Apollo 11

Podejrzenia, że amerykańska misja Apollo 11 nigdy nie dotarła na Srebrny Glob, pojawiły się już kilka miesięcy po tym, jak Neil Armstrong wypowiedział słynne słowa: „To jest mały krok człowieka, ale wielki skok ludzkości”. Lecz wbrew temu, czego można było się spodziewać w okresie zimnej wojny, zarzuty o księżycowej mistyfikacji wcale nie padły z ust Rosjan, tylko ze strony... samych Amerykanów!

Apollo 11 Jak to zwykle bywa, tuż po powrocie kosmonautów na Ziemię naukowcy wzięli się za analizowanie zdjęć z wyprawy. I właśnie wtedy pojawiły się pierwsze wątpliwości. Na początku je ignorowano, potem próbowano z nimi dyskutować, aż wreszcie zaczęto wykpiwać, jako kolejną niedorzeczną teorię spiskową. Ale tych głosów nie dało się – ot tak po prostu – ośmieszyć ani całkowicie zlekceważyć. Ilekroć bowiem rozpoczynała się dyskusja o lotach na Księżyc, tylekroć sprawa pierwszego lądowania powracała jak bumerang.

Ostatnio wróciła znowu. Zresztą za sprawą samej agencji NASA, która – by ukrócić wszelkie spekulacje na temat misji z 1969 roku – postanowiła zaprezentować oryginalne taśmy filmowe z wyprawy. Niestety, okazało się, że wszystkie nagrania w tajemniczy sposób zaginęły! W jednej chwili to, co miało być argumentem „za”, stało się niezbitym dowodem „przeciw”!
Po tej wpadce NASA natychmiast zaprzęgła do pracy całą armię ludzi, by dokładnie przekopać archiwa i przekonać niedowiarków, że wszystko jest w najlepszym porządku. Ale wtedy sprawy zaczęły się jeszcze bardziej komplikować. Przez kilka miesięcy szukano dosłownie wszędzie. Nie ominięto nawet tych działów, w których nigdy nie składowano jakichkolwiek filmów. Bez rezultatu.

reklama

W tej sytuacji zabawne wydaje się tłumaczenie zastępcy dyrektora archiwów NASA, pani Dolly Parkins, która nagabywana przez prasę stwierdziła, że „pewnie ktoś kiedyś nie był zbyt mądry, by się zorientować, że oryginalne taśmy mają większą wartość od nawet najlepiej sporządzonych kopii”. Swoją drogą to bardzo ciekawe, jak w ogóle NASA udało się wystrzelić w kosmos cokolwiek, skoro zatrudnia do przechowywania danych takie „niezbyt mądre osoby”...

Pytając jednak poważniej: czy to nie dziwne, że z archiwów instytucji, w której niemal wszystko jest tajne, ginie jeden z najważniejszych dokumentów? Czyżby komuś tak bardzo zależało na ukryciu prawdy o pierwszej wyprawie na Księżyc, że zdecydował się wykraść z NASA najważniejszy film, narażając na kompromitację instytucję cieszącą się w USA największym prestiżem? Co było warte tej ceny?

Tylko jedno – odpowiadają niektórzy naukowcy. Taką cenę warto było zapłacić za ukrycie przed opinią publiczną faktu, że Apollo 11 nigdy nie doleciał na Srebrny Glob! I przekonują, że cała misja była jedną wielką mistyfikacją. Ich zdaniem wszystkie zdjęcia z lądowania na Księżycu zostały nagrane gdzieś na pustyni Nevada, a potem przetworzone na obraz telewizyjny i dopiero puszczone jako transmisja na żywo. I właśnie dlatego do dziś nie można znaleźć oryginalnego nagrania całej wyprawy.

Faktycznie, zdjęcia pokazane w telewizji były bardzo złej jakości – choć pod koniec lat 60. technika pozwalała już uzyskiwać obraz o dużej rozdzielczości, na którym można było zobaczyć nawet najdrobniejsze szczegóły. W końcu to właśnie wykonana z kosmosu fotografia przedstawiająca Johna Fitzgeralda Kennedy’ego grającego w golfa na trawniku obok Białego Domu przekonała go, że warto inwestować w kosmiczne szpiegostwo...

NASA uważa jednak, że obraz nie mógł być lepszy. I dodaje, że zdjęcia na oryginalnej (czyli tej zaginionej) taśmie były wyraźne, a straciły na jakości, bo trzeba je było przerobić na potrzeby telewizji. No cóż, z takim argumentem trudno polemizować: nie można go bowiem ani potwierdzić, ani zanegować. Lecz – na nieszczęście NASA – zarzutów, na które nie ma jasnych odpowiedzi, jest o wiele więcej. I na ogół nie są one tak bezsensowne, jak mogłoby się wydawać. Po pierwsze warto sobie zadać pytanie o sens tej ryzykownej mistyfikacji. Odpowiedź jest oczywista. Koniec lat 60. XX wieku to apogeum zimnej wojny. Jednym z jej przejawów był prowadzony między ZSRR a USA wyścig o pierwszeństwo w penetrowaniu przestrzeni pozaziemskiej. W tej bezpardonowej rywalizacji Sowieci dwa razy dotkliwie zranili amerykańską dumę. Po raz pierwszy, wynosząc na orbitę Sputnik 1. Po raz drugi, wysyłając w kosmos Jurija Gagarina.

Od tej chwili wyścig na Księżyc stał się kwestią prestiżu. Tak ważną, że po kolejnych niepowodzeniach obu stron posunięto się do mistyfikacji. Pomysł sfingowania lądowania na Srebrnym Globie miał się ponoć pojawić, kiedy Amerykanie zorientowali się, że lot Gagarina... też był udawany. Mając doświadczenie z wprowadzaniem statku kosmicznego na orbitę Księżyca, którego dostarczyły loty Apollo 8 i 10, wysłano więc Apollo 11 tą samą drogą, ale samo lądowanie zorganizowano mu już... na Ziemi. Potem wszystko zmontowano i zwycięstwo było gotowe.

Ale dlaczego Sowieci nie ujawnili fałszerstwa? Przede wszystkim dlatego, że choć mogli obserwować lot Apollo 11, to tego, czy lądownik „Orzeł” naprawdę znalazł się na Srebrnym Globie, nie byli już w stanie potwierdzić. A chcieli. Niestety, ich sonda, którą wysłali w tym samym czasie, roztrzaskała się na powierzchni Księżyca w drobny mak.

Źródło: Wróżka nr 11/2007
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019