Z aniołami za pan brat

W epoce oświecenia intelektualne elity nie dopuszczały do swego grona tych, którzy przyznawali się, że mają konszachty z duchami. Z jednym wyjątkiem. Na salonach dobrze widziany był pewien inżynier, który z matematyczną precyzją potrafił przewidzieć własną śmierć.

Z aniołami za pan bratBył 17 lipca 1762 roku. Przebywający w Amsterdamie Szwed Emanuel Swedenborg, żywo biorący udział w towarzyskiej dyskusji, nagle zamilkł. Sprawiał wrażenie człowieka nieobecnego duchem i mocno poruszonego. Początkowo nie chciał wyjaśnić, jaka jest przyczyna jego zamyślenia. W końcu rzekł: - W tej właśnie chwili zmarł car Rosji Piotr III. Panowie, zapiszcie dzisiejszą datę i godzinę, a potem porównajcie z wiadomościami, które nadejdą. To, co zobaczył Swedenborg, musiało być wyjątkowo potworne, bo gdy kilka dni później wieść o śmierci Piotra III obiegła Europę, okazało się, że car został w bestialski sposób zamordowany. Próbował się wyrwać oprawcy, dramatycznie walcząc o życie, w końcu jednak zginął, uduszony szarfą. Data i okoliczności zamachu okazały się zgodne z podanymi przez szwedzkiego jasnowidza.

Szaleniec czy mistyk?

Swedenborg bardzo późno odkrył w sobie dar jasnowidzenia. Urodzony 29 stycznia 1688 roku w Sztokholmie syn protestanckiego biskupa w młodości miał aspiracje naukowe. Interesowało go poznanie natury i rządzących nią praw. Studiował już w wieku 11 lat na uniwersytecie w Uppsali, ale gnany żądzą wiedzy, postanowił kontynuować naukę w Londynie. Uczył się tam sztuki rytowniczej, astronomii i mechaniki.

Kiedy wrócił do ojczyzny, jego wiedzę docenił król Karol XII, który 28-letniego inżyniera mianował asesorem w Zarządzie Kopalń. Emanuel nie chciał być jednak urzędnikiem siedzącym za biurkiem. Zamiast odbierać raporty od podwładnych, sam podróżował po kraju, zbierając informacje na temat ochrony lasów i stanu pieców hutniczych. Odwiedzał węglarzy, rekomendował ich na nowe stanowiska, interesował się nawet zakładaniem sierocińców dla dzieci zmarłych górników - w każdą sprawę angażował się z równym zapałem.

reklama

Praktyczny inżynier to ostatnia osoba, którą można by posądzić o nieracjonalne "odloty". A jednak kiedy skończył 55 lat, jego życie uległo gruntownej przemianie. Spisany przez Swedenborga w latach 1743-1744 "Dziennik snów" stanowi fascynującą kronikę ekstatycznych wizji i stanów wewnętrznej, mistycznej radości. Inspiracją do tworzenia tego niezwykłego pamiętnika był sen, w którym jasnowidzowi ukazało się Królestwo Boże. Potem w jego snach wielokrotnie pojawiał się Chrystus, który nakazywał mu nową interpretację Biblii.

W kwietniu 1743 roku Emanuel zanotował: "Nauczyłem się teraz, że w sprawach duchowych wystarczy tylko poddać się, i to z całą pokorą, łasce Chrystusowej i niczego ponad to nie żądać". Swedenborg był osobą wierzącą, ale nigdy wcześniej nie doświadczył tak intensywnie boskiej obecności. Oszołomiony tym, co go spotkało, napisał: "Niebo i piekło naprawdę istnieją, człowiek żyje po śmierci jak przed śmiercią, nie powinien więc wątpić w swoją nieśmiertelność".

Jego rewelacje przyjmowano ze sceptycyzmem nie tylko w racjonalnym XVIII wieku. Oskarżano go o obłęd, ale Swedenborg miał też obrońców. Żyjący w ubiegłym stuleciu argentyński pisarz Jorge Luis Borges nie wierzył w jego szaleństwo: "Gdyby człowiek, który redagował pismo "Daedalus hyperboraeus" i inne (...), zwariował, nie zawdzięczalibyśmy jego upartemu pióru ostatniej redakcji tysięcy metodycznych stron przedstawiających pracę nieomal trzydziestu lat, stronic z szaleństwem nie mających nic wspólnego". Gdyby Swedenborg był schizofrenikiem, jak twierdził niemiecki psychiatra i filozof Karl Jaspers, stroniłby od ludzi. Tymczasem szwedzki jasnowidz "przechodził swobodnie ze świata ludzkiego do świata duchów i z powrotem, był towarzyski" - jak zauważył żywo interesujący się tą postacią Czesław Miłosz.

