Spacer po wyboistej drodze

Któregoś dnia wymyśliła sobie agencję marketingową. Dzisiaj jej ANON-1 obsługuje wielkie firmy finansowe, ubezpieczeniowe i handlowe. Promuje także artystów. Zasadziła drzewo, urodziła syna i buduje dom. Jak prawdziwy facet. Bo sporo mam w sobie męskiej siły - śmieje się Krystyna Prokop-Kinicka.

Mówi, że czuje się szczęśliwa. Jest w czepku urodzona, więc niczego się nie boi. Może tylko ciężkiej choroby. Ale odpędza od siebie myśli, że mogłoby ją coś takiego dopaść.
- Bo złe myślokształty potrafią człowieka fatalnie zaprogramować - tłumaczy. - A jeszcze 10 lat temu wydawało mi się, że jestem życiowym bankrutem...

Spacer po wyboistej drodze Twardzielka z wrażliwą duszą

Siedzimy w eleganckim, przestronnym gabinecie Krystyny, ale nie możemy zacząć rozmowy. Jej komórka dzwoni nieustannie. Agencja ANON-1 przygotowuje właśnie wielki koncert: skrzypek Vadim Brodsky będzie grał utwory Beatlesów. Patronat nad imprezą objęli premier Leszek Miller i TVP. Krystyna musi dopiąć wszystko na ostatni guzik. Teraz kolejny raz perswaduje artyście, żeby jej pozostawił organizację. - Albo mi ufasz albo nie -- mówi słodkim głosem. - Siedzę w tej branży już od lat i wiem, co kto może...
Artysta, uspokojony, wyłącza się. Chcemy zaczynać rozmowę, ale telefon dzwoni znowu.
- Zabijesz mnie, ale jeszcze tylko ten odbiorę - tłumaczy się Krystyna.

Po chwili lekko podenerwowana rzuca w słuchawkę parę pieprznych słów. Potem wyjaśnia mi, że ona nie klnie, tylko w ten sposób podkreśla ekspresję wypowiedzi. I zaraz powołuje się na pewną wielką aktorkę, która kiedyś podczas próby rzuciła ze sceny mocniejszym słowem. I natychmiast dodała: - Pani Krystyno, to tylko wyraz ekspresji. Damy nie klną!

Krystyna Prokop jest damą. Nietuzinkową i bardzo barwną, mieniącą się niczym hologram odcieniami swej niezwykłej osobowości. Widać to jak na dłoni w jej horoskopie. Z jednej strony, ze Słońca w Koziorożcu wynika jej charakter twardziela - wie, czego chce i potrafi swego dopiąć. Z drugiej strony, ascendent w Wadze dodaje jej łagodności i uroku. Także urody i delikatności. Tak naprawdę to ciepła, wrażliwa kobieta, tyle że o mocnej rączce. A że swoje trzy grosze wtrąca Mars na ascendencie, w Krystynie energii jest za dziesięciu.

reklama

Ona sama żartuje, że temperamentem mogłaby obdzielić paru panów. Nikt by pewnie na dłuższą metę jej tempa nie wytrzymał, gdyby nie dostojny Saturn obok Marsa, który dodaje Krystynie rozwagi i cierpliwości. Neptun jako trzeci w tej kompanii rozbudza wielką intuicję i to dzięki niemu właśnie Krystyna wie, kiedy "wrzucić" Marsa, a kiedy Saturna. Wenus, władczyni ascendentu, obdarza umiłowaniem wszystkiego, co piękne, eleganckie i w dobrym gatunku.

Kto zna Krystynę, ten musi przyznać, że gust ma świetny i jest stuprocentowym potwierdzeniem tego, co mówią o niej gwiazdy. Podobnie jak jej mieszkanie, biuro i ten gabinet, w którym rozmawiamy. Ściany w kolorze groszkowym, zawieszone obrazami, doskonale harmonizują z granatem skórzanych kanap i stylowymi meblami. - Wszystko ustawiłam tu według zasad feng shui - tłumaczy. Ważnym obrazem w gabinecie jest ułan na koniu.

