Szczęście we dwoje

Oboje są po przejściach. Cztery lata temu zdecydowali się zostać szczęśliwą parą. I wychodzi im to znakomicie. Jednak tym razem życie we dwoje budują inaczej.

Szczęście we dwojeGdy się poznali, oboje mieli za sobą dwa małżeństwa i kilka związków nieformalnych. Jednak nie rozdzierali szat, że znowu im nie wyszło. I ona, i on próbowali zrozumieć, co do tej pory robili nie tak. Dzisiaj Małgorzata prowadzi warsztaty „Cud świadomych związków”. I doskonale wie, o czym mówi. Gdy słucha historii osób, które przychodzą na jej zajęcia, przed oczami staje jej jak żywa własna przeszłość.

Jacek prowadzi warsztaty Vedic Art. To nowatorska metoda budzenia kreatywności poprzez malowanie, dzięki której można być twórczym w każdej dziedzinie życia. Małgorzata: – Okazało się, że po życiowych burzach oboje wydeptywaliśmy te same ścieżki. Pewnie dlatego łatwiej nam budować silne więzi. Bo teraz rozumiemy i wiemy więcej niż wtedy, gdy byliśmy z poprzednimi partnerami. Ten związek od poprzednich różni to, że oboje skupiliśmy się na własnym rozwoju. Dlatego teraz nam się udaje.

Jacek: – Prowadziłem firmę i chciałem, żeby dobrze się w niej działo. To skłoniło mnie do zainteresowania się sprawami duchowymi. Jednak na kolejnych kursach zrozumiałem, że ta wiedza wpływa na całe życie, nie tylko zawodowe, a jedna zmiana pociąga za sobą drugą. Gdy poznałem Małgosię, patrzyłem już na wszystko inaczej niż dotąd i dlatego od samego początku nie było między nami żadnych emocjonalnych spięć. Raczej spokój i łagodność.

Małgorzata: – Dopiero teraz uczę się być radosna. Przez 50 lat byłam smutna i nieszczęśliwa, choć ukrywałam to starannie. Nie umiałam śmiać się całą sobą, spontanicznie i radośnie. I co najgorsze, nie rozumiałam, dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź przyszła nieoczekiwanie.

reklama

Oboje zdawali sobie sprawę, że zanim wejdzie się w nowy związek, trzeba oczyścić przeszłość.

Zdecydowali się więc pójść razem na „konstelacje rodzinne” (rozwiązywanie konfliktów przy pomocy reprezentantów metodą Berta Hellingera). Jacek na własne oczy zobaczył, co szwankuje w jego relacjach z bratem. Miało to wpływ raczej na jego stosunek do pieniędzy, nie do ludzi. Za to Małgosi ziemia usunęła się spod nóg: z ustawienia wynikało, że jej ojcem jest ktoś inny, niż dotąd myślała.

– To był szok – opowiada. – Natychmiast wsiadłam w pociąg i pojechałam do rodziny. Mimo oporów ujawnili prawdę. I tak, mając 50 lat, wiele lat po śmierci rodziców, dowiedziałam się, kim naprawdę jestem. Potem bratowa potwierdziła, że ojca łączyła z moją mamą wielka miłość. Nikt nie zna prawdziwych powodów, dlaczego nie stworzyli rodziny, i dlaczego tę tajemnicę zabrali do grobu. Teraz jest czas, żeby pogodzić się z ich decyzją, ale nowo poznane siostry przyrodnie opowiadają mi, że ojciec, którego wspominają jako cudownego człowieka, często bywał zamyślony, smutny, jakby nieobecny.

Po ujawnieniu prawdy po raz pierwszy w życiu poczułam się doskonale we własnej skórze. Zrozumiałam, kim jestem. Całe życie byłam smutna, bo moi rodzice byli smutni. Moje związki kończyły się, ponieważ najważniejszy mężczyzna w moim życiu był mi obcy. Byłam smutna, bo jako dziecku nie było mi dane bawić się z siostrami. Byłam pozbawiona tej cudownej bliskości, ale za to odzyskałam ją teraz.

Dopóki kobieta nie ma uporządkowanych relacji z własnym ojcem, nie stworzy udanego związku.

Kilka lat temu w swojej książce „Dotyk serca” Małgorzata opisała, jak dorasta się do miłości. Dopiero co zamieszkała z Jackiem, wprowadziła się do niego z wazonikiem i dwoma świecznikami. Resztę rzeczy zostawiła w starym mieszkaniu, gdzie teraz mieszka jej syn. Dlaczego?

Małgorzata: – Mieszkanie Jacka było już kompletnie urządzone, ale nie o to chodziło. My naprawdę chcieliśmy rozpocząć nowe życie. A przecież wszystko wokół nas jest energią. Energetycznie jesteśmy połączeni nie tylko z innymi ludźmi, ale też ze wszystkimi przedmiotami, które kiedykolwiek mieliśmy w ręce.

