Żywność GMO

Minotaur, pół człowiek, pół byk, w mitologii greckiej strzegł korytarzy labiryntu. Syreny, pół kobiety, pół ryby, wabiły śpiewem marynarzy. Dziś mity zamieniły się w rzeczywistość. Naukowcy zafundowali nam karpia z wszczepionym ludzkim genem!

Żywność GMOObiad dla Frankensteina


Gdy 10 lat temu, po raz pierwszy w historii medycyny, zastosowano z dobrym skutkiem terapię genową, okrzyknięto ją metodą XXI wieku. Okazało się bowiem, że inżynieria genetyczna - nauka zajmująca się przebudowywaniem materiału genetycznego żywych organizmów - daje nadzieję na wyleczenie wielu chorób, między innymi serca, układu nerwowego, nowotworów, a nawet AIDS. Dzięki jej osiągnięciom będzie można produkować szczepionki, insulinę, leki, narządy na przeszczepy.

O ile jednak terapia ta w medycynie wciąż jest kwestią przyszłości, to z "poprawianiem" genów roślin i zwierząt, przeznaczonych do produkcji żywności mamy do czynienia na co dzień. Na przykład w 1996 roku tylko 2 procent soi uprawianej w USA było genetycznie modyfikowane, ale do końca stulecia będzie to już prawie 100 procent.

Na świecie uprawia się też genetycznie ulepszoną kukurydzę, ziemniaki, pomidory. Łosoś, pstrąg i ryż z genem ludzkim, ziemniak z genem kurczaka i tytoń z genem myszy są na razie tylko na etapie badań, ale kto wie, czy już niebawem nie trafią na nasze stoły? Genetycy z euforią mówią o żywności przyszłości, a ekolodzy, lekarze, media i coraz więcej konsumentów - nazywają ją "żywnością Frankensteina". Kto ma rację?

Można poprawić wszystko


Mówiąc w uproszczeniu, celem udoskonaleń genetycznych jest stworzenie organizmów odpornych na negatywne czynniki zewnętrzne. Na przykład naturalna soja jest tak delikatna, że pryskanie jej środkiem chwastobójczym niszczy większą część plantacji. Tymczasem wzmocniona trzema obcymi genami - z bakterii, wirusa kalafiorowego i petunii - zniesie duże dawki tego środka. Z kolei łosoś z genem flądry arktycznej jest bardziej wytrzymały na zimno, a karp z genem ludzkim szybciej rośnie. Wystarczy też odpowiednio "przerobić genetycznie" pomidory, aby dłużej były świeże i wolniej dojrzewały. Nie ma problemu ze stworzeniem roślin odpornych na suszę, mróz, światło, słodkich bez cukru. Można właściwie poprawić wszystko. A co najważniejsze, szybciej produkować coraz więcej żywności.

reklama

Co na to przyroda?


Ta nie daje się oszukać. Wbrew zapewnieniom genetyków, że wszystko jest pod kontrolą, ekolodzy twierdzą, że grozi nam katastrofa na skutek zakłócenia równowagi w przyrodzie. Dowody już są: w ubiegłym roku w Australii roślina transgeniczna skrzyżowała się z dziką trawą, dając superchwast odporny na środki chwastobójcze. Amerykańscy naukowcy odkryli niedawno, że pyłek zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy może doprowadzić do wyginięcia motyli z gatunku monarchów. Karp z wszczepionym ludzkim genem jest zniekształcony i mniej odporny na choroby. Czy mutanty opanują świat?

- Nie ma takiej obawy - uspokaja profesor dr hab. Piotr P. Stępień z Zakładu Genetyki Uniwersytetu Warszawskiego. - Przeciwnie: rośliny transgeniczne będą bardziej ekologiczne i zdrowsze, bo mniej skażone chemikaliami. Innego zdania jest Jerzy Strączyński, bioterapeuta, wiceprezes Polskiego Zrzeszenia Bioenergoterapeutów Dyplomowanych: - We Wszechświecie istnieje coś na kształt planu energetycznego, który umożliwia komunikację, porozumienie. Ingerencja w geny burzy ten plan, staje się on nieczytelny. To tak, jakby rozsypać puzzle...

Uczulenie na gen


Jerzy Strączyński zauważa także, że w ostatnich latach zmieniła się struktura energetyczna chorób. - Kiedyś łatwiej mi było "oczyszczać" pacjentów, dotrzeć do źródła schorzenia. Teraz muszę "uczyć się" chorób od nowa - wyjaśnia. Lekarze alarmują, że żywność transgeniczna może doprowadzić do nieobliczalnych następstw zdrowotnych na masową skalę. Jak podaje dr Zbigniew Hałat, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów, już 10 lat temu w USA zmarło 37 spośród ponad 5 tysięcy osób, które po spożyciu powstałego "dzięki" inżynierii genetycznej środka dietetycznego - tryptofanu - zapadły na groźną chorobę krwi. Z tych, którzy przeżyli, wielu na zawsze pozostało kalekami.

