Wiara w siebie

Gdy nagle spada na nas coś nieoczekiwanego, trudnego, upadamy na duchu. To tak, jakbyśmy szły prostą, wygodną drogą i zaskoczyła nas burza z piorunami, która poprzewracała drzewa. Teraz leżą przed nami i zagradzają drogę. Co robimy? Zanim wpadniemy na pomysł, jak je ominąć albo przejść ponad nimi, siadamy na drodze i ogarnia nas smutek. Zanim pójdziemy dalej, dobrze jest przyjrzeć się przeszkodom. To nie jest stracony czas.

Wiara w siebie OPOWIEŚĆ EWY

Znaliśmy się od dziecka. W podstawówce siedzieliśmy w jednej ławce. I te imiona – Adam i Ewa – jakby nasi rodzice przeczuwali, że się spotkamy i nazwali nas tak, żebyśmy od razu się odnaleźli. Byliśmy nierozłączni. Ludzie, którzy widzieli nas po raz pierwszy, brali nas za rodzeństwo. Gdy patrzę na nasze zdjęcia z dzieciństwa, rzeczywiście widzę fizyczne podobieństwo: krótkie blond włoski, długie patykowate nogi, nawet szczerba w przednich zębach taka sama!

Kochałam go. Gdy w liceum złamał nogę, popołudniami siedziałam przy jego łóżku i opowiadałam mu, co się wydarzyło w szkole, odrabiałam z nim lekcje, czytałam mu na głos Gombrowicza i wiersze Leśmiana. Płakaliśmy razem i śmialiśmy się do rozpuku.

Był częścią mnie. Gdy wyjeżdżał gdzieś z rodzicami, bardzo tęskniłam. Dzwoniliśmy do siebie kilka razy dziennie. Wszystkie sprawy, którymi żyłam, były związane z nim. Tak samo myśleliśmy, podobały nam się te same książki, filmy, muzyka. Na jakie studia zdajemy? Oczywiście na medycynę! Dostaliśmy się za pierwszym razem! Oboje! Wyprowadziliśmy się z rodzinnego miasteczka. W dużym akademickim mieście wspólnie wynajęliśmy mieszkanie i zaczęliśmy studiować.

reklama

„Pobierzcie się” – naciskali rodzice. „W końcu i tak mieszkacie razem”. Obiecaliśmy sobie, że jeśli zaliczymy pierwszy rok studiów, to się pobierzemy. I tak się stało. Jakby wszechświat zapalał nam zielone światła na drodze. Na trzecim roku studiów urodziła się nasza córeczka Nina. A rok później... mój ukochany odszedł do innej.

Jakbym wewnętrznie umarła. Jakby z nim odeszło wszystko, co było we mnie najlepsze: miłość, przyjaźń, zaufanie, wiara, nadzieja. Najbardziej wiara w siebie. Kim jestem, skoro mężczyzna, który jest dla mnie całym światem, odchodzi? Jestem nikim, jestem zerem – tak brzmiała odpowiedź. Ale miałam dziecko, więc musiałam żyć.

Nie wiem, jak przetrwałam pierwszy rok po rozstaniu. Rozpaczałam. Płakałam, płakałam, płakałam. Między falami rozpaczy – kończyłam studia. Przyjechała mama, zamieszkała ze mną i zajęła się małą Ninką. Wylewałam żale, do kogo się tylko dało – jakbym nieustannie pytała siebie, jak to się mogło stać? Co zrobiłam nie tak? Jaki mam feler? Znalazłam w internecie stronę, gdzie zdradzone żony opowiadały swoje historie i dołączyłam do kółka Skrzywdzonych Kobiet. To trwało wiele miesięcy, aż ból całkowicie się wylał.

Któregoś dnia po prostu obudziłam się, wstałam z łóżka, podeszłam do lustra i... uśmiechnęłam się. Już nie chciało mi się płakać. Ani żalić. Skończyło się. Jak nożem uciął. Miałam ochotę zacząć od nowa. Zaprosić przyjaciół i bawić się.

Przyjaciółka pomogła mi zorganizować imprezę Na Nowy Początek. Każdy z zaproszonych gości przyniósł mi prezent Na Nowy Czas. Bawiliśmy się do rana. Dostałam kompas, wyrzeźbiony w drewnie drogowskaz z napisem „Nowe!”, wiersze, obrazy, kwiaty. Przyjaciółka zadbała, aby każdy z zaproszonych gości powiedział, jakie mam zalety i w czym tkwi moja siła. Usłyszałam, że jestem twórcza, inteligentna i odważna. Ktoś przypomniał, jak w grupie studenckiej zorganizowałam wyjazd w góry do jaskiń (mam talent organizatorski). Ktoś inny mówił o tym, jak zaimponowało mu, gdy skrzyknęłam ludzi, opowiedziałam o chorym dziecku znajomej i zebrałam pieniądze na leki (mam wrażliwe i współczujące serce).

Przyjaciółka podziękowała mi, że poprosiłam ją o pomoc w zorganizowaniu tego przyjęcia, bo to dla niej fantastyczna okazja do poznania siebie. „Jakie to szczęście, że miałaś odwagę poprosić o pomoc” – dodała.

Przyjęcie dla przyjaciół okazało się przełomowe. Dotarło do mnie, że jestem wartościową osobą BEZ ADAMA, bez mężczyzny, sama z siebie. Że jestem silna, lubiana, otwarta, że mogę dawać siebie innym i brać od nich to wszystko, czego będę potrzebowała. Tak, zdecydowanie odzyskałam wiarę w siebie. Kończę studia. Coraz bardziej cieszę się Niną. Tydzień temu byłam na randce. Wokół mnie żyją ludzie, na których mogę liczyć. Poradzę sobie ze wszystkim.

Źródło: Wróżka nr 11/2007
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020