Muzyk wniebowzięty

W tym życiu nazywa się Sławek Żak. Jest kompozytorem - napisał muzykę do ponad stu piosenek i paru filmów dokumentalnych - oraz właścicielem profesjonalnego studia nagrań w Londynie. Współpracuje z artystami światowymi i polskimi. Trzy lata temu wspomógł Marylę Rodowicz przy nagrywaniu albumu "Złota Maryla", pracował też z Natalią Kukulską.

Na ziemskim padole spędził łącznie 3991 lat, przybierał postać człowieka aż 87 razy.Prywatnie - mąż Corinne, rzeźbiarki i ojciec trojga dorastających dzieci. Byłby najzwyklejszym pod słońcem człowiekiem, gdyby nie fakt, że jego artystyczna dusza przepełniona jest jeszcze jedną wielką pasją - ezoteryką. Bo Sławek częściej niż inni zadaje sobie pytanie - skąd przyszliśmy i po co tu jesteśmy. Dzisiaj, po 27 latach poszukiwań ma wrażenie, że "coś" już wie.

Byliśmy rodzeństwem


Najpierw był telefon do naszej redakcji. - Nazywam się Sławek Żak, kupiłem WRÓŻKĘ w Londynie i przeczytałem o wizjonerce Aidzie. Poruszyły mnie jej oczy. Przyjeżdżam do Polski w interesach. Muszę się z nią zobaczyć...

- Ależ my się znamy! - wykrzyknęła Aida na widok Sławka. - Tak, byliśmy już kiedyś razem - muzyk wpadł jej w słowo. - Aż cztery razy! - przerwała mu. - Raz jako rodzeństwo. A teraz mamy ze sobą współpracować. Razem coś stworzymy!

- Do niedawna miałeś dwie matki - dodała Aida. - Ta w Londynie zmarła dopiero 2 lata temu, ta w Warszawie trochę wcześniej. - Sławek wie, że żyje jego londyńska siostra i czasem korci go, by jej poszukać. Ale Aida przestrzega, by tego nie robił. - Pochłonie cię to bez reszty, a ty musisz tworzyć. Będziesz sławny, a twoja muzyka uleczy ludzkie dusze. To było tak niewiarygodne, że Sławek do dziś nie może ochłonąć. Rzeczywiście zamierza rozwinąć swoje interesy w Polsce. A kiedy usłyszał, jak Aida pięknie śpiewa, jest już pewien, że naprawdę razem coś stworzą.

reklama

Talent i dar


Zauroczony muzyką od dziecka (babcia kupiła mu gitarę, gdy miał 12 lat) jeszcze będąc w ogólniaku przygrywał na różnych imprezach.
- Zarabiałem wtedy więcej od ojca, prezesa spółdzielni - wspomina. - A występowałem tylko w weekendy. Pod koniec lat 60., podczas studiów na wydziale prawa pracował w federacji jazzowej jako kierownik artystyczny zespołu "Portrety". Razem z Elizą Grochowiecką, Andrzejem Rybińskim i Zbigniewem Hołdysem nagrali kilka piosenek, m.in. tę zaczynającą się od słów: "Dobra miłość między nami, tak delikatna jak aksamit..."

Potem był zespół "Dyliżans". Kazimierz Szemiot pisał teksty, Sławek muzykę. Wyżywał się też w satyrze politycznej. Niektórzy jeszcze pamiętają program Wowo Bielickiego "Express telewizyjny" - paru facetów w jednym przedziale gawędzi sobie na różne tematy, a potem wchodzi młodzieniec w kapeluszu, z gitarą (właśnie Sławek) i wyśpiewuje złośliwości polityczne. Ale już wtedy wiedział, że ma jeszcze inny, niezwykły dar. Podobnie jak zdolności do muzyki, odkryła go babcia - entuzjastka wywoływania duchów. Mniej więcej wtedy, gdy kupiła mu gitarę.

Rodzina akurat przeżywała poważne kłopoty. Babcia w takich sytuacjach zawsze pytała o radę "zaświaty". Teraz także zarządziła seans. Ale główny rekwizyt, talerzyk, ani drgnął. - Sławuś - przyłóż tu rączkę - powiedziała do wnuka. I talerzyk zaczął krążyć jak szalony, udzielając odpowiedzi na trudne pytania. Ponownie duchy przemówiły do Sławka parę lat później, gdy był w liceum. Jurek Kosela - założyciel Czerwonych Gitar - szukał kontaktu z dopiero co zmarłą matką. Okazało się, że Sławek nie potrzebuje wirującego talerzyka. Chwila skupienia i... pismem automatycznym rejestrował przesłanie zmarłej.

