Strach mój przyjaciel

Ma wielkie oczy. Czai się nie tylko w ciemnych zaułkach, strasznych opowieściach i koszmarach. Od początku świata strach się budzi z nami co rano, bo jest wpisany w nasz kod genetyczny. Zamiast daremnie z nim walczyć lub przed nim uciekać, lepiej go do siebie przytulić i zobaczyć w nim swojego przyjaciela.

Strach mój przyjaciel Dźwięk budzika wywołuje pierwszy lękliwy skurcz żołądka. Śliczna, młoda, zdrowa Agnieszka zaczyna umierać ze strachu: - Muszę wstać, iść do pracy. Szef chciał mnie widzieć. Co mi powie? Skrytykuje? Pochwali? A może prawdą okażą się te korytarzowe szepty o zwolnieniach? A miałam poprosić o podwyżkę.

W tej sytuacji nawet boję się o tym wspomnieć. Głowa mi pęka. Mam ochotę schować się w mysią dziurę. Po pracy - umówiona wizyta u dentysty. Na myśl o tym żołądek Agnieszki zamienia się w twardy kamień. Na pewno będzie bolało. A wieczorem jeszcze pierwsza oficjalna wizyta u rodziców narzeczonego.

- Niemożliwe, żebym od razu spodobała się jego matce - denerwuje się Agnieszka. Czuje się jak przed ciężkim egzaminem. Pocą jej się ręce, łomocze serce. Ludzie od zawsze bali się nieznanego. Niegdyś lękali się nieoczekiwanych zmian pogody, chorób, których przyczyn nie rozumieli, zaćmień Słońca i Księżyca, komet. Społeczeństwa pierwotne radziły sobie, szukając pomocy u bóstw i ich ziemskich przedstawicieli: kapłanów, czarowników, szamanów.

W obrzędach ludów pierwotnych i praktykach szamańskich często trzeba było mierzyć się ze swymi demonami. Kto je pokonał, stawał się pełnoprawnym członkiem plemienia, zyskiwał dojrzałość. Takim praktykom często byli poddawani młodzi chłopcy osiągający wiek pokwitania. Poddawano ich głodówkom, specjalnym ćwiczeniom, odosobnieniu na pustyni, w górach czy głębokim lesie. Niektóre ludy używały przy tym środków narkotycznych mających wywołać z podświadomości ukrywane tam strachy. W starożytnej Sparcie Deimonos, bóstwo lęku, był otoczony specjalnym kultem; Aleksander Wielki przed bitwą składał mu ofiary.

reklama

Mityczna postać Meduzy, jednej z Gorgon, której spojrzenie zamieniało w kamień, była metaforycznym wyobrażeniem osłupiającego działania lęku. By uchronić się przed siłami wzbudzającymi lęk, używano talizmanów i amuletów, czarów i zaklęć. Do dziś przetrwało choćby odpukiwanie w niemalowane drewno czy spluwanie przez lewe ramię.

- Przesąd jest społecznym zapotrzebowaniem na proste wyjaśnienie dla rzeczy, które nie idą po myśli społeczeństwa, wywołują niepokój i lęk - tłumaczy psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński. - To sposób na wyjście z trudnej sytuacji, zbiór reguł w grze pozbawionej reguł. Przesąd usuwa lęk przed nieznanym, sprawia, że to, co nazwane, przestaje być groźne. Przesądów jest tak wiele, jak wiele tkwi w nas lęków. Wiedzą o tym dobrze maturzyści, którzy w dzień egzaminu zakładają czerwone majtki i nie obcinają włosów, czy przyszłe matki, które nie zaglądają przez dziurkę od klucza, by dziecko nie urodziło się zezowate.

- Jeśli żyją przesądy, to znaczy, że wciąż są potrzebne, by uspokajać sumienia i lęki - twierdzi etnograf, profesor Roch Sulima. - Gdy znikają lęki, znikają przesądy.
To nieważne, czy spróbujemy oswoić swój lęk posługując się przesądem, czy racjonalnym myśleniem, ważne, żeby się w ogóle do niego zbliżyć, nie zaprzeczać, że istnieje, ani nie nadawać mu znaczenia ponad miarę.

Strach mój przyjaciel Strach jest odwiecznym, codziennym towarzyszem człowieka i naszym największym wyzwaniem.

Bez niego pewnie żyłoby się nam łatwiej, ale z całą pewnością krócej! To nasz podstawowy mechanizm obronny i całe szczęście, że potrafimy go odczuwać. Gdybyśmy nie czuli strachu, prawdopodobnie w ogóle nie zdołalibyśmy zaludnić planety, bo wchodzilibyśmy ufnie w paszcze drapieżników, spadali w przepaście, topili się w rwących rzekach. Ze strachu bierzemy nogi za pas albo stajemy do walki, a przewidując zagrożenie, nie ryzykujemy bez potrzeby.

Gdyby nie strach, człowiek nie wyszedłby z jaskini, nie skonstruował żadnej włóczni ani topora, nie zaczął polować, nie przerzuciłby mostów nad wzburzonymi rzekami i nie stworzył całej reszty rzeczywistości zwanej cywilizacją i kulturą. Gdyby nie strach, może w ogóle nie byłoby człowieka! Co wówczas porabiałby samotny Bóg...? Większość naukowców twierdzi, że lęk stanowi jedną z wrodzonych cech człowieka.

"Gdyby życie było rajem, można by było obejść się bez lęku i bólu" - pisał w swojej książce słynny psychiatra Antoni Kępiński.