- Dodaje napędu agencji - dowiaduję się. Wszystko ma tu swoją siłę sprawczą. Co roku specjalistka od feng shui zmienia miejscami remedia, żeby dostosować ich aurę do zachowań rynku. Krystyna wierzy w feng shui, ale tak naprawdę największą pomoc dostaje od własnej intuicji (to sprawka Neptuna). Rozbudzała się w niej powoli i pewnie dlatego właścicielka ANON-1 nie uniknęła w swoim życiu "min".
- Nawet jeśli ktoś mnie przed kimś ostrzega, nie słucham. Każdemu daję szansę. Sama się muszę przekonać, kto jaki jest. Dostaję kopniaki, ale wtedy myślę sobie, że tak miało być. Los doświadczył mnie w jakimś celu... - zamyśla się.

Tomek, syn Krystyny, jeszcze studiuje. Czy pójdzie w ślady mamy?Ucieczka znad skraju przepaści

Swoje życie dzieli na czas przed tamtym życiowym bankructwem i po. Urodziła się na warszawskiej Pradze. Mama prowadziła dom. Ojciec na państwowej posadzie zarabiał pieniądze. Krystyna ze swoją rogatą duszą spędzała im sen z oczu. Jak chłopak włóczyła się po nocach z kumplami, w szkole rozrabiała, nie chciała się uczyć. W technikum groziło jej kiedyś na okres sześć dwój.

- Poprawiłam wszystkie - wspomina ze śmiechem - bo szybko się uczę. Tylko wtedy tyle rzeczy naraz mnie interesowało... Przede wszystkim pierwsza wielka miłość, która mnie dopadła. Miała na imię Zygmunt. Oboje nie dorośliśmy do niej. Kiedy jechaliśmy do ślubu, w połowie drogi zepsuł się nam samochód i do Urzędu Stanu Cywilnego dotarliśmy okazją. Urodziłam Tomka, a po siedmiu latach rozwiodłam się. Wspominam z czułością ten związek. Szczerze mówiąc, sama go popsułam.

Potem przyszła druga miłość, którą też przypieczętował ślub. Niestety, małżeństwo okazało się niewypałem. Ona, po uszy zakochana, oddała temu facetowi całą siebie.
- Czerpał ze mnie garściami - wspomina. - Byłam jego gosposią i kochanką. A on cały czas udowadniał mi, że jest lepszy ode mnie. Skończyłam więc jedne studia, potem drugie, żeby pokazać, że wcale nie jestem głupsza. Skrzywdził mnie. Także moje następczynie. Dziś został sam.

W którymś momencie Krystyna uznała, że nie jest w niczym gorsza od tego faceta, ani od żadnego innego. Zdecydowała się na rozwód. Wielkimi krokami zbliżał się bolesny życiowy przełom.
- Dziesięć lat temu znalazłam się na skraju przepaści - wspomina.
- Właśnie się rozwiodłam i straciłam pracę. Zostałam z 11-letnim dzieckiem. Sama. Jakby tego było mało, okradziono mi mieszkanie. Złodzieje wynieśli wszystko. Popadłam w potworne tarapaty. I jak to często bywa w takich sytuacjach, odwrócili się ode mnie przyjaciele. Odsądzali mnie od czci i wiary, wymyślali na mój temat niestworzone rzeczy. Także rodzina mnie zawiodła.

Krystyna zamknęła się w domu. Przez cztery miesiące wychodziła tylko raz dziennie po mleko i chleb. Spała w dużym pokoju pod stołem. Chciała się odciąć od ludzi raz na zawsze - tak cholernie jej dopiekli. Uratował ją syn. Któregoś dnia przyszło olśnienie: przecież muszę dla niego żyć! Przypomniała sobie dawne kontakty z centrali Peweksu, gdzie pracowała w dziale reklamy. Koledzy pamiętali ją z tego, że zawsze miała świetne pomysły. - Czemu nie miałabym promować kogoś lub coś na własny rachunek?! - oświadczyła któregoś dnia zdumionej samej sobie. - Założę agencję.

