Z tęczą na ręce

Od dziecka miała zdolności terapeutyczne. Przykładała ręce do czoła i ból głowy znikał. „Co to dziecko ma w rączkach, że tak potrafią leczyć?” – dziwiła się babcia. No właśnie, co?
– Kiedy miałam cztery lata – wspomina Nina – w moich ramionach umierał ukochany pies. Byłam zrozpaczona, nie chciałam, by odszedł. Może to wtedy narodził się ten dar?

Z tęczą na ręceO tym, że widzi więcej od innych – światło i kolory wokół ludzi – przekonała się, gdy miała nieco ponad dwadzieścia lat. Przechodziła akurat trudny moment w życiu. Przerwała studia prawnicze, rozeszła się z mężem. Szukała swojej drogi. „Powinna pani uzdrawiać, ma pani nadzwyczaj piękną aurę” – powiedział napotkany przypadkowo (huna uczy, że nie ma przypadków) mężczyzna i zaczął machać nad jej lewą ręką kulką na sznurku. „Powinna pani być uzdrowicielem” – powtórzył.

To był początek lat 70. Mężczyzna był bioenergoterapeutą, a kulka uniwersalnym wahadłem. Dał Ninie wycinki z gazet z artykułami na ten temat, poradził lekturę książki ojca Klimuszki. To z niej dowiedziała się, na czym polegają zabiegi bioenergetyczne. Zrozumiała, że najważniejsze jest oczyszczenie aury chorego i energetyczne zharmonizowanie go. Postanowiła spróbować.

Pierwszy klient przybył z wyrokiem: sześć tygodni życia, zaawansowany rak żołądka. Mieszkał w Anglii, do Polski przyjechał pożegnać się z rodziną. Przez dwa tygodnie codziennie przychodził do Niny na zabiegi. Zamiast sześciu tygodni, przeżył osiem lat. Przestał przyjeżdżać po awarii reaktora w Czarnobylu.

– Być może żyłby dłużej, gdybym spróbowała uzdrawiania na odległość – zastanawia się uzdrowicielka. – Ale wtedy jeszcze tego nie robiłam. Godzinami ślęczała nad atlasem anatomicznym i podręcznikami medycyny. Poznawała tajniki medycyny chińskiej i akupunktury, kończyła różne kursy.

Łączyła techniki uzdrawiania i pomagała tym, którzy ją o to prosili. Teraz robi to nie tylko w Polsce, ale i w Anglii. Tam w szpitalach. „Nie wiem, na czym to polega – mówią lekarze – ale to działa, więc nie przerywaj”. Właśnie dostała propozycję stałej pracy w jednym z prywatnych szpitali, należącym do zamożnej Hinduski. Nina zdobyła jej serce czymś wyjątkowym – uzdrowiła kota. Miał złamany kręgosłup, nie ruszał nawet wąsami. Dziś cieszy się dobrym zdrowiem.

reklama
Źródło: Wróżka nr 3/2006
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020