Jeśli z poprzednich związków zostawimy sobie jakieś zdjęcia, paczuszkę czułych listów i pierścionki po każdym z narzeczonych, to nowy partner zasupła się w tych starych energetycznych nitkach. Będzie odczuwał dyskomfort i niezrozumiałe zakłócenia w stosunkach z ukochaną kobietą. Jacek na przykład trzymał w piwnicy takie pudełko... Nie wiem, co było w środku, ale ilekroć tam wchodziłam, to przyciągało mój wzrok i dziwnie mnie denerwowało. W końcu zostało wyrzucone. Nigdy go nawet nie dotknęłam, ale wiem, że były w nim jakieś pamiątki po kobiecie.

Życie z nowym partnerem wymaga, by rozstać się ze wszystkimi rzeczami pochodzącymi z poprzednich związków.

Jacek: – Nasza znajoma po rozwodzie skuła nawet tynki ze ścian, żeby całkowicie oczyścić dom z energii eksmałżonka. I to jest dobry pomysł. Szczególnie jeśli w tym małżeństwie były złorzeczenia, awantury, przemoc.
Małgorzata: – Przed wprowadzeniem się do Jacka posegregowałam wszystkie fotografie. Jednemu i drugiemu synowi dałam rodzinne zdjęcia z ich ojcami, a resztę wyrzuciłam. Weszłam w jego życie tylko ze swoją energią. Dlatego i jego mieszkanie trzeba było oczyścić ze śladów poprzednich kobiet.
Jacek: – Nie było ich znowu tak dużo... A jeśli chodzi o zdjęcia, to ja wyrzuciłem wszystkie dziesięć lat temu, po kursie feng shui. Według tej praktyki, nie należy przechowywać fotografii, bo łączą nas ze starą, niepotrzebną już energią. Zostawiłem tylko kilka zdjęć psa. Żył 11 lat, był moim wielkim przyjacielem, uwielbiałem go i rozpieszczałem...

Małgorzata: – Jeśli dwoje kochających się ludzi chce rozpocząć wspólne życie, to muszą być do niego przygotowani. I nie ciągnąć za sobą bagażu przeszłości, choćby nieuporządkowanych spraw z rodzicami. A także uwolnić się od wzorców wyniesionych z domu rodzinnego i poprzednich związków. Jeśli ktoś był niekochany, miał zimny, obojętny dom, to trudno mu będzie stworzyć dobre małżeństwo. Taki ktoś będzie stale oceniał partnera czy partnerkę, obwiniał, czepiał się o byle co, może nawet bił, nie rozumiejąc, że prawdziwym powodem jego lęków i agresji nie jest żona czy mąż, ale nierozwiązane problemy z matką (w przypadku mężczyzny) lub z ojcem (w przypadku kobiety).

Trzeba pamiętać, że wzorce, według których widzimy świat i podejmujemy decyzje, tkwią w nas bardzo głęboko. Na moich warsztatach była niedawno kobieta, która miała w swoim życiu pięciu partnerów i żadnego nie było w domu.
Jeden wyjeżdżał często w delegacje, drugi pracował za granicą, trzeci zaraz po ślubie poszedł do wojska... Dlaczego? Bo jej ojca też nigdy nie było w domu i ona takich mężczyzn przyciągała. Jednym z piękniejszych momentów na warsztatach jest ten, kiedy ludzie odkrywają, że ich związek wygląda całkiem inaczej, niż im się do tej pory wydawało. Na przykład jakaś kobieta nagle krzyczy: „Ojej, to przecież ja sama doprowadziłam męża do zdrady! Byłam nieczuła, niemiła, odrzucałam go na każdym kroku. Już się nie dziwię, że znalazł sobie inną”. I to uświadomienie sobie swojej roli jest dla niej jak oświecenie. I od tej pory zaczyna brać odpowiedzialność za siebie w tym związku.
Jacek: – Przyciągają nas właśnie wzorce, ale nam się wydaje, że to atrakcyjny wygląd drugiej osoby, jej osobowość, że się zakochaliśmy.

Załóżmy, że rozprawiliśmy się z cieniami przeszłości i wszystko chcemy zacząć od nowa. Na co musimy uważać w nowym związku, by był szczęśliwy i trwały?
Jacek: – Pozostać sobą, być naturalnym i szczerym.
Małgorzata: – Kiedyś była na moich warsztatach kobieta, która po 35 latach małżeństwa zdecydowała się na rozwód. Gdy była młoda, mąż zażyczył sobie, żeby przerwała karierę artystyczną, choć miała talent i uwielbiała śpiewać. Potem zrezygnowała dla męża z jeszcze czegoś i jeszcze czegoś... On przywykł, że to normalne, a ona doszła do wniosku, że nie jest już sobą. Bo nie da się cały czas udawać kogoś, kim się nie jest. W jej życiu były i dzieci, i wnuki, i jakieś szczęśliwe lata, a jednak stłamszona tożsamość wzięła górę.

Źródło: Wróżka nr 6/2008
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020