Czas na wybaczenie

Czas na wybaczenieNie mów mi, co mam robić! – Anita Marecka, 30-letnia elegancka blondynka, nie przejmowała się tym, że pół autobusu słyszy jej rozmowę z narzeczonym. – I przestań powtarzać, żebym nie rozpamiętywała przeszłości i zaczęła patrzeć do przodu – wrzasnęła i rozłączyła się.

Wysiadła przystanek wcześniej, choć zazwyczaj bała się chodzić wieczorami drogą koło parku. – Łatwo mu mówić: „zapomnij”, bo to nie jego ojciec lał, gdy był mały – powtarzała w myślach. Ona przez całe dzieciństwo bała się, że ojciec znów przyjdzie pijany, będzie wrzeszczał: „Co się gapisz, pokrako” albo „No, podejdź do tatusia, daj buzi”, a gdy ona nie będzie mogła zrobić kroku ze strachu, on rzuci w nią czym popadnie albo podejdzie i uderzy.

Do tej pory ma bliznę nad lewym okiem. Gdy ktoś pytał: „Co ci się stało?”, Anita odpowiadała: „Gdy miałam 10 lat, poślizgnęłam się i uderzyłam o kant szklanego blatu”. Owszem, miała wtedy 10 lat. Ale nie poślizgnęła się sama. Popchnął ją ojciec. Matka powtarzała: „Tatuś nie chciał zrobić ci nic złego, to wypadek. Nikomu o tym nie mów”.

– Zależało jej tylko na tym, żeby ludzie się nie dowiedzieli – myślała Anita, wchodząc do mieszkania w eleganckiej kamienicy. Bo z małej zastraszonej dziewczynki wyrosła kobieta, która jest księgową w dużej firmie, ma pięknie urządzone mieszkanie, dobrą pensję i narzeczonego, z którym planują ślub za rok. Jest też kobietą, która nienawidzi świąt. Bo wtedy musi jechać do rodziców. Już kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem chodzi podenerwowana, a byle drobiazg wyprowadza ją z równowagi, Drażnią ją nawet dekoracje w sklepach. Dlatego w tym roku namawia narzeczonego na święta w Tajlandii.

– Należy nam się urlop, powinniśmy wypocząć – przekonuje Adama, który w przeciwieństwie do niej bardzo lubi Boże Narodzenie. Ale tak naprawdę chodzi jej o to, by podczas składania wigilijnych życzeń rodzicom nie mieć wyrzutów sumienia: „Przecież ja tak naprawdę wcale nie życzę im dobrze”.

Dla tych, którzy czują złość i żal do matki i ojca, spędzenie świąt z dala od rodzinnego domu to często sposób na to, by naprawdę odpocząć i zregenerować siły. Ale czy ucieczka przed złymi wspomnieniami i poczuciem krzywdy jest najlepszym wyjściem? Nie. Anita powinna spróbować wybaczyć rodzicom koszmar, który zgotowali jej w dzieciństwie. Nie dla nich. Nie z powodu chrześcijańskiego miłosierdzia. Dla samej siebie. Po to, by złe wspomnienia nie były ciężarem i by wreszcie mogła zacząć cieszyć się życiem.

reklama


Choć to brzmi jak paradoks, myślenie: „jak oni mnie skrzywdzili” często pomaga. Mamy na kogo zrzucić niepowodzenia, wytłumaczyć błędy. I nic nie robić, by je naprawić. „Gdyby ojciec mnie nie bił, skończyłabym studia”, „Gdyby matka nie tkwiła przy ojcu pijaku, nie związałabym się z alkoholikiem” – usprawiedliwienia są już gotowe. Większość z nas ma do rodziców pretensje – na przykład o to, że faworyzowali młodszego brata lub starszą siostrę, zaniedbywali, krytykowali, bili.

