Każdy z nas jest białym krukiem

– Zobacz, jest! Jakie piękne dziecko urodziłaś! – położna Jeannette kładzie chłopca na brzuchu Beaty. – Przywitaj się z mamą.

Każdy z nas jest białym krukiem Beata patrzy na maleńką istotkę, która zaczyna się przytulać. Pierwszy dotyk, pieszczota. Emocje trudne do opisania słowami. Zna bicie jego serca. Zna temperament. W myślach jednak zadaje pytanie: „Kim jesteś? I skąd do mnie przyszedłeś?”. Pierwsza godzina po porodzie nazywana jest świętą. To czas rodziny. Dziecko zapoznaje się ze swoimi rodzicami. A rodzice z nim. Choć wyobrażali sobie, jakie będzie miało oczy, włosy, to przecież widzą je pierwszy raz. Zawiązują się najważniejsze relacje w życiu. Czy może być wspanialsza chwila? To misterium. Ktoś został nam dany.

Gdy Jeannette trzyma na rękach nowo narodzone dziecko, stara się przekazać mu dobrą myśl na całe szczęśliwe życie. Poród ma dla niej duchowy, kosmiczny wymiar. To witanie ludzi, którzy przychodzą na ten świat.

– Często obserwując dzieci, dziwimy się, skąd u nich talenty, mądre nad wiek spostrzeżenia i myślimy: są wyjątkowe, jakby nie stąd. Bo one naprawdę są nie z tego świata.

reklama

W latach 80. Jeannette zapytała raz kobietę, czy zgodzi się, by po porodzie położyć jej dziecko na brzuchu. Kobieta była zachwycona i zdziwiona, że tak można. Kilka minut później noworodek leżał do niej przytulony i ssał pierś. Lekarze i oddziałowa zamarli.

To były czasy, kiedy matka widziała swoje dziecko tylko podczas karmienia. Niemowlęta leżały w innej sali i godzinami płakały. O tym, że dziecko cierpi, bo jest oderwane od matki, nie mówił nikt.

By zmienić myślenie o tym, trzeba było lat i ogromu pracy. Poród jest dla dziecka przeżyciem traumatycznym. Z cichego, spokojnego świata wpada nagle gdzieś, gdzie pojawia się ból i cała masa bodźców. Głośne dźwięki, inna temperatura, światło, dotyk. I ono musi się z tym wszystkim zmierzyć. Przytulone przez matkę, słuchając bicia jej serca, łatwiej to zniesie. Przyjmie, że nowy świat jest mu przyjazny. Przestanie się bać.

– To magiczne przejście ze świata duchowego w fizyczny. Moim zadaniem jest pomoc w przeprowadzeniu na drugą stronę – mówi Jeannette.

W przeszłości na kobietę przyjmującą porody mówiono: mądra, wiedźma albo baba. Miała duchową misję, posłannictwo. Ocierała się o magię. Nie było obojętne, czyje ręce przyjmują dziecko po nieznanej mu stronie.

– Taka jest Jeannette. Niezwykła kobieta. Każde dziecko, które przychodzi na świat pod jej opieką, jest dla niej cudem. Każdym cieszy się jak własnym. Każde ją wzrusza i zachwyca – mówi Anna Maria Jopek, mama Franka i Stasia. – Jest położną z powołania. Zadziwia mnie jej wiedza medyczna i psychologiczna, wrodzona empatia. Ona wie, dla której pacjentki cierpienie będzie szlifem, a którą złamie. I jak motywować tę delikatną i słabą. Ma obłędną intuicję. Te z nas, które mentalnie nie są gotowe na dziecko, nawet jeśli za chwilę mają rodzić, potrafi przygotować mimo wszystko. Kobiety czują się bezpieczne, ufają jej, potrafią przekroczyć wszelkie własne granice.

Jeannette pamięta, gdy jako młoda dziewczyna nie wiedziała, w którą stronę pójść. Koleżanka uczyła się w szkole dla położnych, opowiadała niezwykłe historie. Tak i Jeannette trafiła na swoją drogę.
– To przeznaczenie, tak musiało być. W numerologii moją liczbą jest Czwórka. Astrolog powiedziała, że to liczba misyjna. Byłam młoda, przeszedł mnie dreszcz. Położną jestem już dwadzieścia lat. Otworzyłam swoją Szkołę Narodzin. Wierzę, że mam duchowych opiekunów. Wyczuwam ich. Wykonywałam czasem zabiegi położnicze, których nigdy się nie uczyłam. Jakby ktoś mnie prowadził, mną kierował.

Źródło: Wróżka nr 1/2008
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020