Lem powrócił na Ziemię

Jeden z najbardziej dociekliwych umysłów stulecia, uważany za proroka naszych czasów, przez dziesiątki lat przekonywał nas, że człowiek potrafi opanować świat i zdobyć Kosmos, a nawet go sobie podporządkować. Dzisiaj mówi coś zupełnie innego.

Lem powrócił na ZiemięZapewnia przy tym, że nie wycofa się z żadnej ze swoich wcześniejszych prognoz. Skąd ta sprzeczność? Otóż Lem dowodzi, że towarzyszące postępowi bezmierne okrucieństwo wobec przyrody stało się stopniowo nieszczęściem ludzkości. Zastrzega się, że nigdy nie był przeciwnikiem postępu naukowego. Ale człowiek - choć wynalazł komputer, stworzył wirtualną rzeczywistość - nie zdołał na przykład poznać własnego mózgu. Nie wie nawet, w której jego części mieści się świadomość.

Lem twierdzi, że ludzki mózg rozwijał się przez ponad milion lat, aż przestał - z nieznanych przyczyn - dwieście tysięcy lat przed naszą erą. Stało się to przyczyną względnego wyrównania możliwości intelektualnych wszystkich ras ludzkich. Są one bowiem do siebie zbliżone. Komputer, najdoskonalszy z ludzkich wynalazków, traktuje Lem jako protezę mózgu.

Dziś pisarz przedstawia się jako pesymista wątpiący w możliwość przeniknięcia natury, a także stworzenia sztucznej inteligencji (najnowsza książka "Tajemnica chińskiego pokoju"). A przecież trzydzieści parę lat temu, w "Summa Technologiae", mówił coś zupełnie innego.

Jednak z perspektywy czasu, "młody Lem" wydaje się prekursorem obecnego, kiedy pisze: "Na daleką metę można by zatem uznać, że moje próby zawarte w "Summa Technologiae", przekonywania i zapewnienia, iż przejmiemy potęgę natury nie przez imitację ośrodków nerwowych, nie przez budowę sztucznych mózgów, ale poprzez owładnięcie mocami ukrytymi w genomach, były wcale sensowne". Chyba warto studiować biologię, fizykę i matematykę, by Lema bardziej zrozumieć. Inaczej pozostają nam "Bajki robotów".

Doczytałem się niedawno w meksykańskim tygodniku "Siempre", że dziennikarze wielu krajów domagają się, by Stanisław Lem sporządził prognozę na nowy wiek, zbiegający się z nowym tysiącleciem. Pisarz, który nie jest wróżbitą, ale wizjonerem o tak rozległych zainteresowaniach, że czytanie jego tekstów przyprawia o ból głowy, na wszelkie tego typu postulaty odpowiada tak: "Jestem pewien, że przyszłość polityczna świata jest nieprzewidywalna. W czasie zimnej wojny ludzie interesowali się tylko pytaniem: Czy wybuchnie trzecia wojna światowa? Dzisiaj, kiedy świat przestał być dwubiegunowy, ilość możliwych wersji rozwoju cywilizacji ludzkiej jest prawie nieskończona."
Lem mówi o trzech typach prognoz:

  • Na najbliższą przyszłość, to znaczy, co wydarzy się w ciągu najbliższych lat.
  • Na "średnią" - trzydziestu do pięć- dziesięciu lat.
  • Na dalszą przyszłość nie tylko ludzkości, ale także Wszechświata, obejmującą okres od setek milionów do setek miliardów lat.

- Być może wydaje się to paradoksalne, ale przewidywać na długi czas jest o wiele łatwiej niż na krótką metę. Już teraz dobrze wiemy, co stanie się z naszą planetą w bardzo odległej perspektywie - twierdzi.

