Terapia codziennością

Nie musisz biec do psychoterapeuty, by poczuć się lepiej. Czasem wystarczy dostrzec przyjemność w… codzienności. Możemy żyć pełniej i zdrowiej, ceniąc życie w każdym jego przejawie.

Terapia codziennością Jeśli zadajesz sobie pytania: „Czy naprawdę mogę być szczęśliwa tu, gdzie jestem? Wśród codziennych, zwyczajnych czynności, a nie na przykład zdobywając Himalaje albo otrzymując Nobla? Czy moje życie ma upłynąć na zarabianiu, sprzątaniu i zmywaniu naczyń? Co jest ważne, najważniejsze? I dlaczego tak mało czasu na to poświęcam?” – spróbuj pomyśleć nie o tym, jak zmienić swoje życie, ale jak zmienić jego postrzeganie. Jeśli będziemy tak gnać, nie wiadomo, dokąd, robiąc wiele rzeczy jednocześnie, nie zdążymy poczuć gotowania w gotowaniu, spaceru w spacerze, rozmowy w rozmowie. Życie może smakować. Nawet nie wiemy, jak.

Jon Kabat-Zinn, lekarz, psychoterapeuta, doradca i trener, przekonał świat konwencjonalnej medycyny o dobroczynnym działaniu medytacji uważności. W USA jest to jedna z coraz częściej praktykowanych metod terapeutycznych. Sam Kabat-Zinn założył w latach 90. Klinikę Łagodzenia Stresu w Ośrodku Medycznym Uniwersytetu w Massachusetts. Jest także autorem książki „Gdziekolwiek jesteś, bądź”. To ją Wojciech Eichelberger nazwał lekturą dla tych, którzy „szary i rozmyty, monotonnie gorączkowy i chaotyczny obraz swego życia chcą nasycić kolorem, wzbogacić fakturą, zapachem i smakiem, oraz spokojną obecnością i przeżywaniem”.

Gdzie się podziała nasza uważność?

– Nie znam zbyt wielu osób, które lubią zmywać, ale można wykorzystać tę mimo wszystko niezbędną czynność do praktykowania uważności – twierdzi Joanna Boj, psycholog, autorka strony pozaschematy.pl. – Polega to na tym, by zmywając naczynia… zmywać naczynia. Tylko i wyłącznie. Po prostu bądź świadomy tego, co robisz, tego, co odczuwasz. Jak woda płynie ci po rękach, jakie są w dotyku talerze, jakie dźwięki wydają. Ignoruj wszelkie myśli dotyczące przeszłości lub przyszłości. Odbieraj wszystkie doświadczenia zmysłowe, jakie do ciebie przychodzą, bez oceniania ich. Zauważ, co robi twój umysł. Pewnie zdarzy się, że jakiś dźwięk przypomni ci pewne sytuacje z przeszłości, pójdziesz za tym wspomnieniem i już… nie będziesz zmywać naczyń. Tę czynność będzie wykonywać jedynie twoje ciało. Jeśli się zapomnisz, spokojnie wróć do stanu uważności i obserwowania siebie, bez złości czy wpędzania się w poczucie winy.

reklama

Co daje nam uważność podczas zmywania naczyń? Wnosi spokój do zabieganego życia, odpoczynek umysłu i świadomość tego, co się robi. Gdy zdamy sobie sprawę, że spotykamy w ciągu tygodnia tyle osób, ile nasi dziadkowie przez całe życie, że liczba informacji w ostatnim weekendowym wydaniu „The Times” to tyle, ile otrzymywali ludzie w XIX wieku przez całe kilkudziesięciolecia, zrozumiemy, pod jaką presją, w jakim pędzie żyjemy. Nie mamy czasu odreagować mnóstwa stresujących, drobnych, ale uciążliwych sytuacji (niekończący się remont sąsiada, korki w mieście, sprzeczki w domu, kolejka w sklepie itd.), a także przeżyć traumatycznych (rozwód, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy), bo tempo życia wymaga od nas, by biec dalej. A przecież wszystkie te sytuacje powodują u nas wzrost napięcia, a co za tym idzie choroby cywilizacyjne, stany nerwicowe, depresje. Uważność, koncentracja, zwolnione tempo dadzą nam dystans do siebie i świata. Jeśli chcemy w pełni doświadczać życia w każdym jego przejawie, uważność jest konieczna. W rozmowie z drugim człowiekiem, w jedzeniu, w jeździe na rowerze.

– Życie płynie, a my jesteśmy wszędzie, tylko nie w chwili obecnej – uważa Joanna Boj. – Bardzo lubię ćwiczyć uważność na spacerze z psem. Są dni, kiedy orientuję się, że jestem na spacerze, dopiero w połowie drogi. Czasami zdarza się, że zjem coś pysznego i dopiero potem dociera do mnie, że wcale tego nie smakowałam. Przeżułam, połknęłam, zanurzona w jakiejś fantazji w mojej głowie. Czy nie łykamy tak nieuważnie większości naszego życia, dziwiąc się potem, że zbyt szybko przelatuje nam przez palce?

Gdzie jestem? Jestem tu.