Prostą drogą z wielkim rozmachem

Zaczęła od telefonu w małym pokoiku. Znajoma numerolog ustaliła według daty rejestracji i stosownych prawideł, że firma ma się nazywać ANON.
- Była, niestety, hochsztaplerką - wspomina Krystyna. - Z tej złej grupy ludzi. ANON to numerologiczna Siódemka - trzeba się naharować, tylko pieniędzy z tego nie ma. Sprawę uratowała Urszula Fajks. Dodała jedynkę i tak powstała ANON-1 - numerologiczna Ósemka. Przeniosła siedzibę na Stare Miasto. Interesy ruszyły z kopyta.

- Współpracuję z dużymi firmami - mówi. - Organizuję im imprezy promocyjne, zwykle na parę tysięcy osób. Na początku września na przykład, pod patronatem premiera, urządziłam w Łodzi wielką imprezę dla 2 tysięcy dzieci "Od prymusa do gimbusa, czyli odblaskowe pierwszaki". Zajmuję się reklamą pośrednią i bezpośrednią. Mam świetnie wyszkolony zespół: ludzi kompetentnych i oddanych mi. A gdy przychodzą problemy, otuchy dodaje mi moja asystentka. Jest mistrzynią reiki i stawia tarota. Sporo potrafi przewidzieć.

Krystyna znowu otworzyła się na ludzi. Gra z nimi uczciwie, bo znak Wagi zmusza do harmonii w każdej dziedzinie życia. - Zawsze idę prostą drogą, bo oszukiwanie jest sztuką na raz - tłumaczy. Sporo w takiej postawie zdrowego rozsądku - dba o to w horoskopie Krystyny Księżyc w Byku. Także jemu zawdzięcza swoją twórczą duszę, zdolności artystyczne i umiejętność współpracy z artystami. Wypromowała Majkę Jeżowską po jej powrocie ze Stanów Zjednoczonych, Danusię Błażejczyk - jest z nimi w serdecznej przyjaźni do dziś. Także Ryszarda Rynkowskiego.

- Byłam motorem napędzającym przy nagrywaniu płyt Rysia - wspomina. - Zrealizowałam jego marzenie, sprowadzając Joe Cockera, by mogli razem zaśpiewać. Ludzie domyślali się Bóg wie czego, a Ryszard jest moją karmą, moim przeznaczeniem. Ta przyjaźń pozwoliła mi przenosić góry. Stanowi ważny przełom w moim życiu. Teraz Krystyna zamierza zrobić gwiazdę estrady z Aidy Kosojan, sławnej jasnowidzącej. Usłyszała ją po raz pierwszy rok temu, na koncercie w Szczecinie. Zauroczyły ją utwory śpiewane przez nieznaną nikomu młodą śliczną kobietę, która sama sobie pisze teksty i muzykę.
- Przeszkadza mi tylko, że każdy o niej mówi jak o jasnowidzu. Jakby nie dostrzegając tego, że jej piosenki są naprawdę niesamowite.
Właścicielka ANON-1 prowadzi teraz rozmowy z Markiem Torzewskim i Markiem Kościkiewiczem (De Mono) - obaj panowie chcieliby się oddać w jej ręce.

Pod opieką aniołów i świętych

Kiedy Krystynę dopadają smuteczki, biegnie do kościoła Świętego Krzyża. Siada przed obrazem Judy Tadeusza - świętego od spraw beznadziejnych - uroni łzę, pożali mu się, poprosi o wsparcie i zawiesza korale w podarunku. Wychodzi mocniejsza i wyciszona. Tylko jednego bólu nie jest w stanie ugasić w sercu - tego spowodowanego śmiercią ojca. Zmarł w szpitalu potrącony przez samochód. Podobnie jak jego starsi bracia; jeden zginął pod kołami pojazdu jeszcze przed wojną, drugiego wiele lat później przycisnął samochód w garażu.