Przeznaczenie


Rok 1973 odmienił życie Sławka. Na kodeksy, paragrafy i sędziowską togę patrzył z niechęcią. Przepełniała go muzyka. Uprawiał ją z powodzeniem, choć nie kształcił się w tym kierunku.
- Tamtego dnia wpadł do mnie Jurek Dąbrowski z tekstem piosenki i poprosił bym napisał do niego muzykę - wspomina. - Chciał to wysłać na festiwal Castel Bar do Irlandii. I choć to niewiarygodne, ale spośród dwóch tysięcy piosenek moja trafiła do finału. Pojechał więc do Irlandii i został tam przez pięć miesięcy. Zarabiał śpiewaniem na bankietach dyplomatycznych. Przed powrotem do kraju wpadł na chwilę do Londynu. Został do dziś. Śpiewał w dużych knajpach. - Szło mi tak dobrze, że niebawem kupiłem dom. Ale najpierw w szkole, gdzie uczyłem się angielskiego, poznałem Szwajcarkę Corinne. Miała 19 lat. Spojrzałem na nią i powiedziałem - będziesz rzeźbiarką.

Dziewczyna roześmiała się, bo pomysł wydał się jej absurdalny. Dzisiaj Corinne wystawia swoje rzeźby w Galerie Jalimout w Szwajcarii.
- Nie jestem jasnowidzem. Po prostu skontaktowałem się mentalnie z opiekunem duchowym Corinne i on mi to powiedział - tłumaczy.
A potem trafił na "Testymonium światła" Helen Graves. Przeczytał tę książkę w ciągu jednej nocy. Autorka opisywała, co się dzieje tam, po drugiej stronie, gdy dusza opuszcza ciało.
- Przeżyłem wtedy szok - mówi Sławek. - Uzmysłowiłem sobie, że ja to wszystko wiem, że to tkwiło we mnie, gdzieś tam w środku, a książka tylko mi to uświadomiła.

Zaczął się spotykać w Londynie z osobami medialnymi. Urządzał medytacje. Robi to zresztą do dziś. Przychodzą na nie także biznesmeni, artyści, dyrektorzy firm, często w sekrecie przed żonami, bo wstydzę się powiedzieć, że gadają z duchami. Nie brakuje także kobiet.

Poprzednie wcielenia


Towarzyszy im Megan. Jest medium. Każe zebranym wyobrazić sobie piramidę światła i wejść w nią. Potem wszyscy dzielą się wrażeniami, odczuciami. Ostatnio spotkania przerodziły się w warsztaty reinkarnacyjne. Zgromadzeni badają swoje poprzednie wcielenia. Sławek już wie, że po raz pierwszy na Ziemię przyszedł w Chinach w 3102 roku przed Chrystusem. Był wtedy kobietą. Zmarł w wieku 24 lat i osierocił dwójkę dzieci. Odrodził się w 201 roku naszej ery także w Chinach, jako lekarz.

Żył 90 lat. Przedostatnie wcielenie to amerykański duchowny żyjący na przełomie XIX i XX wieku. Bardzo nieszczęśliwy. Kochał wtedy kobietę, z którą nie pozwolono mu się połączyć. Teraz wie, że ta kobieta to poprzednie wcielenie Corinne. Potem był synem zamożnych Brytyjczyków. Zginął w 1943 roku. Miał 23 lata, gdy został zestrzelony jego myśliwiec. Odrodził się w 1947 roku w Polsce.

Tu i teraz


Ostatnio Sławek napisał teksty do dziewięciu nowych piosenek. Tym razem ezoterycznych. Skomponował już muzykę bardzo nastrojową, przenoszącą człowieka w piękny świat marzeń. Tytułowe "Wniebowzięcie" jest jego odpowiedzią na to, skąd przyszliśmy i kim jesteśmy. Pod koniec lata płytę będzie można kupić także w Polsce.

Sławek Żak

Planeto Ziemio, jestem tu
Znowu poznaję ciebie.
Planeto Ziemio, jestem tu
Czy tutaj jest jak w niebie?

Stare miłości, sztuki, gry,
w pamięci kodowane.
Iluzja czasu, lata, sny,
Tak dobrze mi są znane.

Nie raz się żyje, ty dobrze wiesz
Choć może nie pamiętasz.
Nie raz się żyje to w sercu jest
To nie jest zwykła puenta.
Po co te strachy.
Po co te lęki,
Nie bójcie się już więcej.
Byłeś i będziesz,
Jesteś tu,
Jesteśmy wniebowzięci!

Planeto Ziemio, jestem tu,
Tak dobrze mi tu z wami.
Planeto Ziemio, jak to jest?
Trudno wytrzymać z nami?
Przewróć, wytarzaj, podnieś się
To tylko ziemska szkoła.
Kochaj dziewczyny, drzewa, świat
I wszystkich dookoła.



D.G.

Fot. archiwum prywatne

 

Źródło: Wróżka nr 7/1999
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019