Poczuj złość i współczucie

Psychoanalitycy zachęcają, by pozwolić sobie na złość i żal do rodziców za to, że nie kochali nas tak, jak byśmy chcieli. Radzą, by wypowiedzieć to na głos. Najlepiej komuś, do kogo mamy zaufanie. Może to być przyjaciółka, mąż, siostra lub brat. Ale na tym nie wolno poprzestać. Anita nie miała problemu, by opowiedzieć narzeczonemu o koszmarze, którego doświadczyła jako dziewczynka.

Ale, niestety, zatrzymała się na przeżywaniu wściekłości i żalu. To pułapka, w którą wpada wiele osób. Dlaczego? Bo pielęgnowanie w sobie przekonania, że ojciec lub matka celowo nas krzywdzili, jest paradoksalnie sposobem na to, by pozostać dla nich kimś najważniejszym, kimś, kogo traktowali wyjątkowo.

Nawet jeśli wyjątkowo źle, to wciąż wyjątkowo. Nieświadomie traktujemy to jako dowód, że jesteśmy pępkiem świata. Dlatego tak trudno zrobić kolejny krok i uzmysłowić sobie, że nie krzywdzili nas celowo, że często sami byli ciężko doświadczeni przez los. Anicie pomógł to zrozumieć narzeczony. Pewnego razu zapytał: „A jakie dzieciństwo mieli twoi rodzice?”. Odpowiedziała szybko: „Nie wiem”.

Ale potem zaczęła przypominać sobie strzępki rozmów. Dziadek podobno bił ojca tak, że kiedyś złamał mu żebro. Gdy syn przewrócił się i podarł spodnie, nie dostawał kolacji przez tydzień. Mama Anity była panieńskim dzieckiem i wytykała ją cała wieś, a własna matka wstydziła się jej przez całe życie. Gdy Anita popatrzyła na rodziców z tej perspektywy, zaczęła czuć wobec nich nie tylko złość i rozżalenie, ale też współczucie. Bo oni także przeszli gehennę. Później doceniła, że starali się dać jej miłość, której sami nie zaznali jako dzieci, dbali o nią najlepiej, jak potrafili. Na święta jedzie jednak do Tajlandii. Ale przestała się irytować, gdy koleżanki pytają, czy już ma prezenty dla rodziny. Nie drażnią jej świąteczne melodie w sklepach. Rodzicom powiedziała, że odwiedzi ich po powrocie z urlopu. Czuje się uwolniona od ciężaru, który ją przytłaczał. I po raz pierwszy od lat cieszy się, że niedługo będą święta.

Pretensje zamień na wdzięczność


–Jak ona mogła mi powiedzieć, że sama jestem sobie winna? – Iza Wróbel, 30-letnia kosmetyczka, płakała od godziny. Nie dlatego, że mąż na ostatniej imprezie na jej oczach przytulał postawną brunetkę, ale z powodu ostrych słów siostry.

– Ja zawsze stałam za nią, gdy kłóciła się z mężem, dawałam się wypłakać. A ona powiedziała, że już nie będzie ze mną rozmawiać o moich kłopotach z Andrzejem. I że powinnam iść na terapię, skoro sama sobie z tym nie radzę, bo inaczej do końca życia będę patrzyła na jego umizgi do innych kobiet. Jak mogła mi to powiedzieć po tym wszystkim, co dla niej zrobiłam?

Gdy myślimy o wybaczeniu, zwykle mamy na myśli wielkie zdrady i intrygi. Ale często nie potrafimy wybaczyć krytyki, niepochlebnej uwagi lub słów prawdy. Obrażamy się. I tak jak Iza obwiniamy kogoś, że jest samolubny i niewdzięczny. Czy rzeczywiście siostra okazała się niewdzięcznicą? Czy Iza miała rację, upierając się, że nie usiądzie z nią przy wigilijnym stole? Pozornie tak. Bo Ala nie wsparła jej w trudnych chwilach. Ale gdy przyjrzymy się bliżej, okaże się, że Iza gniew skierowała nie tam, gdzie powinna. Bo to mąż nie dbał o jej uczucia, podrywając praktykantki i zalecając się do koleżanki z biura podczas firmowej imprezy. To jemu wybaczała kolejne kochanki.

Źródło: Wróżka nr 12/2008
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020