Urodzony do wycia

Na dużym ogrodzonym terenie biegają trzy wilki. Wraz z nimi przemieszcza się człowiek: wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o długich, ciemnych włosach i niebieskich oczach. Marszczy nos i wykrzywia usta, pokazując zęby. W pewnym momencie wydaje z siebie wysoki, przeszywający skowyt. Zwierzaki natychmiast przestają baraszkować i karnie biegną do człowieka.

Urodzony do wycia Shaun właśnie przywołał do siebie niewielkie stado, którego jest przewodnikiem, czyli mówiąc fachowo samcem alfa. Młodsze i słabsze zwierzęta bezwzględnie słuchają się swojego szefa, przestrzegając narzuconej hierarchii. I nie przeszkadza im bynajmniej, że najważniejszy w tym stadzie jest długowłosy człowiek.

Combe Martin Wildlife to nieduży, prywatny park znajdujący się w brytyjskim hrabstwie Devon. Właśnie tutaj Shaun wciela się w rolę przewodnika stada. Wszystko zaczęło się w 2004 roku, kiedy okazało się, że mieszkająca w parku wilczyca nie chce więcej karmić młodych. Ich edukacją postanowił zająć się pracujący na miejscu Shaun. Wtedy jeszcze nie wiedział, że będzie to robota na cały etat i sprowadzi mu na głowę rodzinne kłopoty. Ale małe wilczki: Yana, Tamaska i Natsi, potrzebowały natychmiastowej pomocy, a on był gotów jej udzielić.

– Od zawsze interesowała mnie dzika przyroda – wspomina Shaun. – Pamiętam, że kiedyś jako dziecko obudziłem się w nocy i na polu koło domu zobaczyłem w świetle księżyca stado lisów. Cała rodzina bawiła się, biegając między kopytami pasących się koni.
Doznanie było na tyle silne, że mały chłopiec postanowił zająć się pracą ze zwierzętami.
– Ludzie w tamtych czasach uważali lisy za szkodniki, podobnie jak wilki – opowiada Ellis. – A mnie ciekawiły ich zwyczaje godowe, metody polowania, życie w stadzie. Wkrótce odkryłem, że w lesie można nauczyć się więcej niż w szkołach.

reklama

Shaun rzucił edukację w liceum i zaczął pracować jako opiekun zwierząt w parkach przyrodniczych. Przez krótki czas służył w wojsku, by w końcu wyjechać do Ameryki i dołączyć do Indian z plemienia Nez Perce. Tam obserwował naszych braci mniejszych w ich naturalnym środowisku.
– Pochodzący z tubylczych plemion naukowcy wiele mnie nauczyli – twierdzi Shaun. – Zdałem sobie sprawę, że aby zrozumieć zwierzęta, należy stać się częścią ich życia, chodzić ich ścieżkami. Po prostu trzeba należeć do stada. Postanowiłem, że właśnie w taki sposób będę badać życie wilków we własnym kraju.

Yana, Tamaska i Natsi kręcą się po wybiegu, oczekując na karmienie.
Jedzenie zapewnia Shaun. To obowiązek samca przewodnika. On jest żywicielem i on broni stada przed zagrożeniami. Mężczyzna udaje się więc na łowy. Odchodzi kilkaset metrów od swoich wilków – do miejsca, gdzie został ukryty martwy jeleń.
Shaun maże się jego krwią i wyciera o sierść, żeby było od niego czuć zapach walki. Potem zaciąga ścierwo do stada. Zaczyna się uczta. Ellis je pierwszy, zębami rozszarpując surowe mięso. No, prawie surowe, bo jedzenie z wilkami to małe oszustwo.

– Moi współpracownicy umieszczają we wnętrzu martwego zwierzaka woreczek z lekko podgotowanymi podrobami – opowiada Shaun. – Wilki czują, że jem razem z nimi, a na dodatek to są najlepsze kąski, które muszą przypadać mnie, jako osobnikowi dominującemu. Ale oczywiście nie ma mowy o tym, żeby jedzenie jakoś przyprawiać. Jest bez soli, czasem tylko z dodatkiem lokalnych ziół. Takich, których zapach zwierzęta dobrze znają.
Ellis uważa, że wilcza dieta bardzo mu służy.

– Od kiedy jem to, co one, odporność mojego organizmu się poprawiła – przekonuje. – Wcale się nie przeziębiam, inne choroby też mnie omijają.
Jedyny minus jest taki, że raz na jakiś czas musi poddać się odrobaczeniu – ale cóż, każdy eksperyment naukowy ma swoją cenę. Ze swojego „polowania” Shaun przynosi wilkom także mały prezent: parę jelenich rogów.
– Zwierzęta muszą zdobywać wiedzę o swoich potencjalnych ofiarach – wyjaśnia. – Rogi to broń jelenia, mogą być niebezpieczne, więc młode wilki powinny się z nimi oswoić.

Wilczki obwąchują zdobycz, a potem bawią się nią niczym pies gumową kością.
– Jeśli zwierzaki mają żyć tak, jak w naturze, a nawet kiedyś powrócić do dzikości, pod żadnym pozorem nie mogą spoufalać się z człowiekiem – twierdzi Ellis. – Dlatego większą część tygodnia tylko ja spędzam ze stadem. Śpię, jem, bawię się. Śmierdzę dzikim zwierzęciem i zachowuję się jak ono.

Źródło: Wróżka nr 1/2008
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020