Niezwykłe odwiedziny

Wiele osób wierzy, że nasi zmarli nie odchodzą tak zupełnie. Że wracają, by złagodzić nasz ból i tęsknotę. Złudne nadzieje? Czy może jakiś okruch prawdy jednak w tym jest?

Niezwykłe odwiedziny Dom był drewniany, żółtopomarańczowy, trochę na uboczu, podwórko zasypane śniegiem. Siedzieliśmy z Maćkiem w kuchni, pani Sonia z nami, ale co chwila podrywała się, coś przynosiła. Piliśmy małymi łyczkami destylat miodowy, na talerzu leżały wielkie plastry miodu. Kiedy się ugryzło taki plaster, w ustach smak miodu mieszał się ze smakiem wosku.

Kiedy w maju przyszliśmy znowu do pani Soni, długo pukaliśmy. Już mieliśmy odejść, ale w końcu drzwi wolno się otworzyły i na progu stanęła gospodyni. Miała czerwone, zapuchnięte oczy. Powiedziała, że parę tygodni temu umarł jej mąż. Chcieliśmy odejść, nie przeszkadzać, ale zatrzymała nas, zaprosiła do środka. Znów siedzieliśmy w kuchni, znów był destylat, tym razem bez plastrów miodu. Pani Sonia nie krzątała się, siedziała smutna i zamyślona. Nagle ożywiła się i powiedziała:
– Ale on do mnie wrócił. Jest kotem.

W pierwszej chwili pomyślałam, że musiałam coś źle zrozumieć. Jednak nie – pani Sonia relacjonowała przejęta, że 40 dni po śmierci męża zobaczyła na swoim podwórku obcego kota. Podszedł do niej bez wahania i zaczął ocierać się o nogi, więc zabrała go do domu i dała mleka.

Kot został. Był czysty i zadbany, nie wyglądał na zdziczałego czy bezdomnego. Zaczęła rozpytywać w okolicy, czy komuś nie zginął duży, szary, puszysty kocur – ani wśród sąsiadów, ani we wsi, ani w okolicznych miejscowościach nikt takiego kota nigdy nie widział. W dodatku zachowywał się osobliwie. Przylgnął do pani Soni. Wskakiwał jej na kolana, przytulał się i głaskał ją łapką po policzku. Do innych odnosił się obojętnie.
– A śpi tylko na łóżku męża. Więc to na pewno on, wrócił do mnie – zakończyła.

reklama

Do pokoju wszedł wielki puchaty kot. Spojrzał na nas bez zainteresowania i podszedł od razu do pani Soni. Zaproponowała, żebyśmy zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie na cmentarzu, na grobie męża. Mam je do dziś – stoimy koło nagrobka, pani Sonia z kotem w objęciach. To nie jedyna taka historia, jaką słyszałam na Białorusi. Pewna pani twierdziła, że w łaźni nawiedza ją zmarły zięć. W postaci szczura. Na pytanie, skąd wie, że to on, odparła:

– Ma taki sam siwy kosmyk. I patrzy tak nieżyczliwie, on nigdy mnie nie lubił.

W związku z tym myje się w kuchni, a do łaźni chodzą inni członkowie rodziny. Ich szczur nie nawiedza. Dusze zmarłych wcielające się w zwierzęta to tradycyjny element wierzeń białoruskich, wedle których zmarli mogą odbywać pokutę na ziemi. Takim zwierzęciem-nosicielem bezcielesnego pokutnika jest najczęściej pies, łączony w ludowym światopoglądzie z siłami nieczystymi. Jeszcze bardziej negatywne skojarzenia budzi szczur – zwierzę niegardzące ludzkim mięsem.

Pewien białoruski znachor powiedział mi, że plaga szczurów lub myszy jest znakiem nawiedzenia domu przez diabła. Słyszałam też o czarownicy, której ciało po śmierci ogryzły szczury, co miało niechybnie świadczyć o tym, że za życia parała się czarną magią. Zięć-szczur wpisuje się w ten porządek symboliczny.

Łaźnia – białoruska bania, czyli rodzaj sauny – również jest miejscem nieprzypadkowym. Bardzo często w opowieściach tam właśnie pojawiają się dusze potępione, a nawet sam diabeł. Jest to możliwe, gdyż nie ma w niej ikon, świętych obrazów ani krzyży, często nawet nie jest poświęcona – przebywający w niej nie korzysta zatem z ochronnej mocy sacrum. A ogień, który bucha z ogrzewającego ją pieca, budzi skojarzenia z ogniem piekielnym. Stąd liczne opowieści o ludziach, którzy z krzykiem uciekali przed ujrzanymi tam zjawami.
Historia pani Soni jest nieco inna.

Tu zmarły powraca w dobrych intencjach, powodowany miłością, a nie chęcią zemsty, koniecznością pokuty czy potrzebą dokończenia niezałatwionych spraw. O nic nie prosi – przychodzi pocieszyć. Folklor słowiański opisuje i takie powroty. Interesujące, że przypisuje się je strzygom i strzygoniom, czyli słowiańskim wampirom. Nie wszystkie przybywają, żeby dręczyć ludzi i zwierzęta czy wysysać ich krew. Niektóre strzygi i strzygonie powracają do najbliższych, by nieść im pomoc – sprzątać, pomagać w pracach gospodarskich, rąbać drewno, zamiatać obejście. Podobno szczególnie chętnie zajmują się końmi, wyczesując im grzywy i zaplatając ogony. Motywy nawiedzania przez zmarłych kochanków mogą mieć też naturę seksualną. Wierzenia ludowe dopuszczają również, że taki powrót z zaświatów odbywa się za boskim przyzwoleniem. Dotyczy to przede wszystkim matek, które osierociły małe dzieci – wolno im wrócić, by móc się nimi zajmować.

Ciekawe, że kot pojawił się u pani Soni po 40 dniach – to czas, kiedy według ludowych wierzeń prawosławnych dusza opuszcza ziemię i odchodzi w zaświaty. Tu jest odwrotnie, wtedy właśnie zwierzę – czy też, jak wierzy pani Sonia, zmarły mąż – przybyło, by z nią zostać. Czyżby więc został do niej przysłany z zaświatów? Nie bez znaczenia jest tu postać, w którą wcielił się zmarły. Kot w kulturze ludowej może być kojarzony z istotami demonicznymi, ale wcale niekoniecznie. Towarzyszy zmarłym i bogom podziemi, jest też czasem formą, jaką przybiera dusza w drodze w zaświaty. W baśniach pojawia się jako mędrzec.

Choć możemy uznać wiarę w powrót z zaświatów w postaci zwierzęcia za archaiczny przesąd, wiejski zabobon, to nie tylko na białoruskiej wsi można usłyszeć relacje o podobnych przypadkach. Niektórzy spośród znajomych, którym opowiadałam historię o mężu-kocie, twierdzili, że sami po śmierci kochanych osób widzieli na grobie lub w swoim bliskim otoczeniu jakieś zwierzę, które kojarzyli ze zmarłym – gołębia, sikorki, synogarlicę… Czy to nasza rozpacz i tęsknota każą nam się łudzić, że śmierć to nie koniec, że możliwe jest jeszcze jakieś spotkanie? A może naprawdę miłość umie otwierać wrota śmierci? Nie wiadomo, ale ja wolę wierzyć w to drugie.


Zuzanna Grębecka

Źródło: Wróżka nr 11/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020