Bóg się rodzi!

Ta najpiękniejsza i najważniejsza dla wszystkich chrześcijan historia, dotycząca narodzin Jezusa i jego życia, zaczęła się cudownie - przez Zwiastowanie, czyli od wizyty anioła.

Bóg się rodzi!Niebiański posłaniec zjawił się u czternastoletniej zaledwie Marii, by obwieścić jej dobrą nowinę. To właśnie ona miała począć i urodzić Syna Bożego. Dziwne to było spotkanie i na dobrą sprawę nie wiadomo do końca, jak przebiegało. Z czterech Ewangelii składających się na Nowy Testament, moment Zwiastowania opisany jest tylko u Mateusza i Łukasza. Marek i Jan rozpoczynają swoją opowieść od chwili chrztu Jezusa, dokonanego przez Jana zwanego Chrzcicielem. Obydwa opisy spotkania Marii z "tajemniczym wysłannikiem" bardzo się od siebie różnią. Mateusz stwierdza po prostu, że "znalazła się (ona) brzemienną za sprawą Ducha Świętego". Ani tu słowa o aniołach! Dopiero Ewangelia według Łukasza rzuca nieco światła na całą historię.

Bożym posłańcem, zwiastującym przyszłej żonie Józefa cudowne poczęcie, miał być Gabriel, jeden z najpotężniejszych aniołów. To on był odpowiedzialny za zniszczenie Sodomy i Gomory, a wiele lat po śmierci Jezusa podyktował Mahometowi wszystkie sury Koranu. Właśnie to potężne stworzenie zjawiło się w domu skromnej żydowskiej dziewczyny. Przyzwyczajeni jesteśmy do bardzo konkretnego obrazu anioła.

Spokojna twarz, długie włosy i para łabędzich skrzydeł pojawia się na wszystkich płótnach i freskach. Tymczasem sprawa nie jest aż tak prosta. Mahomet twierdził, że Gabriel miał... sto czterdzieści par skrzydeł, natomiast opis anioła w Apokalipsie jest co najmniej niepokojący: ubrany w chmury, z głową otoczoną tęczą i nogami jak wielkie kolumny ognia. Nic więc dziwnego, że Maria wystraszyła się przybysza. I choć zapewnił ją, że "znalazła łaskę u Boga" i wyda na świat jego syna, jej sytuacja nie była godna pozazdroszczenia.

reklama

W gminie żydowskiej obowiązywały bardzo surowe przepisy dotyczące małżeństwa. Związek dwojga ludzi aranżowali rodzice, ale najważniejsze było to, by państwo młodzi wzajemnie się szanowali. Miłość mogła przyjść później, choć niekoniecznie. Małżeństwo było swego rodzaju transakcją wymagającą, by pan młody zapłacił rodzinie wybranki, ponieważ utrata córki równała się z utratą pary rąk do pracy. Określoną sumę pieniędzy, tak zwany mohar, teściowie otrzymywali od niego jeszcze przed ślubem.

Przyszli małżonkowie żyli osobno, z rodzicami, byli jednak już sobie obiecani i musieli zachować wzajemną wierność aż po grób. Tak więc Maria, dowiedziawszy się, że zajdzie w ciążę bez udziału własnego męża, stawała się automatycznie wyrzutkiem społecznym, narażonym na pogardę otoczenia. Dobra nowina, którą przyniósł jej anioł, mogła bardzo szybko przekształcić się w złą nowinę. Tym bardziej, że i Maria, i Józef pochodzili z rodu króla Dawida, czyli najznakomitszego domu Izraela. Zhańbienie rodziny byłoby ogromnym ciosem i skandalem. Mimo tak trudnej sytuacji, dziewczyna zaufała Gabrielowi...

Kiedy Józef dowiedział się, że jego żona jest w ciąży, wpadł w wielki gniew. Pomyślał, że była mu niewierna i zamierzał ją od siebie oddalić. Jednak i tutaj przyszedł z pomocą anioł. Jak pisze Mateusz, objawił się Józefowi we śnie i opowiedział o planie Boga co do osoby Marii. Józef uwierzył w te słowa, wybaczył żonie i podporządkował się woli boskiej. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie, by Jezus przyszedł na świat w Betlejem.

Niektórzy twierdzą też, że Gabriel pojawił się na niebie jako Gwiazda Betlejemska, która przywiodła do stajenki pasterzy i Trzech Króli. Również ten anioł przedstawiany jest w wizji Chrystusa w ogrodzie oliwnym. Wydawać by się mogło, że wtedy zwiastował koniec jego ziemskiej drogi - śmierć na krzyżu. A jednak to, co zdarzyło się na Wzgórzu Czaszek nie było końcem. To po prostu początek kolejnej historii: zmartwychwstania, zbawienia i obietnicy życia wiecznego, które czeka na wszystkich dobrych ludzi. Anioł zawsze przynosi nam dobre wieści i zapowiedź wiecznego szczęścia. Tylko od nas zależy, czy szansę tę wykorzystamy.

