Ballada o kryształach

Miłość do kryształów zawdzięczam Kirsten Helming – opowiada Ewa Kamińska. – Dunce, wybitnej znawczyni kryształów, kamieni i mowy zwierząt, której wykłady w Polsce tłumaczę od jej pierwszego pobytu w naszym kraju, od roku 1990.

Ballada o kryształach Zanim Kirsten zjawiła się w Polsce, używała kamieni tylko do terapii swoich przyjaciół, nigdy wcześniej nie dzieliła się wiedzą z uczniami. Miała więc ogromną tremę. By dodać sobie animuszu, w pierwszym dniu kursu wyznała: „Jestem bardzo speszona, ale przymocowałam sobie na splot słoneczny uspokajający kamień, cytryn, i dzięki temu w ogóle mogę do was mówić. Radzę wam brać ten kamień ze sobą na egzaminy, na wszelkie ważne rozmowy. On bardzo uspokaja, a także łagodzi ataki astmy i wspiera tych, którzy rzucają palenie”.

– Potem – wspomina pani Ewa – Kirsten zapytała uczestników o imiona, po czym zakomunikowała: „Zanim cokolwiek powiem o kamieniach, musicie ich doświadczyć sami. Niech każdy wybierze sobie spośród tych, które tu widzicie (a było ich mnóstwo), kamień, który najsilniej do was przemówi. Bo to kamienie wybierają ludzi, a nie na odwrót”. Uczestnicy spotkania wybrali sobie kamienie, po czym niektórzy z nich opowiedzieli, jakie mieli odczucia. Wtedy Kirsten każdemu powiedziała, jakie cechy ma wybrany przez niego kamień. Nie mówiła „jesteś taka i taka”, tylko: „ten kamień znaczy to i to”. Skojarzenia były jednak tak trafne i wymowne, że wiele osób zakochało się wtedy w kryształach i kamieniach na całe życie. Wśród nich byłam i ja.

Kryształy mają moc uzdrawiania. Oczywiście nie należy ich stosować zamiast leków czy terapii zaleconych przez lekarza, ale jako środek wspomagający leczenie.

reklama

– Tymczasem ludzie chętnie wierzą w uzdrawiającą moc ziół czy bioterapię, a nie wierzą w potęgę kryształów – wzdycha. – Nieraz się zdarzyło, że moja kuracja ewidentnie pomogła, a pacjent, który właśnie wyzdrowiał, „przypominał” sobie wtedy, że miesiąc wcześniej brał antybiotyk i „to on mi na pewno pomógł”.

Życie nauczyło panią Ewę, by takich uwag nie komentować, a przede wszystkim nie pomagać nikomu na siłę. Wielu adeptów medycyny naturalnej, gdy tylko opanuje nową metodę leczenia, pragnie koniecznie i natychmiast pomagać innym. I ona kiedyś taka była. Przed laty bardzo chciała wspomóc kryształami pewną cierpiącą staruszkę. Długo jeździła po Warszawie i wydała niemałe pieniądze, żeby zdobyć potrzebny zestaw kryształów. Zawiozła je chorej i dokładnie wyjaśniła, jak stosować. Po kilku miesiącach starsza pani zadzwoniła, że źle się czuje.

– Swoje kamyczki dostałam z powrotem w stanie nienaruszonym – opowiada Ewa. – „Proszę je sobie zabrać, bo ja w nie nie wierzę”, powiedziała mi pacjentka i to raz na zawsze oduczyło mnie pomagania, gdy ktoś mnie o to nie prosi. A leczenie kryształami jest przecież stare jak świat.

Niedawno kupiła książkę autorstwa świętej Hildegardy z Bingen „Sentencje i porady na każdy dzień”. Owa średniowieczna zakonnica i przeorysza klasztoru, kompozytorka, lekarz, matematyk podaje tu między innymi rady, jak wspomagać swoje zdrowie kamieniami. Otwieram na dniu swoich urodzin. Święta Hildegarda radzi mi, bym kryształ górski każdego dnia na nowo rozgrzewała w słońcu, a następnie studziła go wodą i popijała po kilka kropli tej wody trzy razy dziennie. Postanawiam, że spróbuję.

Dowodów na skuteczność kryształów Ewa zebrała wiele. Jej przyjaciółka doznała kiedyś skomplikowanego złamania prawej ręki. Ponieważ w pracy musiała pisać na komputerze, więc znalazła się w wielkim kłopocie. Za radą pani Ewy położyła na gipsie w miejscu złamania zielony kalcyt i kryształ górski, po czym wszystko obandażowała. Po dwóch tygodniach chirurg stwierdził, że nie widział nigdy wcześniej, by skomplikowane złamanie tak szybko i ładnie się zrosło.

– Zielony kalcyt wzmacnia ścięgna, więzadła i mięśnie wokół stawów – wyjaśnia Ewa. – Gdy Kirsten miała kłopoty z kręgosłupem, nosiła naszyjnik z zielonego kalcytu. Leczy nim chętnie pokiereszowane nogi koni, natomiast dla samych kości lepszy jest magnezyt, biały kamień przypominający z wyglądu właśnie kość.

Ewa otwiera drzwiczki przeszklonej szafki i długo szuka między swymi skarbami. Wreszcie podaje mi kremowy kamyk przypominający do złudzenia zwoje ludzkiego mózgu.

– A ten minerał to howlit. Bardzo trudno go dostać. Oczywiście, poprawia on pracę mózgu.

Wiele razy pomagała przyjaciółkom cierpiącym na migreny i zwykłe bóle głowy. Znajome mamy niemowląt uczyła, jak zbijać wysoką temperaturę błękitnym chalcedonem. Wystarczy położyć go po prostu na torsie czy na brzuszku dziecka – na ubranku, pieluszce lub bezpośrednio na ciele – a gorączka zaczyna spadać.

– To taka pierwsza pomoc, zanim zjawi się lekarz – mówi. Kobietom w okresie menopauzy czy też takim, które straciły ciążę, wielokrotnie polecała tak zwany zestaw hormonalny. Zalewa się wodą karneol, kryształ górski, agat z Botswany i kamień księżycowy, a potem tę wodę pije. Kobiety po takiej kuracji czują się lepiej, nie mają uderzeń gorąca, wychodzą z depresji.

Czarnym obsydianem, nazywanym też Łzą Apacza, leczyła kilkakrotnie uszy. Wkłada się kamień odpowiedniej wielkości (spory, żeby nie zatkał żadnych przewodów) do ucha, zatyka watką, a on już robi swoje.

– Bardzo ważne jest oczyszczanie kryształów, szczególnie tych używanych do terapii, nie wolno tego zaniedbać – ostrzega Ewa. – Magazynują one bowiem negatywną energię, i jeśli się ich nie oczyszcza, mogą ją nie tylko przechowywać, ale nawet oddawać. Koniecznie trzeba czyścić kryształy, których się używało do usuwania bólu. Można to robić na kilka sposobów. Myć pod zimną albo letnią (nigdy gorącą) wodą, zakopywać w ziemi, umieszczać w świetle Słońca czy Księżyca. Niekiedy wystarczy zwykłe dmuchanie i wizualizacja strumienia wody spadającego z wodospadu.

Źródło: Wróżka nr 10/2007
Tagi:
Komentarzy: 1
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020