Niedotykalscy

Niektórzy lubią, żeby ich głaskać czy trzymać za rękę. Inni w takich sytuacjach dostają gęsiej skórki. Dlaczego?

Niedotykalscy Choć w codziennym życiu raczej się nad tym nie zastanawiamy, właśnie zmysł dotyku pozwala nam utrzymać kontakt z otaczającym nas światem. Dotyk jest warunkiem naszego istnienia. Pozwala nie tylko rozróżniać kształty, ciężar, strukturę powierzchni przedmiotów, ich stopień twardości czy elastyczności, ale też orientować się w przestrzeni bez użycia wzroku, oceniać położenie ciała i temperaturę, odczuwać przyjemność i ból. Stanowi też rodzaj systemu wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem.

Dzięki dotykowi możliwe jest budowanie relacji między ludźmi i tworzenie barier przed kontaktem z obcymi. Zmysł dotyku nie ma jednego ściśle określonego ośrodka odbioru w naszym organizmie, nie ma też jednego wyspecjalizowanego ośrodka „przetwarzania danych” w mózgu. Receptorami dotyku pokryte jest całe nasze ciało. Toteż bez przesady można powiedzieć, że otaczającą nas fizyczną rzeczywistość odbieramy całą powierzchnią ciała i mózgu, a ponieważ każdy bodziec dotykowy niesie z sobą też wrażenia emocjonalne, dotyk odbieramy całą naszą osobowością.

Jak skomplikowanym zmysłem jest zmysł dotyku, niech świadczy, że receptory dotyku są wysoko wyspecjalizowane. Inne połączenia nerwowe odpowiedzialne są za odczuwanie bólu, inne – przyjemności, jeszcze inne za rejestrowanie temperatury, kształtu czy ciężaru. Wszystkie mają bezpośrednie połączenie z mózgiem. To dlatego często reagujemy – na przykład na oparzenie – szybciej, niż zdążymy zdać sobie z tego sprawę. Sygnał dotykowy dociera do mózgu z prędkością ponad 60 metrów na sekundę!

Rola zmysłu dotyku nie kończy się jednak na fizycznym „opisaniu świata”. Dotyk ma do spełnienia o wiele ważniejszą funkcję. Jest głównym dostarczycielem „przyjemności”, które poprzez ośrodki emocji wpływają na nasz rozwój fizyczny i duchowy. Okazało się bowiem, że dotyk, a właściwie jego pieszczotliwa odmiana, odgrywa zasadniczą rolę w gospodarce hormonalnej człowieka.


reklama


Badacze z Centrum Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Durham przeprowadzili eksperyment na szczurach i stwierdzili ze zdziwieniem, że stworzenia te pozbawione pieszczot matki właściwie nie mają szans na przeżycie. Okazało się bowiem, że ich mózgi pozbawione impulsów płynących z matczynych dotyków wytwarzają substancję blokującą rozwój zwierząt. Już po kilkudziesięciu minutach po odseparowaniu od matki u szczurzych potomków spada aktywność enzymu koniecznego do wytwarzania białka w sercu, płucach, mózgu i śledzionie. Ustaje też produkcja hormonu wzrostu. Podobnie rzecz ma się u ludzi, twierdzi prof. Yves Lamarre z Montrealu.

Wskazują na to badania przeprowadzone przez jego kolegów w jednym ze szpitali w Bostonie. Wcześniaki masowane i dotykane przez rodziców przez 45 minut dziennie przybierały na wadze prawie o połowę szybciej niż inne przedwcześnie urodzone dzieci, karmione takim samym pokarmem. Zapotrzebowanie naszych organizmów na przyjazny, czuły dotyk jest tak duże, iż w toku ewolucji mózg człowieka wykształcił osobną grupę neuronów, które reagują tylko na delikatne głaskanie, subtelne muśnięcia i pieszczoty. Owo zapotrzebowanie na przyjazny dotyk nie maleje w nas do końca życia.

Desmond Morris w słynnej trylogii „Naga Małpa” stwierdza, że największą klęską naszej cywilizacji jest coraz większe ograniczenie kontaktów cielesnych i powstanie konwencji, która każe utrzymywać między ludźmi dystans. Również ten fizyczny. Zasady poprawności zachowań społecznych zmuszają nas, byśmy „zadawali sobie wiele trudu, żeby poza ścisłym kręgiem rodzinnym, w zwykłym życiu codziennym unikać wzajemnego dotykania się”. Toteż nie dziwi fakt, że bardzo często stłumione relacje „dotykowe” między ludźmi zastępowane są w społeczeństwach zachodnich wszelkiego rodzaju pieszczotami skierowanymi ku zwierzętom domowym.

Zdaniem Morrisa, współczesne społeczeństwa popełniły błąd, kojarząc cielesny kontakt ludzi dorosłych głównie z seksem. Zrobiły to, bo tylko zapłodnienie – pomijając zabiegi „in vitro” – nie jest możliwe bez wzajemnego dotykania się. I tak w ciągu wieków dotyk ludzi dorosłych stał się w naszej podświadomości aktem seksualnym. Widać to wyraźnie w reakcjach na widok dorosłych trzymających się za ręce. Automatycznie dochodzimy do wniosku, że musi to być para, którą łączy coś więcej niż tylko najbliższa nawet znajomość. A jeśli za ręce trzymają się dorosłe osoby tej samej płci, odniesienia seksualne zdają się oczywiste.