reklama

Podobnie jak inni badacze Kosmosu, chociażby angielski fizyk teoretyk Stephan W. Hawking, Lem mówi, że za cztery miliardy lat masa Słońca powiększy się i przemieni się ono w czerwonego olbrzyma. NASZA ZIEMIA SPALI SIĘ I ZAMIENI W POPIÓŁ. Zginą nawet bakterie. Układ Słoneczny przestanie istnieć w przeciągu 5 milionów lat; w tym bowiem czasie dojdzie do zderzenia naszej galaktyki z mgławicą Andromedy.
Jeśli ludzkość nie wyzbędzie się swoich fatalnych nałogów, niebezpiecznych i szkodliwych przyzwyczajeń, nasza cywilizacja nie przetrwa nawet 10 tysięcy lat. Chyba że dokona ona zasadniczego zwrotu. Przede wszystkim NALEŻY USTABILIZOWAĆ ZALUDNIENIE ZIEMI. Według Lema, na Błękitnej Planecie może normalnie żyć trzy do czterech miliardów ludzi. Sześć czy siedem miliardów obecnie ją zaludniających to już za wiele. Ponad 10 miliardów spowodowałoby katastrofę.
LUDZKOŚĆ NIGDY NIE ZAPANUJE NAD SIŁAMI PRZYRODY - nie powstrzyma wybuchów wulkanów, nie wpłynie na ruchy geologiczne kontynentów, nie zmieni kierunków prądów morskich, nie ograniczy promieniowania słonecznego. Jesteśmy jak mrówki na powierzchni ziemi i TACY POZOSTANIEMY.

BY OCALIĆ ZIEMIĘ, LUDZKOŚĆ POTRZEBUJE głębokiej interwencji w jej substancję genetyczną. Stworzyła nas ewolucja biologiczna i możemy zauważyć, że zachodzi ona w przerwie zdeterminowanej przez wielkości czasowe i przestrzenne.
JESTEŚMY SKAZANI NA POSTRZEGANIE ŚWIATA pięcioma zmysłami. Nauka jest dla nas tym, czym laska dla ślepca - jedynie pomaga badać teren.
Obecnie pracuje na Ziemi o wiele więcej uczonych niż na przestrzeni 250 tysięcy lat ludzkiej cywilizacji. Chcą wyróżnić się z tłumu, więc wymyślają szalone hipotezy. Jedni nas straszą inwazją kosmitów, inni głoszą, że będziemy kolonizować Wszechświat. Są też fantaści, którzy mówią, że przeniesiemy się na Księżyc albo na Marsa. - To wszystko jest głupotą - uważa Lem.
NA MARSIE MOŻNA JEDYNIE ZBUDOWAĆ kosmiczny "Gułag" dla kosmicznych kryminalistów. Ale jak żyć na przeraźliwej pustyni bez wody, powietrza, w temperaturze minus 40 stopni w pełni lata?

Astronauci, którzy po kilkumiesięcznym pobycie na orbicie powrócili na Ziemię, mają trudności z chodzeniem. Czemu zatem mają służyć trwające przez wiele lat loty na inne planety? Czy tylko zaspokojeniu naszej próżności? Co takiego ciekawego tam znajdziemy, marnotrawiąc przy okazji czas i olbrzymie środki finansowe? CZŁOWIEK POTRZEBUJE TYLKO DRUGIEGO CZŁOWIEKA - głosi dziś Lem, sugerując tym stwierdzeniem, iż zatracił chyba instynkt zdobywcy i postanowił powrócić nieodwołalnie na Ziemię...

NIE MA TAKIEJ DRUGIEJ w przestworzach, jak nasza planeta, pełna nieodgadnionych zagadek. Jeśli nie możemy odczytać starożytnego pisma zaginionych ziemskich cywilizacji, czego chcemy szukać poza nią? - dopytuje. WE WSZECHŚWIECIE NIEMOŻLIWY JEST DIALOG. To, co znajduje się o 2 lub 3 tysiące lat świetlnych od nas, jest niedostępne. Jeśli odebralibyśmy przez radio wiadomość z innej planety, powiedzmy odległej o tysiąc lat świetlnych, potrzebny byłby następny tysiąc, by odpowiedź dotarła do nadawcy. A zatem pomiędzy pytaniem a odpowiedzią upłynęłyby 2 tysiące lat świetlnych. Czy można to nazwać dialogiem?

Stanisław Lem zniechęca obecnie do badania Kosmosu. Bo życie jest darem bożym i nie należy go zmarnować na fanaberie. Radzi się nim cieszyć i używać go do ostatniego tchu. Tutaj, na Ziemi.


Roman Samsel
Fot. FORUM


Łatwo jest snuć przepowiednie, które wykraczają poza granice oczekiwania średniej ludzkiego życia, bowiem wróżbita nie przyjmuje na siebie odpowiedzialności za to, co mówi.


Stanisław Lem

Źródło: Wróżka nr 6/2002
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019