Jasnowidze szpiegami

Odnajdywali Arkę Przymierza, Arkę Noego, UFO. Takie zadania nadawały ich życiu prawdziwy sens. Tyle że nie mogli przedstawiać ich wyników Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Żołnierze-jasnowidze prowadzili je dla własnej satysfakcji, by nie popaść w rutynę i znudzenie zlecanym szpiegostwem.

Amerykański wywiad powierzył badania nad wykorzystaniem jasnowidzów w wojsku Instytutowi Stanforda w Kalifornii, jednej z największych naukowych placówek w kraju. Szefem zespołu został dość znany fizyk, Hal Puthoff. Celem było sprawdzenie, czy istnieje możliwość prowadzenia szpiegowskiej działalności na odległość, przy wykorzystywaniu zjawiska jasnowidzenia. Puthoff namówił do współpracy znanego jasnowidza, Ingo Swanna. Początkowo nie szło im najlepiej.

Zespół naukowców weryfikował bowiem zdolności Swanna według rutynowych procedur: odgadywania zasłoniętych kart, zawartości zamkniętych pudełek, odczytywania treści zapieczętowanych listów. Swann poddawał się temu coraz niechętniej. - Przecież to bzdury, marnowanie czasu - stwierdził w końcu. - Jestem dobrym jasnowidzem. Gdy zamknę oczy, potrafię zobaczyć każde miejsce na Ziemi. Podajcie mi tylko współrzędne: długość i szerokość geograficzną - a ja już opiszę to miejsce.

I rzeczywiście. Podawano mu współrzędne znanych obiektów, a on zamykał oczy, skupiał się przez chwilę, po czym opisywał miejsce. Wyjaśniał, że najpierw zaczynają docierać do niego oderwane wrażenia. Są to jakby przelotne, niewyraźne obrazy, niesprecyzowane odczucia. Potem rozsuwa się jakaś zasłona i może już widzieć teren, gdzie go skierowano. Na wiosnę 1973 roku Hal Puthoff złożył swym wojskowym przełożonym optymistyczne sprawozdanie: jasnowidzenie Ingo Swanna jest autentyczne. Dla ostatecznego sprawdzenia jego możliwości podano mu namiary pewnego tajemniczego obszaru.

Swann skoncentrował się na nim. - Przecież tam nic nie ma, same drzewa i zarośla - zakomunikował po chwili. Z własnej inicjatywy zaczął jednak rozszerzać pole obserwacji, przekraczając wyznaczony współrzędnymi teren. W pewnej chwili "zobaczył" grupę budynków otoczonych murem, z powiewającą flagą na maszcie. Swann odnalazł ośrodek wojskowy tak tajny, że nie umieszczany na mapach. Udowodnił tym samym, że posługując się jasnowidzeniem można prowadzić bezpieczną, tanią i skuteczną działalność szpiegowską.

reklama

Świat bez tajemnic

Najważniejszym zadaniem Puthoffa i Swanna było teraz znalezienie w wojsku osób ze zdolnościami jasnowidzenia, przeszkolenie ich i stworzenie zespołu jasnowidzów-szpiegów. Przeznaczono na ten cel 50 mln USD. Zespół skompletowany został dość szybko, dzięki testom zaproponowanym przez Swanna. Jasnowidz opracował także program szkolenia. Stopniowo od odczytywania ogólnych wrażeń: to jest ciepłe - brązowe - słyszę szum - hałas - ruch wirowy, uczniowie przechodzili do coraz precyzyjniejszego określania przedmiotu, maszyny, budowli, które mieli badać zdalnym widzeniem.

Jednym z członków zespołu został sierżant Mel Riley. Wspominał on, że jeszcze jako dziecko doznawał dziwnych wrażeń przenoszenia się w czasie. Gdy pewnego wieczoru patrzył na puste pole za domem, usłyszał niezrozumiałe głosy, a przed oczami stanęły mu indiańskie wigwamy, zapłonęły ogniska, przy których krzątali się ludzie. Potem obraz zafalował i zniknął. Mel Riley był jednym z najzdolniejszych adeptów Swanna.

Prace zespołu trwały przeszło 15 lat. Młodzi żołnierze-jasnowidze zmieniali się, dojrzewali psychicznie.
- Kontakt z parapsychologią nie pozostaje bez śladu - wyjaśniali później. - Zmienia się spojrzenie na sens życia, na świat i wszechświat. Niektórzy z nas zyskiwali poczucie nadludzkiej mocy. Przychodziły obsesje zbawienia ludzkości. Codzienność traciła dla nas znaczenie. Zaczęliśmy się bawić odnajdywaniem obiektów biblijnych, np. Arki Przymierza czy Arki Noego.

Nadszedł koniec?

Po serii skandali wojskowych z lat 80. Pentagon zaczął przeprowadzać czystki w wojsku. Inspektorat Generalny wyznaczył komisję, która miała zbadać celowość dalszego utrzymywania jednostki parapsychologów. Nie bez znaczenia było i to, że kończyła się zimna wojna. W 1984 roku zespół zdemobilizowano i usunięto z armii. Dziś niektórzy z jego członków podzielili los emerytów, niektórzy pracują (za grube pieniądze) jako prywatni konsultanci. Wywiad wojskowy korzysta okazjonalnie z ich pomocy, jak np. przy poszukiwaniach zaginionego pocisku Scude podczas wojny w Zatoce Perskiej.

Wojskowi jasnowidze ze Stanfordu to historia zaledwie jednego zespołu. Ile ich działało? Nie wiadomo. Zapewne nie wszystkie zajmowały się stosunkowo niewinnym spostrzeganiem na odległość. Czym jeszcze? Strach pomyśleć. Czy siły parapsychologiczne są nadal instytucjonalnie doskonalone jako broń ludzi przeciwko ludziom? Nie łudźmy się, że ktoś, kto chociaż częściowo poznał skuteczność takiej broni, zdecyduje się z niej zrezygnować.


Inga

Źródło: Wróżka nr 10/1997
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020