Bóg się rodzi!Czy dzisiaj, kiedy światem rządzi pieniądz, dobro jest "towarem" deficytowym, a ludzie uciekają od religii, możliwa jest jeszcze prawdziwa radość z przyjścia na świat Zbawiciela?

Pędząc naprzód gubimy gdzieś istotę tego cudownego faktu i jego znaczenie dla człowieka. Może więc warto choć przez chwilę, w ciszy i skupieniu, pomyśleć o tym, czym to Święto jest naprawdę. Zacznijmy od pogańskiej religii druidów, którzy żyli długo przed Chrystusem. Dla nich wszystkie ważne święta wyznaczał rytm przyrody. Szczególnie uroczyście obchodzone były przesilenia letnie i zimowe. To drugie wypadało tajemniczym trafem właśnie w czasie naszego Bożego Narodzenia, pod koniec grudnia. Wtedy to główny kapłan obcinał pęki jemioły rosnącej na gałęziach świętego dębu. Kult druidyczny - obecny w Brytanii, Irlandii i Galii - zaniknął około 500 roku naszej ery. Jego miejsce zajęło chrześcijaństwo ze zwyczajem świętowania narodzin Jezusa...

Ten mistyczny moment już od samego początku budził wiele kontrowersji. Chociaż Pismo Święte słowami Jezusa powiada, że błogosławieni są ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli, ludziom trudno było tak po prostu zaakceptować narodziny Syna Bożego. Świętobliwi braciszkowie i uczeni w piśmie próbowali zatem naukowo oswoić ten fenomen. Dionysius Exiguus (Dionizy Mały), mnich-astronom żyjący w Rzymie 530 lat po Chrystusie, otrzymał zadanie zreformowania kalendarza i ustalenia dokładnej daty narodzin Zbawiciela. Przyjął więc, że miało ono miejsce w roku pierwszym i od tego momentu należy datować historię naszej ery. Dzisiaj wiadomo, że braciszek pomylił się o kilka lat. Na trop prawidłowej daty wpadł niemiecki matematyk i astronom - Johannes Kepler.

Był 17 grudnia 1603 roku. Kepler obserwował "zejście się" dwóch planet: Saturna i Jowisza, które stanęły na jednej linii, tworząc niezwykle jasną gwiazdę. To zastanowiło astronoma. Czyżby było możliwe, że ten właśnie układ planet widzieli Trzej Królowie szukający betlejemskiej stajenki?... Naukowiec ustalił, że identyczne położenie obu planet w istocie miało miejsce około 6 roku przed naszą erą. Potwierdziły to badania babilońskich zwojów z astrologicznej szkoły w Sippar. Zapisano w nich, że koniunkcja miała miejsce 7 lat przed Chrystusem. Od czasu Keplera powstało wiele teorii dotyczących wydarzeń w Betlejem. Arthur C. Clarke, pisarz science fiction, uważa, że gwiazda betlejemska była w istocie eksplozją supernowej. Inni badacze skłaniają się do twierdzenia, że mogła to być sławna kometa Haleya...

Jednak naukowe rozważania nie pomagają przeżyć Świąt w uduchowiony sposób. Ważniejsza jest sama tradycja i wszystko, co się z nią wiąże. Ale jakiż napotykamy tu paradoks: rodzice Jezusa byli ludźmi niezamożnymi, on sam urodził się w stajence, a mimo to od wieków Boże Narodzenie jest okazją do wielkiego obżarstwa. Już w średniowieczu obowiązywała zasada "zastaw się, a postaw się". Na królewskich stołach pojawiały się pieczone łabędzie i pawie otoczone pętami kiełbas i innego mięsiwa. Za miarę kulinarnej rozpusty niech służy chociażby "mięsne ciasto", które sir Henry Grey nakazał upiec w 1430 roku. Potrawa miała 3 metry średnicy, ważyła 73 kilogramy, a w jej skład wchodziły między innymi: 9 kilo masła, 4 gęsi, 2 króliki i 4 kaczki!

Tradycja świąteczna stała się z latami po prostu kolejną... okazją do zabawy. Tak jest do dzisiaj, choć na szczęście pamiętamy o sianku pod obrusem, kolędach, szopkach i Turoniach z gwiazdą. Zostawiamy przy stole miejsce dla nieoczekiwanego gościa i stroimy choinkę. Najważniejsze jest jednak, by w tych dniach nasza rodzina i bliscy ludzie byli razem. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, Boże Narodzenie powinno być dla nas sposobem umacniania więzi międzyludzkich.

W żadnym innym dniu tak głęboko nie brzmią słowa "proszę, wybacz" i tak szczerze nie brzmi "wybaczam". Żaden inny dzień nie nadaje tak wielkiego znaczenia słowom "życzę ci wszystkiego najlepszego". I nie ma znaczenia, czy Chrystus narodził się dokładnie dwa tysiące lat temu, czy wcześniej, czy przyświecała mu supernowa, czy kometa. Jeśli uda nam się przywołać ducha bez granicznej bezinteresownej miłości, która zjawiła się na świecie wraz z narodzinami Dzieciątka Jezus, spędzimy naprawdę wspaniałe Boże Narodzenie.


Stanisław Gieżyński

Źródło: Wróżka nr 12/2001
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020