Gdzie jestem? Co robię? – dobrze by było w każdej chwili zadawać sobie te pytania, by doświadczać życia, a nie jedynie ślizgać się po jego powierzchni. Nie tracić kontaktu ze swoim ciałem, mieć świadomość, dokąd zmierzają nasze myśli.
I jakie są. Umysł wciąż biegnie, komentuje, ocenia, wspomina, planuje. Rzadko jest tu i teraz. Ile razy zdarzyło ci się czytać tekst i nie wiedzieć, co czytasz? Musiałaś pewnie wrócić do akapitu raz jeszcze, a nawet kilka razy, by tym razem skupić się na treści. Bycie tu i teraz nie jest proste, bo choć nasze nogi są w jednym miejscu, głowa jest w tysiącu miejsc jednocześnie.

Joanna Boj: – Obecność pomaga też zaakceptować to, co jest, uwolnić się od notorycznego zamartwiania, zatrzymać spiralę negatywnych myśli i uczuć. Można starać się wytrwać w tym stanie jak najdłużej. Można też starać się wracać do tu i teraz jak najczęściej. Skupiaj się na tym, co robisz. Jeśli odjeżdżasz gdzieś myślami, delikatnie wróć do tu i teraz. Ta delikatność (stanowcza!) jest ważna – inaczej pojawia się frustracja i złość, że coś nam nie wychodzi. Sama tego doświadczyłam – przekonuje Joanna.

– W naszym nastawionym na osiąganie celów społeczeństwie jest to dość częsta przypadłość. Za rzadko robimy rzeczy dla czystej przyjemności ich robienia, a nie w konkretnym celu. Tym bardziej warto pobawić się każdą czynnością, jaką wykonujemy, posmakować, poczuć. Dzięki praktyce uważności w moim życiu pojawiło się więcej „niczym nieuzasadnionej” radości, wypływającej z samego faktu bycia.

Po prostu bądź

Jan Bereza, benedyktyn z Lubinia, od wielu lat prowadzi sesje medytacyjne, łącząc je z myślą chrześcijańską. Nie od dziś wiadomo, że skupienie w modlitwie jest swoistą medytacją. Ojciec Bereza proponuje, by nie uciekać od praktyk dnia codziennego, ale tak je przeformułować, żeby stały się centrum naszych działań. Zniknie wymówka, że nie mamy czasu na to, by się zatrzymać i przyjrzeć swoim myślom, emocjom, bo możemy to robić na przykład w kąpieli. Dbając nie tylko o higienę ciała, ale i umysłu, duchowości.

Może nam w tym pomóc napisana przez niego książka „Myśli codziennego życia” (Poznań, 2007). Zwykłe czynności nie tylko nie muszą nas oddalać od naszej duchowości, ale mogą przyczyniać się do jej wzrostu. Pod warunkiem, że zrezygnujemy z pośpiechu. Jak? Choćby – świadomie obierając ziemniaki: „Obieram ziemniaki. Jak je obieram? Jakie uczucia się pojawiają? Czemu to robię? Mam intencję, by te ziemniaki stały się wartościowym posiłkiem dla mojej rodziny”.

Nie musimy robić nic niezwykłego, by poczuć wyjątkowość życia. Możemy zacząć już dziś, tu i teraz. „Na każdą górę prowadzi wiele ścieżek. Na każdej rzece można zbudować wiele mostów. Na każdej pustyni znajdziesz wiele oaz. Lecz twoja droga jest jedna, zaczyna się tam, gdzie stoisz” – mówi ojciec Bereza. Karolina Marciniak, nauczycielka jogi, uważa, że nie trzeba ćwiczyć asan, by osiągnąć uważność i czerpać przyjemność z codzienności. Medytacja nie musi wiązać się z siedzeniem w półlotosie i śpiewaniem mantr. Możemy jej doświadczać, rozmawiając z przyjaciółką, czytając albo pracując fizycznie.

– Ten stan jest naturalny, przypisany człowiekowi, tylko my o tym zapomnieliśmy. Nie słuchamy intuicji. Medytowanie jest tak naturalne, jak spanie czy jedzenie. Dla mnie doświadczeniem głębokiej medytacji były tysiące godzin spędzone w siodle. Nieświadomie, nie wiedząc o tym, spełniałam wszystkie „założenia” ośmiostopniowej ścieżki jogi – właściwa postawa ciała, zasady moralne, prawidłowy spokojny oddech, zwrócenie zmysłów do wewnątrz.
Karolina we wszystkim, co robi, stara się być „tu i teraz”.

– Wyrażam intencję, że chcę jak najwięcej skorzystać z doświadczenia, jakie jest mi dane w danym momencie. Żeby nie przeoczyć niczego. Nawet wyrzucając końską kupę z boksu. Nie myślę: „cholerne gówno”, myślę o tym, że służę istotom, które same nie mogą tego zrobić. Akceptuję rzeczy takimi, jakie są i staram się dopatrywać we wszystkim pozytywnych stron.

Karolina uważa, że bycie tu i teraz może wydawać się trudne i pozbawione sensu, ale jej samej, gdy wejdzie w ten stan uważności, od razu szybciej idzie nauka nowych rzeczy. Nieważne, czy chodzi o utwór muzyczny, czy obcy język.
– Dostaję taki turbodopalacz – mówi Karolina. – To rodzaj koncentracji, ale takiej, która nie wysysa energii, wręcz przeciwnie – daje ją. Nie męczę się, nie spalam przy nielubianych czynnościach, tylko się odprężam, odpoczywam. Czy może być coś lepszego? – uśmiecha się Karolina.

Źródło: Wróżka nr 8/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020