Pogoda dla bogaczy

Wydaje się, że nawet ona zarezerwowana jest dla tych, którzy mają pieniądze. Można za nie kupić sobie egzotyczne słońce i czysty śnieg narciarskich tras. Czy na długo? Przeraża mnie rozwój „przemysłu turystycznego”.

Pogoda dla bogaczy

Przecudne rajskie zakątki zamieniają się w kurorty. Tysiące nóg zaczyna deptać raj, jak się za chwilę okaże, bezpowrotnie utracony. Moim najpiękniejszym wspomnieniem z wakacji jest pewna wyspa w Zatoce Syjamskiej. Byłam tam kilka lat temu. Cała wyspa pokryta jest dżunglą. Na szczęście założono tam rezerwat – co prawda trochę późno, bo gibbony już wyginęły. Ludzkie życie toczy się na wybrzeżu, gdzie cudowne złote plaże obmywa zapraszająca do kąpieli woda. Kilka niewielkich wiosek rybackich i hotele. Właściwie hoteliki. To moje wspomnienie.

Dziś nie ma już dzikich plaż, a miejsce hotelików zajęły brzydkie molochy. Nie można obserwować, jak wesołe makaki jawajskie – tamtejsze małpy – wychodzą z dżungli, aby wyłowić z wody smaczny posiłek. Całe wybrzeże to deptak. Woda aż kipi od tysięcy żądnych kąpieli turystów. Z jednej strony trzeba to zrozumieć. Każdy chce do „raju”. Czy jednak nikt nie zauważa, że to już nie raj?

Są tacy, którzy sami „raj” tworzą, ale do Pana Boga im bardzo daleko… Niezwykły jest wyczyn dubajskich budowniczych. Zbudowali sztuczne wyspy – sztuczny świat na wodach Zatoki Perskiej. Znam to miejsce sprzed 12 lat. Pustynia i turkusowa woda. Niekończące się plaże. W wodzie aż gęsto od życia. To tam widziałam żółwie i niezliczoną rzeszę rzadkich morskich stworzeń. Tam trzymałam w dłoni żeglarka – malutkiego głowonoga, taką miniośmiornicę. Żeglarek „mieszka” w muszli, jego ciało schowane jest w pięknej skórzastej foremce przypominającej skręcony róg obfitości.

Dwa lata temu zobaczyłam sztuczne wyspy, plaże zamienione w strzeżone parki. Nie ma już żeglarków ani żółwi. Nawet pogoda się zmieniła. Deszcz pada dużo częściej, ale to deszcz dla bogaczy, a nie dla żeglarków. Siedem lat temu uciekłam z Warszawy. Do Puszczy Kampinoskiej. Zamieszkałam z moją ludzko-zwierzęcą rodziną w niewielkim drewnianym domku. Dookoła łąki i las. Moja działka stała się azylem dla prawowitych mieszkańców tej ziemi. Połowa ogrodu to chaszcze dla tych wszystkich, którzy chaszczy potrzebują do życia.

Ogrodzenie pozwala żabom, ropuchom i wszelkiej drobnej gawiedzi na przekraczanie mojego terytorium. Za siatką przechadza się rodzina bażantów, obok bocian szuka materiału na zrobienie gniazda. Dzika kaczka przyprowadziła czworo kacząt i skryła się pod deskami w rogu ogrodu. Raj. W końcu to Park Narodowy. Cieszyłam się dość krótko, bo w okolicy jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać betonowe rezydencje. Wiem, że każdy chce do „raju”, ale czy trzeba go koniecznie betonować? Szczelne ogrodzenia i wyłożone kostką podwórka.

Naokoło przystrzyżony trawnik, a na środku oczko wodne ze sztuczną żabą i kaczką. Strzeżone osiedla dla bogatych ignorantów natury. Puszcza Kampinoska słynie z różnorodności. Piaski porośnięte sosnami, bukowe i dębowe bory, mokradła i torfowiska, które latem przypominają amazońską dżunglę. Dziś cały świat wie, że osuszanie bagien to jak spuszczanie krwi z ziemskiego krwiobiegu. Nie wolno tego robić. Zniszczenia w ten sposób powstałe są niewyobrażalne.

Ginie cała masa gatunków zwierząt i roślin, bez których my nie możemy przeżyć. Znikają naturalne „oczyszczalnie wody”, a bez wody zginiemy wszyscy. Oczywiście – nie dziś. Za kilka, kilkadziesiąt lat. Dziwi mnie krótkowzroczność gatunku ludzkiego. Na moich oczach niszczy się torfowiska. Za pieniądze można kupić wszystko. Torfowisko też. Można tam wykopać „jezioro” i postawić dom. Najpierw trzeba przywieźć kilka ton gruzu, aby wzmocnić grząskie podłoże. Potem już tylko betonowe podwórko, quad i paintball. A jak nie będzie pogody, to wyjazd na rafy koralowe. Z kuszą. I mamy raj.


Dorota Sumińska

doktor weterynarii, prowadzi popularne programy radiowe i telewizyjne o zwierzętach

reklama
Źródło: Wróżka nr 7/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020