Problemy z płcią

Jesteś chłopczykiem czy dziewczynką? - pytamy czasem zakutanego w kombinezon kilkulatka, któremu widać spod kapturka zaledwie czubek nosa. Chłopczykiem! - słyszymy oburzony głosik. Maluch został już nauczony, do jakiej płci należy.

Problemy z płciąA kto ma tego nauczyć młode zwierzątko? Natura - odpowiemy. Natura, czyli głos instynktu bezbłędnie przekaże mu informacje, że jest samczykiem lub samiczką oraz uruchomi cały ciąg zachowań dotyczących jednej bądź drugiej płci. Żeby to było takie proste! Otóż okazuje się, że instynkt niektórych rodzajów zwierząt milczy. A ostateczne informacje, kim są i kto będzie ich najwłaściwszym partnerem zdobywają one w drodze kolejnych prób.

Tajemnice seksu, czyli metoda prób i błędów

Oto nadeszła wiosna i na lęgowiska w Hiszpanii i Francji przylatują z Afryki stada żołn pszczołojadów. W powietrzu aż roi się od kolorowych ptaków z rudawymi grzbietami, zielonkawymi bokami i żółtymi krawacikami. Są spragnione miłości i jak najszybszego połączenia się w pary. Ale mają ogromny problem. Podobne do siebie jak dwie krople wody, nie mają pojęcia kto jest samcem, a kto samiczką. I jak tu sobie znaleźć partnera? Gdy więc dwie żołny spotkają się na jednej gałęzi, próbują przede wszystkim ustalić, kto jest kim. Nie potrafią zapytać. Pozostaje im język gestów oraz metoda prób i błędów.

Zaczynają więc się bawić w "tatę i mamę", kolejno zmieniając role. Raz jeden ptak odgrywa rolę samiczki, przysiada przed partnerem i zachęca do symbolicznej kopulacji, raz drugi robi to samo. W końcu każda z żołn zaczyna orientować się, z kim ma do czynienia. Jeżeli w ten sposób flirtują dwa ptaki tej samej płci, szybko zauważą, że coś tu nie gra. "To chyba nie to!" - stwierdzają i każdy leci szukać szczęścia gdzie indziej. Wreszcie, po wielu próbach, trafiają na właściwego partnera. Wtedy mogą pomyśleć o wspólnym szykowaniu jamki na gniazdo.

Problemy z rozpoznaniem płci zdarzają się również ssakom. Na przykład owcom kanadyjskim, żyjącym dziko w Górach Skalistych. I samce i samice mają głowy ozdobione zakrzywionymi rogami. W okresie rui każdy walczy z każdym. Panie również. A gdy któreś zwierzę zostanie pokonane, nieważne czy jest to samiec czy samica, musi skulić się przed zwycięzcą i bez oporów pozwolić mu na kopulację. Tak więc dopiero w ostatniej chwili okazuje się, kto jest kim. Mimo to kanadyjskie owce całkiem nieźle radzą sobie z przedłużaniem gatunku.

reklama

Zwierzęcy zboczeńcy, czyli kocham cię jak mamę

Znakomity biolog i badacz życia ptaków Konrad Lorenz któregoś razu wyjął z gniazda maleńkie kawki, by zaopiekować się nimi i śledzić ich rozwój. Kiedy ptaki wyrosły okazało się, że niektóre samczyki, te najmłodsze w lęgu, nie chciały żyć własnym, kawczym życiem, wiążąc się w stadła. Natomiast nieustępliwie adorowały brodatego naukowca. Lorenz zauważył, że ma to charakter jednoznacznie seksualny. Samczyki zachowywały się tak, jakby Lorenz był wielką, piękną samicą kawki, którą trzeba zdobyć. Przynosiły mu więc różne "smakowite" kąski i próbowały kopulować z jego palcami.

Naukowiec doszedł do wniosku, że w bardzo wczesnym życiu ptaków istnieje krótki okres, kiedy pisklak uczy się widząc matkę: "tak będzie wyglądać mój przyszły obiekt erotycznego zainteresowania". I taki obraz utrwala się w nim na całe życie. Dlatego młode kawki uznały, że Lorenz, który je karmił, poił i pomagał układać się w gnieździe, wygląda jak właściwy partner i nie były już w stanie interesować się własnym gatunkiem.

Podobna historia, potwierdzająca tezę Konrada Lorenza przydarzyła się innemu ornitologowi i hodowcy. Jego wychowanek wyrósł na potężnego wroniego samca i także adorował człowieka z wielkim oddaniem. Było to nieco kłopotliwe, bowiem zdarzało się, że ptak wsuwał mu niespodziewanie w usta albo do ucha co piękniejsze i tłuściejsze pędraki, po które wyprawiał się na odległe pole.

Co się komu podoba, czyli czym skorupka za młodu...

Teoria o podatności pisklęcia na wyobrażenie seksualnego partnera tłumaczy "dziwactwa" w zachowaniu zwierząt. Przed laty w wiedeńskim zoo w chwili, gdy wykluwały się małe pawie, nadszedł niespodziewany mróz. Ocalał tylko jeden pisklak, którego dozorca wpuścił do domku tropikalnych żółwi, by miał ciepło. Pisklę wyrosło na pięknego, białego pawia. Ale ptak żywił - co było widoczne - głębokie przekonanie, że należy do rodziny żółwi olbrzymich. Najpiękniejsza pawica nie potrafiła wykrzesać z niego odrobiny zainteresowania. Gdy jednak na horyzoncie pojawiała się żółwia skorupa i jej pomarszczony właściciel, paw rozkładał ogon, zaczynał nim potrząsać, gotów do płomiennej miłości z gadem.

Mechanizm wczesnej identyfikacji obiektu przyszłych uczuć działa również u niektórych ssaków, np. u kóz. Przez 30 dni od chwili narodzin koziołek był wychowywany w ludzkim otoczeniu. Gdy później przyłączono go do stada, zachowywał się poprawnie, ale żadna koza nie budziła jego zainteresowania. Natomiast zawsze był gotowy do miłości z człowiekiem. A gdy spotkał kogoś w białym fartuchu, tak jak ubierali się jego dawni wychowawcy, wprost wyłaził ze skóry, by go posiąść. Próbowano oduczyć zwierzę zainteresowania ludźmi, stosując elektrowstrząsy. Nie pomagało. Kozioł nie poddał się.

Unikał tych ludzi, którzy sprawili mu ból. Pozostali byli dla niego jednak nadal bardzo atrakcyjni. Podobnie jak powieszony na płocie biały fartuch, czy nawet biały ręcznik. Naukowiec z berlińskiego zoo, hodujący "od jajka" samczyka bażanta, stał się jego ukochaną. Biedna była żona badacza, którą ptak przy każdym spotkaniu usiłował zadziobać, widząc w niej samca, rywala. Któregoś dnia doktor eksperymentalnie przebrał się w suknię, a żona włożyła ubranie męża. Ptak na chwilę osłupiał. Ale zaraz potem rzucił się na kobietę, bijąc ją skrzydłami i głośno "wymyślając".

Można więc powiedzieć: prawdziwej miłości nie oszukasz.


Anna Szpiganowicz

Źródło: Wróżka nr 9/1998
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020