Miłość bez pruderii

Emanuel żył samotnie. Gdy był młody, próbował go wyswatać sam król, proponując mu rękę Emerencji - córki Polhema, dworskiego uczonego i wynalazcy. Swedenborg miał ją poślubić, kiedy ta stanie się pełnoletnia, co zostało spisane w umowie. Brat Emerencji, przerażony tym, że siostra z coraz większym niepokojem myśli o dniu ślubu, wykradł dokument, unieważniając plany. Polhem zwrócił umowę Emanuelowi, lecz ten, widząc rozpacz dziewczyny zmuszanej do zamążpójścia, zrezygnował z ożenku. Postanowił wtedy, że nigdy nie podejmie kolejnej próby znalezienia żony. Czy był mało atrakcyjnym mężczyzną? Biografowie twierdzą, że wręcz przeciwnie.

Portret osiemnastoletniego studenta uniwersytetu w Uppsali ukazuje wysokiego, przystojnego chłopca o regularnych i wyrazistych rysach twarzy. Zatem dlaczego panna Polhem go nie chciała? Cóż, być może kobieca intuicja podpowiadała jej, jak potoczą się losy Emanuela, i nie miała zamiaru żyć u boku człowieka, który obcuje z duchami. Miłość i seks nie były jednak obce Swedenborgowi. Opisywał te zagadnienia bez cienia pruderii, za to z matematyczną wnikliwością. W szkicu "O rozmnażaniu" zastanawiał się, czy "cichych podniet" wywoływanych przez niektóre nerwy nie dałoby się policzyć, skoro "ich suma musi odpowiadać liczbie brodawek".

W XVIII wieku w Szwecji za uprawianie magii i jasnowidzenie można było trafić przed sąd. Delikwentów obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami skazywano nawet na śmierć, jako będących w konszachtach z diabłem. Chociaż Swedenborg miał kontakty nie z szatanem, lecz z aniołami, i tak miał szczęście, że uszło mu to na sucho. Jego anioły bowiem były bezskrzydłe - szwedzki mistyk uważał, że anioł to ludzki duch na tyle rozwinięty, iż może być wpuszczony do wyższej sfery duchowej. Emanuel obcował z nimi wielokrotnie. Opowiadały mu o zaświatach, strukturze nieba i panujących tam porządkach.

Asesor w negliżu

Swedenborg, żyjąc z dala od ezoterycznej mądrości Wschodu, sam opracował zasady oddychania jogicznego. Jak twierdził, stosował je od dziecka w trakcie porannych i wieczornych modlitw: "Moje oddychanie tak zostało ukształtowane przez Pana, że mogłem przez dłuższy czas dychać wewnętrznie, bez czerpania powietrza z zewnątrz... po to, bym mógł obcować z duchami i rozmawiać z nimi". Z tego powodu Emanuel zyskał przydomek "Budda Północy", który nadał mu Honoriusz Balzak. Natomiast japoński znawca i propagator buddyzmu D.T. Suzuki, który czytał i przetłumaczył dzieła szwedzkiego mistyka na język ojczysty, rozsławił go wśród rodaków jako "Proroka Zachodu".

Czasami Swedenborg zamykał się w swoim pokoju na 3-4 dni. Prosił tylko o miednicę z wodą i aby mu nie przeszkadzano. Służący twierdzili, że po takich sesjach wyglądał rześko i krzepko. Podczas medytacji ujrzał go tylko jeden człowiek - generał marynarki wojennej Tuxen, który w trakcie rejsu przypadkowo wszedł do nie swojej kabiny i stanął jak wryty. "Zastałem asesora siedzącego w negliżu przy stole, z łokciami opartymi na nim i z twarzą w dłoniach (...)" - relacjonował Tuxen. "Oczy miał otwarte i wzniesione ku górze (...). Wtedy przyszedł do siebie (...) i wstawszy z niejakim zmieszaniem, uczynił kilka kroków, osobliwie chwiejnych i znamionujących niepewność".

Duch idzie na majówkę

W wieku 80 lat Swedenborg wziął się za pisanie "Miłości małżeńskiej", gdzie wyłożył swoją filozofię płci i przedstawił pogląd na to, w jaki sposób "żądza" ma się stać "miłością ludzką" i związkiem partnerskim. Gdy miał 82 lata, ukończył prawie tysiącstronicowe dzieło "Prawdziwa religia chrześcijańska". Jak twierdził, słowa dyktowały mu anioły, prowadząc jego rękę lub szepcząc do ucha, co ma pisać. Liczba wyprodukowanych przez niego tekstów jest imponująca, skoro jednocześnie potrafił spać po 12 godzin na dobę i udzielać się towarzysko. Emanuel skromnie tłumaczył, że to dzięki aniołowi może pisać dość szybko.

Swedenborg zapowiedział własną śmierć na 29 marca 1772 roku: "W dniu tym wstąpię do świata duchów, by już więcej na ziemię nie powrócić". Kilka dni wcześniej usłyszała te słowa Elisabeth, służąca w domu perukarza Shearsmitha, gdzie Emanuel mieszkał, odkąd został dotknięty paraliżem. Świadkowie jego śmierci zaświadczyli później w obecności mera Londynu: "Pan Swedenborg do ostatniej godziny swego życia cieszył się pełnią władz umysłowych, pamięci i rozumienia. Był wesół, jak gdyby z okazji jakiegoś święta, jakby szedł na majówkę...".

Źródło: Wróżka nr 10/2004
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019