Jednym z największych zagrożeń są alergie. W 1996 roku w ostatniej chwili wycofano ze sprzedaży soję zawierającą geny orzecha brazylijskiego, które mogły wywołać reakcje alergiczne - nawet śmiertelne - u osób uczulonych na ten orzech. Konsumenci nie byli świadomi ryzyka - badania na zwierzętach go nie wykryły. Zagrożeniem zdrowia jest także stosowanie w inżynierii genetycznej wirusów nowotworowych i antybiotyków.

Jedne z nielicznych badań nad bezpieczeństwem żywności genetycznie zmodyfikowanej prowadził w Wielkiej Brytanii dr Arpad Pusztai. Uczony wykazał, że ulepszone genetycznie ziemniaki nie tylko mają odmienny od naturalnych skład chemiczny, ale także powodują u ssaków uszkodzenie narządów wewnętrznych i systemu odpornościowego. I - co najgorsze - prowadzą do ciężkiego, wirusowego zapalenia błony śluzowej żołądka, zapewne na skutek dodania do nich wirusa choroby mozaikowej kalafiorów.

Wirus ten jest powszechnie stosowany w inżynierii genetycznej. - Waga odkrycia była tak wielka, że koncerny produkując żywność modyfikowaną genetycznie doprowadziły do natychmiastowego przerwania badań i podjęły udaną początkowo próbę skompromitowania naukowca w oczach opinii publicznej - mówi dr Hałat.

Jak smakuje człowiek?


Pojawiają się także wątpliwości natury moralnej. - Zjeść karpia z ludzkim genem to kanibalizm - twierdzą wegetarianie. - To także kanibalizm energetyczny - potwierdza Jerzy Strączyński. - Jeżeli ludzie zaczną jeść samych siebie, może dojść u nich do zmian na poziomie mentalnym. Wystąpią natręctwa, obsesje...

Te wątpliwości są całkiem uzasadnione. Jeszcze do niedawna genetycy twierdzili, że zawarte w żywności obce geny zostają strawione i wydalone z organizmu. Tymczasem naukowcy z Niemiec ostatnio odkryli, że u myszy karmionych taką żywnością geny przetrwały trawienie. Znaleziono je w śledzionie, wątrobie, krwi. A zatem, jeżeli zjemy karpia z ludzkim genem, to...

Prawo wyboru


Z badań przeprowadzonych w kilku krajach Europy wynika, że większość badanych nie chce genetycznie modyfikowanej żywności. U nas czegoś takiego nie życzy sobie aż 63 procent społeczeństwa.

- To wynika z niezrozumienia - uważa prof. Stępień. - Już samo słowo "gen" wywołuje ostatnio paniczny strach. Tymczasem każdego dnia zjadamy ogromną ilość genów zwierzęcych i roślinnych. Trawimy także nasze własne, ludzkie geny z obumarłych komórek.

Nasze organizmy dają sobie z tym radę od milionów lat. Z całą pewnością jednak mamy prawo wiedzieć, co jest na naszych talerzach. Powinniśmy też mieć prawo wyboru. W niektórych krajach europejskich, m.in. we Francji, Holandii, Szwajcarii żywność zmodyfikowana genetycznie jest znakowana.

W Polsce Sejm przyjął nowelizację Ustawy o Ochronie i Kształtowaniu Środowiska, która zawiera także przepis o konieczności znakowania takiej żywności. Jednak wciąż nie ma stosownego rozporządzenia. Na razie dobrowolnie oznaczają swoje produkty m.in. Stowarzyszenie Ekoland i Krajowe Porozumienie Spółdzielni Mleczarskich. Kilka lat temu premier Australii jadł sałatkę z roślin transgenicznych przed kamerami telewizyjnymi. Na jaki autorytet czekają Polacy? Czy nauka może dać gwarancję, że zmienione genetycznie organizmy nie są dla nas zagrożeniem?

- Stuprocentowej gwarancji nie ma - odpowiada prof. Stępień. - Nikt nie wie, jakie będą skutki tych eksperymentów za kilkanaście lat. Ale każda nowość obarczona jest pewnym ryzykiem. Antybiotyki na przykład uratowały życie milionom ludzi. Ale byli też tacy, którzy umarli na skutek uczulenia lub dużej oporności na lek. Czy to jednak powód, by wyrzucić je do kosza?


Anna Sawicka

Źródło: Wróżka nr 10/1999
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020