- Wygląda to na okrutną karmę rodową... - zastanawia się głośno Krystyna. - Na szczęście nie podlegają jej kobiety w naszej rodzinie, więc żyje mama, która dzielnie mnie wspiera, jest moją ostoją i opoką. Podobnie jak dorosły już syn, Tomek, student, zodiakalny Baran.
Krystyna lepiej niż ktokolwiek inny wie, że życie to wyboista droga. Ale wie także, że potrafi po niej pewnie kroczyć.

- Gdy jest źle i wszystko się wali, trzeba znaleźć jakiś sposób, żeby się z dołka wygrzebać. Ja na tydzień zamykam się w domu i robię rachunek sumienia. Błędu szukam przede wszystkim w sobie, a nie w innych. Biorę dwie kartki papieru. Na jednej wypisuję wszystko, co przemawia za słusznością mojego postępowania, na drugiej - co jest przeciwko. Kładę się spać, a na drugi dzień wykreślam to, co jest złe lub nieprawdziwe. I mam czarno na białym wypisane, co powinnam w danej sprawie dalej robić.

Wierzy w swego Anioła Stróża. Ostatni raz dał znać o sobie całkiem niedawno. Wracała późnym wieczorem z dużej imprezy zorganizowanej przez swoją agencję. Szosa prosta i pusta, więc pruła swoją mazdą 626 z szybkością 160 kilometrów na godzinę. Za nią mercedes dostawczy. Nagle z bocznej drogi wyjechał nie oświetlony maluch. Na decyzję, co robić, pozostały ułamki sekund.

- To skrzydła mego anioła albo ręka nieżyjącego ojca złapała kierownicę - opowiada. - Ominęłam malucha po prawej, nie złapawszy pobocza. Pojechał sobie jak gdyby nigdy nic. Zatrzymałam się, za mną tamten mercedes. Kierowca widział, co się dzieje i gratulował mi zimnej krwi. Skąd mógł wiedzieć, że to ktoś Stamtąd mnie uratował.

Od jakiegoś czasu anioły towarzyszą Krystynie także w postaci figurek. Zaczęła je kolekcjonować po remoncie mieszkania. A w nowym domu sufit w sypialni będzie po prostu kipiał od skrzydlatych. Także na podjeździe gości witać będą rzeźby aniołów. Tak to sobie Krystyna wymyśliła. A wiadomo, że co wymarzy, zaraz wprowadza w życie...

- Człowiek powinien realizować swoje najbardziej nawet wariackie marzenie, ale liczyć przy tym tylko na siebie - mówi. - Jeśli zdołamy uruchomić w sobie odpowiednią energię, ona sama postawi na naszej drodze właściwych ludzi, sytuacje, okazje.
Teraz Krystyna znów marzy o prawdziwej miłości. Po doświadczeniach z drugim mężem, przeszła jej na wiele lat ochota na poważne uczuciowe związki. - Ale życie bez miłości nie ma znaczenia. Najważniejszy jest ten drugi człowiek obok ciebie - mówi i przypomina, co wyczytała jej kiedyś z horoskopu znana astrolog, Donka Madej. Że prawdziwa miłość przyjdzie do niej, gdy osiągnie "pewien wiek".

- Skoro wcześniej nie spotkałam tego jedynego, pewnie tak miało być. Ale wciąż poszukuję kogoś, kto będzie mi przyjacielem i partnerem na dobre i złe, z kim spędzę pogodną i trochę wariacką jesień życia - mówi Krystyna. A gwiazdy dobrotliwie się uśmiechają i sugerują, że "pewien wiek" już najwyraźniej nadszedł, bo ktoś, o kim marzy Krystyna, jest tuż, tuż...


Ewa Rącza
Fot: Jerzy Dąbrowski/Na Żywo

Źródło: Wróżka nr 11/2002
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl