swój dom mnisi buddyjscy. W zgodzie z naturą oddawali się rozmyślaniom w zaciszu jaskiń. U schyłku piątego wieku skała ta dała schronienie księciu Kaspipaji z królestwa Singhal.

Zamordował on swego ojca, zagarnął jego tron i ogłosił się boskim królem. Jako dowód swego niebiańskiego pochodzenia (a może z obawy przed zemstą krewnych i lenników ojca) na wierzchołku skały kazał wybudować kompleks budynków z przepięknym pałacem, ogrodem i obszernym basenem. Jaskinie zaś przyozdobiono freskami. Do dziś zachowało się 25 z nich.

Ale jest tam jeszcze coś niezwykłego. Otóż na trudno dostępnych ścianach potężnej skały wykute są szeregi miniaturowych schodów. Kto je zrobił i dlaczego?
Nie wydaje się, by kiedykolwiek służyły do wchodzenia na szczyt - są za małe dla ludzkiej stopy i dzielą je zaledwie kilkucentymetrowe odstępy. Co więcej, pną się po pionowych ścianach na ogromnej wysokości.

Jakby ten, dla kogo były przeznaczone, nie podlegał prawu grawitacji. Czasem równie nagle się kończą, jak się zaczęły - np. na wysokości stu metrów. Ze wszystkich stron otacza je tylko pionowa gładka ściana. Prowadzą donikąd. W niektórych miejscach stopnie dzielą kwadratowe, układające się w szachownicę otwory o wymiarach 15x15 cm. Czy są dziełem człowieka? Podobne dziwne schody znaleziono również na terenie Francji i Czech.

Nocą szedł diabeł

We francuskiej Sabanelli, między Wielką Czarną Skałą a skałą Pisselerand, rozciąga się niskie kamienne urwisko o płaskim wierzchołku średnicy pięciu metrów. Widnieje na nim ponad pięćdziesiąt wyraźnych śladów stóp, różnej długości: 16, 20 i 25 cm. Jakby pozostawiły je dzieci lub osoby bardzo niskiego wzrostu. Ale kto mógłby wydeptać w kamieniu trzycentymetrowe wgłębienia? Wszystkie ślady prowadzą w tym samym kierunku. Ci, którzy je zostawili nosili buty, ale parę osób miało bose stopy.

Podobne, chociaż mniej wyraźne odciski skalne znaleziono w Catateni i w Slon w Rumunii oraz w Jugosławii, Hiszpanii i Skandynawii. Archeologowie zgodnie przyznają, że nie mają pojęcia, skąd mogą pochodzić. Najdziwniejsze ślady pojawiły się nagle, 8 lutego w 1855 roku, w Devonshire na południu Anglii. Wyglądało to tak, jakby nocą przeszła tamtędy istota o małych okutych kopytkach. W okolicy rozeszła się wiadomość, że w ciemnościach hasał diabeł.

reklama

W świeżym śniegu znaleziono tysiące śladów długości 10 i szerokości 7 cm każdy. Odległość między krokami była zawsze ta sama - 21 cm. Zsumowanie ich dało niewiarygodną odległość - 160 km. Ślady ciągnęły się po linii prostej, a jeśli zmieniały kierunek, to zawsze pod kątem 90 stopni. Dziwna istota odwiedziła przy tym niemal każdy dom i każdy ogród w okolicy. Nic nie stanowiło dla niej przeszkody. Doszła na przykład do czterometrowej ściany i chyba przez nią przeniknęła, bo następne ślady były tuż po drugiej stronie muru.

"Ślady diabła" znaleziono również w Belgii, w Polsce i na wyspach Kegulana. W roku 1924 ich powstawanie obserwował podróżnik James Alan Rennie. Wędrował wtedy ze swym psiarczykiem przez zaśnieżone jeziora w północnej Kanadzie. Nagle, choć w okolicy nie było widać żywego ducha, w odległości 50 metrów od obu mężczyzn zaczął się pojawiać ślad.

Wyminął o włos zszokowanych polarników i kontynuował swą wędrówkę po zamarzniętym lustrze wody. Zimą 1997 roku Pavel Vesely z Pragi sfotografował serię 35-centymetrowych śladów na zbiorniku wodnym zapory Slapy. Ciągnęły się długim szeregiem. I co najdziwniejsze: pojawiały się około 40 m od jednego brzegu, a kończyły się nie dochodząc do drugiego. Skąd się tam wzięły?

Lwia Skała majestatycznie wznosi się nad dżunglą.Sygnały z gwiazd?

Podobne niewyjaśnione zagadki kryją niektóre urwiska skalne we Włoszech, Algierii, Ameryce, Indiach i Chinach. Usiane tysiącami płytkich dziur, z daleka wyglądają jak plecy pacjenta tuż po postawieniu baniek. Jakby coś zbombardowało kamienne płaszczyzny skał i pozostawiło na nich na zawsze wydrukowaną nie znanym nam alfabetem wiadomość. Może źródło tej tajemniczej siły wypływa z głębin Kosmosu?

Może ktoś próbuje nawiązać z nami kontakt i wysyła sygnały w postaci energii, która pozostawia serie śladów na skałach? Hipotezę o nieziemskim pochodzeniu tych wgłębień może potwierdzać niezwykłe odkrycie na Wyspach Wielkanocnych. W rejonie zatoki La Perousse pomarszczoną powierzchnię skamieniałej lawy przecina dziwna koleina. Jakby z nieba zjechał ciężki wóz z jednym kołem, wytłoczył swój ślad w kamieniu i znowu wzniósł się do góry.

Podobne ślady "karocy diabelskiej" znaleziono również w Szkocji. Przypominają ślady kół powozu i wyżłobione są na zamarzniętych stawach i bagnach. Nigdy jednak na stałym lądzie. Pojawiają się i urywają się równie niespodziewanie. W ich sąsiedztwie widać jedynie gładką, nie naruszoną powierzchnię lodu lub śniegu. 1 sierpnia 1976 roku "Sunday Express" poinformował, że pokrywę śnieżną w wysoko położonej i niedostępnej dolinie Alpes Maritimes przecięły dwie równoległe, łukowate bruzdy długości około 60 metrów. Kończyły się równie nagle, jak się zaczęły. Na nieskazitelnej powierzchni śniegu wyryło je coś bardzo ciężkiego. Tak ciężkiego, że żwir pod śniegiem na dnie bruzdy zamieniło w pył.

Tajemnicze koleiny zaobserwowano w wielu rejonach świata. Ale tylko na Wyspach Wielkanocnych bruzdy otoczone są szeregiem małych otworów. Ustawione parami wyglądają jak taśma perforowana. Legenda mówi, że tych miejsc dotykały gwiazdy. Co to oznacza, nie wie nikt.


Arnost Vasicek

Fot. autor

Źródło: Wróżka nr 8/1999
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020