Niestety, wszelkie kontakty cielesne uległy społecznemu sformalizowaniu. Nic więc dziwnego, że unikamy ich w relacjach społecznych jak ognia. Coraz częściej zamykamy się w swoich własnych strefach intymności (w społeczeństwach zachodnich ściśle intymna strefa, której granic nie pozwalamy przekroczyć „obcym”, wynosi około 15 cm) i unikamy kontaktów fizycznych, choć doświadczenia przeprowadzane przez psychologów i socjologów nieodmiennie przynoszą dowody, jak bardzo dotyk jest potrzebny. W bistro w Vanne w Bretanii poddano testowi – bez ich wiedzy – 143 klientów. 24,6 procent z nich zostawiło napiwek, jeśli kelnerka lub kelner dotknęli ich ramienia. Napiwek „bez dotyku” dało tylko 10,8 procent. Wniosek nasuwa się sam, stwierdził pomysłodawca testu, Nicolas Guéguen, naukowiec z Uniwersytetu Południowej Bretanii. Prosty gest, pozornie bez znaczenia, stymuluje dobry nastrój.

Większość powodów, które sprawiają, że unikamy bezpośredniego dotyku w życiu codziennym, ma podłoże społeczne lub kulturowe i jest w wielu wypadkach uzasadnione. Trudno sobie wyobrazić szefa, który głaszcze nas po głowie lub kolegę, który pijąc z koleżanką kawę, gładzi ją czule po piersiach. Oczywistym jest, że nie możemy zaakceptować, gdy ktoś ociera się o nas w metrze czy autobusie, ale czasami nasze reakcje na zupełnie przyjacielski dotyk bywają niezasłużenie dla dotykającego negatywne. I to nawet wtedy, gdy chodzi o osobę naprawdę nam bliską. Istnieje spora i ciągle rosnąca grupa ludzi w swoisty sposób „uczulonych” na dotyk. Ku zmartwieniu psychologów grupa ta ciągle się powiększa i stanowi coraz większy odsetek wśród społeczeństw kultury zachodniej – głównie mieszkańców wielkich miast.

Kiedy w Paryżu Daniele Pomey-Rey zorganizowała pierwszy punkt konsultacji psychodermatologicznych, ustawiały się tłumy ludzi chcących się dowiedzieć, czy ich nadmierna niechęć do kontaktu fizycznego jest wynikiem nadwrażliwości skóry, czy ma podłoże psychologiczne. Okazało się, że u większości owa niechęć przed dotykiem jest reakcją o podłożu psychologicznym, ale u części badanych – jak ze zdziwieniem stwierdziła Pomey-Rey – nie udało się stwierdzić żadnych racjonalnych powodów takiego zachowania, ani o podłożu psychicznym, ani dermatologicznym. Socjolodzy dopatrują się powodów „nadwrażliwości dotykowej” w rosnącym przeludnieniu i malejącej wciąż możliwości ochrony swojej strefy intymnej oraz w rosnącej tendencji do izolowania się od życia społecznego.

Owa chęć obrony własnej indywidualności sprawia, że dotyk zaczyna być odbierany jako atak na prywatność i niezależność. Psycholodzy dostrzegają źródła niechęci do tego typu relacji w złych wspomnieniach z dzieciństwa, w którym było zbyt mało czułości i bliskości w stosunkach z rodzicami lub… jej nadmiar, a neurobiolodzy w indywidualnych cechach wrodzonych zmysłu dotyku. To ostatnie było zaskoczeniem dla samych badaczy. Rzecz w tym, że, jak już stwierdziliśmy, zmysł dotyku jest systemem bardzo skomplikowanym i nie do końca rozpoznanym. Główny problem polega na tym, że w działaniu tego zmysłu biorą udział te same (choć wędrujące do mózgu innymi drogami) neuroprzekaźniki, zarówno wtedy, kiedy odczuwamy przyjemność, jak i wtedy, gdy jest to ból czy dyskomfort. Cała ta gama odczuć trafia do mózgu, gdzie następuje „ocena bodźca”.

Nauka nie wie dokładnie, jak naprawdę odbywa się ta „selekcja” wrażeń dotykowych. Tym bardziej że istnieją jeszcze tak sprzeczne ze sobą wrażenia zmysłowe, jak „przyjemny ból” czy „drażniące łaskotanie”. Wiadomo jedynie, że jest to proces indywidualny. Być może, przypuszczają neurobiolodzy, u osób uczulonych na dotyk wrażenia z nim związane są wywołane taką a nie inną strukturą receptorów czuciowych. Na szczęście – jeśli oczywiście nie mamy do czynienia z poważnymi uszkodzeniami systemu nerwowego – receptory dotyku można wytrwałymi ćwiczeniami „nauczyć” pożądanych przez nas reakcji. I chyba warto. Bo umiejętność odbioru wszelkich wrażeń dotykowych szalenie wzbogaca nie tylko nasz fizyczny, ale i emocjonalny świat. Chęć obrony własnej indywidualności sprawia, że dotyk zaczyna być odbierany jako atak na prywatność.


Jerzy Gracz

Źródło: Wróżka nr 11/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020