 Zauważył ponadto, że: "Ponieważ jednak życie niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw, każda żywa istota musi dysponować systemem alarmowym, który sygnalizuje zbliżające się niebezpieczeństwo i pozwala go uniknąć". Kiedy dokładnie lęk został nam "wszczepiony"? Psychoanalityk powie, że we wczesnym dzieciństwie i że lęk ma swoje źródło w zepchniętych do podświadomości urazach albo w stłumionych popędach. Neurolog wskaże na zaburzenia w funkcjonowaniu określonych neuroprzekaźników w mózgu. Filozof-egzystencjalista będzie przekonywał, że to widmo przemijania i śmierci wyzwala w nas lęk.

Teolodzy chrześcijańscy zwrócą uwagę na konsekwencje wygnania z raju, utratę bliskości Boga i rajskiej kondycji człowieka. Gnostycy zaś dowiodą, że jesteśmy naznaczeni lękiem, bo zostaliśmy uwięzieni w świecie materii, która jest dziełem demiurga. Już samo słowo "demiurg" brzmi groźnie, bo trochę przypomina "demona", a to po grecku zwykły rękodzielnik, czyli na przykład garncarz, w przenośni zaś - według Platona - boski budowniczy świata, nadający materii określony kształt. Kiedy gwałtownie przyspiesza oddech, a serce zaczyna bić jak oszalałe, krew odpływa do nóg, ręce wilgotnieją i drżą, włosy stają dęba, mięśnie się prężą jak do walki lub ucieczki, adrenalina buzuje - nie obchodzi nas, czy to lęk, czy strach. Odczuwamy dokładnie to samo, co nasi przodkowie przed tysiącami lat. Zostaliśmy wyposażeni w takie właśnie fizjologiczne odruchy i choć od dawna nie jesteśmy pokryci sierścią, wciąż jeżymy swoje szczątkowe owłosienie, a nasze mięśnie są gotowe do skoku.

Choć z pewnością nie rzucimy się na szefa, nawet jeśli właśnie wylewa nas z pracy. Strach lub lęk nie bez przyczyny określa się mianem paraliżującego, czasem czujemy go aż nazbyt dotkliwie, niczym kopnięcie w żołądek. Gdy jednak dokuczliwe objawy ustąpią, może się okazać, że dostaliśmy potężnego psychicznego kopa i on wyniesie nas daleko powyżej obskurnego miejsca, w którym nas nie chcieli. Ten pozytywnie napędzający mechanizm strachu również mamy wkodowany wszyscy, chociaż nie każdy z nas potrafi zrobić z niego dobry użytek. Przede wszystkim nie potrafimy uwierzyć, że nie warto się bać.

"Pokonanie strachu jest początkiem mądrości" - przekonywał Bertrand Russell.

Mimo że strach i lęk możemy odczuwać bardzo podobnie i w języku potocznym używamy tych nazw wymiennie, to jednak psycholodzy wolą je rozdzielać. Uważają, że strach pojawia się w sytuacjach konkretnego zagrożenia i jest reakcją prawidłową i pożądaną, bo mobilizuje do działania. Lęk zaś pojawia się "znikąd", nie ma wyraźnych odniesień do sytuacji rzeczywistej i dezorganizuje zachowanie człowieka, bo pod jego wpływem zachowujemy się nieracjonalnie.

W tym rozumieniu strach byłby reakcją na zagrożenia zewnętrzne (zamach terrorystyczny, uwięzienie, pożar czy powódź), lęk zaś reakcją na niebezpieczeństwo wyimaginowane (obawę, że coś złego może się wydarzyć). W praktyce nasze strachy i lęki towarzyszą nam nieustannie, nakładają się na siebie i nic sobie nie robią z naukowych definicji. Problem jednak w tym, co robią z nami. Te wszystkie codzienne lęki przybierają z pozoru niewinne maski. Ale małe demony nie śpią, atakują skrycie.

Są tak natrętne, że nawet nie próbujemy się przed nimi skutecznie opędzać, wydają się częścią naszej trudnej codzienności. Tak się dzisiaj żyje, w napięciu i stresie - mówimy, machając ręką, ale takie gesty małych demonów nie odstraszają. Dopiero gdy chwytają nas za gardło z całą siłą i zaczynają tak przyduszać, że odbierają zdolność działania, szukamy ratunku u specjalistów. Często, gdy przeżywamy pierwszy atak panicznego lęku, wzywamy pogotowie, bo wydaje nam się, że mamy atak serca, zawał lub zapaść. Robią nam EKG, które okazuje się prawidłowe, pocieszają, że to "tylko nerwica", a my dalej umieramy ze strachu. Spirala lęku nakręca się sama. Lądujemy później u neurologa, psychiatry, leczenie często jest skomplikowane... A lęk staje się wielkim demonem, z którym strach walczyć.

- Zamiast daremnie z nim się zmagać, obejmij go - radzi psycholog Jacek Santorski.

  Przytulając swój lęk, oswajając go, widząc w nim przyjaciela, nie dopuścimy, aby nami zawładnął, będzie nam wyłącznie sprzyjał.
Student, bojąc się egzaminu, mobilizuje się, by dobrze się do niego przygotować. Aktor, obawiając się reakcji publiczności, wielokrotnie ćwiczy swoją rolę. Matka, bojąc się o swoje dziecko, nie pozwala mu na niebezpieczne zabawy. Chory, obawiając się pogorszenia swojego stanu zdrowia, idzie do lekarza. Im bardziej potrafimy panować nad swoimi myślami i uczuciami, tym więcej wpływu mamy na swoje życie i sami decydujemy o tym, co się z nami dzieje.

Źródło: Wróżka nr 10/2004
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube