Babę po babsku

Wymyśliłam genialną broń. Nie zabija, nie rani, a boli. Działa tylko na idiotki. Być może na idiotów również, tego nie sprawdzałam. Zróbcie to za mnie.

Babę po babsku Otóż los mnie pokarał niejaką Bożenką, koleżanką z pracy. Co prawda ją pokarał bardziej, bo jest smętnym czupiradłem. Sęk w tym, że ona o tym nie wie, więc dobry humor jej nie opuszcza. Wręcz uważa się za Lady Di. Wysuwa do przodu swoje wątłe jedynki, uzyskane metodą wpychania skarpetek za stanik i ma się za Pamelę Anderson. Wąskie usta obrysowuje brązową kredką centymetr wokół ich linii, po czym wypełnia je krwistą pomadką i wydyma. Czuje się zapewne jak Marylin Monroe. Resztki rudych włosów zarzuca do tyłu w przekonaniu, że Rita Hayworth do pięt jej nie dorasta I nieustannie nam wszystkim opowiada, jak trudne życie ma piękna kobieta. Zwłaszcza, gdy jest mężatką.

Otóż wyobraźcie sobie wy wszystkie, że takie cudo idzie z mężem na przyjęcie. I cóż się dzieje? Mężczyźni przestają jeść, przestają zajmować się swoimi partnerkami, zapominają o interesach i jak zahipnotyzowani wpatrują się w… Bożenkę. Aż jej nieprzyjemnie, bo przecież cóż mąż sobie pomyśli! Gdyby jeszcze była wolna, to dałaby któremu nadzieję, ofiarowując w darze kartkę z adresem e-maila (nieaktualnym od 3 miesięcy). Ale mężatka musi być okrutna dla adoratorów. Cóż, jeśli umierają potem tygodniami z tęsknoty, ona nic na to nie poradzi. Chociaż martwi się, bo oprócz wielkiej urody, ma równie wielkie serce.

I jeżeli sobie myślicie, że ja teraz kpię i przesadzam, jesteście w ogromnym błędzie. Ten papudrok dzień w dzień zatruwał nam życie takimi opowieściami. My, baby, wiedziałyśmy, że toto łże zwyczajnie, ale nasi koledzy mieli inne zdanie. Wiecie, jak się dzisiaj pracuje w wielkich firmach: na wielkiej hali siedzi kilkadziesiąt osób. Wszyscy wszystkich widzą i słyszą, nic się nie da ukryć.

Mówisz jedno słowo do jednej osoby, a ono wpada do kilkudziesięciu par uszu. I swoje robi. Bożenka mówiła i jej słowa powoli swoje robiły. Nasi koledzy zaczynali inaczej na nią patrzeć. Bo jeśli inni faceci tak się o nią biją, to ona coś musi w sobie mieć. Zaczęli się jej przypodobywać, reszty jakby nie zauważali. Dziewczyny szeptały po kątach, ale nic nie mogły zdziałać. Bożenki nie można było nawet na kłamstwie przyłapać. Gdy chwali się, że mężczyźni "pożerają ją wzrokiem" to spróbuj jej udowodnić, że kłamie.

Siedziałam najbliżej Bożenki. Pewnego dnia przybiegłam do pracy cała w euforii, bo miałam niezwykły sen. Śniła mi się moja dusza. Wyszła sobie ze mnie i zwinęła się w kłębek na wielkiej drewnianej łopacie, którą się wsadzało do pieca chlebowego. Wiedziałam, że moja dusza potrzebuje ciepła, więc upiekłam ją w tym piecu. Byłyśmy obie szczęśliwe. Byłam pod tak wielkim wrażeniem snu, że dzień pracy zaczęłam od: "Słuchajcie, słuchajcie, co mi się dzisiaj w nocy śniło…" Opowiadałam podekscytowana, wszyscy się skupili wokół mnie. Najpierw słuchali uważnie, potem komentowali. Gdy opadły emocje, spojrzałam niechcący w bok, na Bożenkę. Siedziała jakaś cicha i wściekła. To mi dało do myślenia.

reklama

Następnego dnia musiałyśmy się dowiedzieć, że na wczorajszym przyjęciu na Zamku pewien minister (od spraw unijnych - dodała Bożenka szeptem) nie spuszczał z niej oczu. Na tego typu przyjęcia ministrowie przychodzą z małżonkami. Żona tego pana oczami chciała ją zabić. Minister zaszarżował na całego i podał Bożence półmisek z owocami, narażając się śmiertelnie żonie.

Koledzy nie zdążyli się dowiedzieć, czy ministrowa zemdlała, czy wybrała raczej pyskobicie rywalki. Opowieść przerwałam ja.
- Ale miałam dzisiaj sen - przebijam się donośnie. - Śni mi się, że lecę samolotem, samolot się rozbija, ja się uratowałam, ale jestem ranna. Odnajduje mnie marokański książę Omar i zanosi na rękach do swojego pałacu. W odległej komnacie tego pałacu odkrywam, że mieszka tam Taylor, żona Ridge'a z serialu "Moda na sukces". Książę mówi do mnie: "Nie przejmuj się tym, moja ukochana, tamto to tylko gra. Potrzebuję pieniędzy dla mojego sierocińca, bo kasa książęca jest pusta. Ale astrolog już w dzieciństwie mi przepowiedział, że moim przeznaczeniem jest biała lady z kraju nad Wisłą Jej imię będzie się zaczynało na A…".

Koledzy lekko zaszumieli z rozbawienia. Wtedy ja przeszłam do dalszego ataku. - Możecie powiedzieć, że oglądam za dużo seriali - mówię. - Ale jest coś dziwnego. Ten sen powtarza mi się kilka razy w roku, od wielu, wielu lat. Pierwszy raz się pojawił, kiedy w Polsce panował jeszcze komunizm i w telewizji były jedynie polskie seriale… To zrobiło wrażenie na wszystkich. Bożenka jakoś się skurczyła w sobie. Zwolniła się z pracy wcześniej, bo ją głowa bolała. Przez następne dni życie w biurze koncentrowało się wokół mnie, ponieważ miałam przypływ dziwnych snów. Niestety, wynikało z nich jasno, że zaczęłam być adorowana przez duchy różnych mężczyzn, żyjących i nieżyjących. Męczyło mnie to, zwierzałam się, cóż oni wszyscy we mnie widzą? Przecież nie wyróżniam się urodą. Ja chyba muszę coś w sobie mieć...

Nasza Bożenka jakby lekko sczezła, schudła, zszarzała, przestała się odzywać. Czyżby przestała chodzić na przyjęcia? Minęły dwa miesiące. Aż tu od rana sensacja: przyszła pora i na Bożenkę. Macie pojęcie, jaki ona miała dzisiaj w nocy sen? Po prostu nie do uwierzenia! W nocy odwiedził ją… o matko, sam nasz szef! Odwiedził ją naturalnie we śnie i Bożenka poczuła się bardzo skrępowana sytuacją. Co prawda, to tylko sen, ale jednak obok w łóżku śpi mąż. Poza tym taka zażyłość szef-pracownik nie może dobrze wpłynąć na stosunki w pracy.

Bożenka już dawno zauważyła, że szef patrzy na nią innym wzrokiem niż na resztę koleżanek, ale nie sądziła, że posunie się aż tak daleko. Żeby odwiedzać mężatkę we śnie! Rozejrzałam się dookoła: dziewczyny były blade z wściekłości. Nasz szef to przystojny facet, niejedna sobie co nieco obiecywała, a przynajmniej wyobrażała w marzeniach. A tu taki kłamczuchowaty babsztyl zawładnął tą dziedziną! I choć wszystkie wiedziałyśmy, co się za tymi słowami kryje, jednak nie wiadomo było, jak z tym walczyć. Nie można było jej zarzucić, że kłamie, przecież jej się to wszystko "tylko śniło". Nikt nie ma wpływu na swój sen. Kombinowałam kilka dni. Wreszcie przyszłam do pracy z nową rewelacją. - Wyobraźcie sobie tylko - zaczęłam podekscytowana. - Byłam wczoraj na seansie hipnozy regresyjnej. Ale się dowiedziałam o sobie, nie macie pojęcia!

Okazało się, że wszystkie sny, choćby najpiękniejsze czy najdziwniejsze, to jednak tylko sny. Ale gdy człowiek dowie się o sobie prawdy, o swoich poprzednich wcieleniach, to dopiero robi wielkie wrażenie. Ja na przykład nie miałam pojęcia, że byłam kiedyś tak piękną i ważną kobietą, że mężczyźni pojedynkowali się o mnie, a nawet o mnie toczyły się wojny. Bo skąd ja, tak skromna dzisiaj, miałabym się tego domyślać? Skąd mogłam wiedzieć, że mężczyźni umierali z miłości do mnie? Nawet mi aż przykro, gdy się dowiedziałam o tylu zdeptanych męskich sercach. Bo to ja byłam… Kleopatrą!

Cała hala zamilkła. A najgłośniej zamilkła Bożenka. Słyszałam jej przyspieszony oddech. - No cóż - dodałam - tyle kobiet dzisiaj uważa, że w poprzednim wcieleniu to one były Kleopatrą! Nawet mi do głowy nie przyszło, że prawda jest inna. Nie przypuściłabym w nagłębszym śnie, że to ja… I prawdę mówiąc, nie jestem szczęśliwa z powodu tego odkrycia - dodałam skromnie. - Cóż mi po mojej wielkiej urodzie, cóż mi po miłości tylu mężczyzn, skoro tak młodo musiałam się rozstać z życiem. Wierzcie mi - mówiłam obłudnie, patrząc na Bożenkę - wolałabym być zwykłą wieśniaczką znad Nilu, szczęśliwie poślubioną prostemu rybakowi... Niejeden wieczór spędziłam z przyjaciółmi na obmyślaniu kolejnych "wcieleń". Po jakimś czasie nie było to już potrzebne. Bożenka była pokonana całkowicie. Nie mogła już walczyć moją bronią, ponieważ nie wierzyła w reinkarnację.


Agafia

Źródło: Wróżka nr 10/2002
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020