Samotność długodystansowca

Długi, kręty trop. Pojedyncza linia miękko odciśniętych łap. Do polskich lasów bardzo powoli wracają rysie. Tu mogą znaleźć swoją ostoję.

Samotność długodystansowcaPrzed niespełna rokiem naukowcy odchowali dwa kocięta rysia znalezione w okolicy Babiej Góry. Były bardzo wycieńczone. Ich matka prawdopodobnie skończyła we wnykach kłusowników. Pielęgnowane przez zimę, przewieziono do domu, czyli do lasu. Musiały się przyzwyczaić do nowych warunków, do obcych, intrygujących zapachów i do tego, że na wolności nie zawsze jest sucho. W specjalnej wolierze wystawionej w lesie ich dzikie serca nabrały przekonania, że prawdziwy dom zaczyna się tam, gdzie kończy się siatka.

Ochronić to, co cenne

Naturalna płochliwość rysi powoduje, że nawet mając długotrwały kontakt z ludźmi, nie przyzwyczajają się do nich i pozostają bardzo nieufne. Być może właśnie dlatego łatwiej będzie je przywracać naturze. Dzisiaj w Polsce żyje tylko około 200 osobników. To liczba zatrważająco mała. Tymi rzadkimi, chronionymi kotami zajmuje się Zakład Badania Ssaków PAN. Poznaje się ich zwyczaje i szlaki. Do tego, aby rysie na nowo „wprowadziły się” do naszych lasów, potrzebna jest duża wiedza. W tej chwili naukowcy realizują wieloletni projekt ochrony tych zwierząt, rozpoczęty przez WWF Polska (międzynarodowa organizacja ekologiczna): przywracają rysie naturze w dość oryginalny sposób.

Wolność w niewoliWolność w niewoli

Młode rodzą się jeszcze wprawdzie w wolierze, ale za to w lesie. Już po kilku tygodniach życia zaczynają „zwiedzać” dziki świat, wymykając się od matki przez specjalne otwory w siatce. Dzięki temu oswajają się z naturalnym środowiskiem. Po roku przestają wracać do kocicy i ruszają zdobywać swoje leśne, dzikie terytorium. Opisana metoda nosi nazwę „Born to be free” – urodzone, by być wolnymi.

– Metoda ta ma wiele zalet – mówi Stefan Jakimiuk, kierownik projektu „Duże drapieżniki w Polsce” WWF Polska. – Od pierwszych tygodni życia urodzone w niewoli młode mogą korzystać z wolności. Zapoznają się z lasem, w którym przyjdzie im niebawem żyć, zdobywać pokarm i rozmnażać się. Można je jednak zaszczepić i dzięki temu są bardziej odporne na choroby zakaźne niż rysie urodzone w naturze.

reklama

Stefan Jakimiuk zaznacza, że kocice, będące matkami rysi wypuszczanych na wolność wspomnianą metodą, są dobierane pod kątem „dzikości serca”. Są to samice, które trafiły do niewoli niedawno. Naukowcy współpracujący z WWF są zdania, że młode urodzone przez samice od pokoleń hodowane w ZOO znacznie trudniej adaptują się w naturalnym środowisku. Dba się również o to, by kontakt młodych z człowiekiem był minimalny.

– Rysie mają się stać nie tylko wolne, ale też dzikie – zaznacza Jakimiuk i dodaje, że ze zdumieniem obserwował, jak szybko małe rysie przystosowują się do życia na wolności. Widać wyraźnie, że to las, a nie woliera, jest ich prawdziwym domem. Matka czuwa nad bezpieczeństwem młodych, ale instynkt nakazuje jej pozwolić im na samotne poznawanie otoczenia. Kiedy zwęszy zagrożenie, nawołuje je swoim „alarmowym” głosem. Młode reagują różnie. Na początku zazwyczaj wracają do woliery lub w jej pobliże, ale potem zwykle po prostu szukają już schronienia na własną rękę.

– Obserwowałem akcję – mówi Jakimiuk – w której ryś przygotowany metodą „born to be free” był przewieziony z wolierą w inne dzikie miejsce. Zastanawiałem się, czy w nowym terenie nie poczuje się nieswojo. Nic podobnego: wyszedł po kilku minutach! Zwierzę, które zasmakuje wolności, chce jak najszybciej do niej wrócić.

Jeden samiec rysia zajmuje obszar półmilionowego miasta. I chociaż w tym leśnym mieście nie mieszka sam, robi wszystko, by czuć się samotnym. To tak, jakbyśmy mieszkali w potężnym wieżowcu, wiedząc, że jeszcze tylko na kilku piętrach budynek ma równie dzikich lokatorów. Rano wsiadalibyśmy do windy i szybko mijalibyśmy zajęte kondygnacje, a wieczorem, przed powrotem do domu, bacznie obserwowalibyśmy, w których oknach błysnęło światło, żeby nie natknąć się przypadkiem na innego człowieka. Dorosły kocur włada imperium o powierzchni nie mniejszej niż 250 km kw., ale nie niepodzielnie. W obrębie jego królestwa leżą mniejsze o niemal połowę terytoria samic, a wszystkie granice naruszane są przez męskich sąsiadów samca. Odbywa się to jednak na „dżentelmeńskich” zasadach.

Samotność długodystansowcaWłasnymi ścieżkami

Nie wchodząc sobie wzajemnie w drogę i respektując ślady zapachowe pozostawione na pniach, kamieniach i wykrotach, rysie udają samotność absolutną. Nie trzymają się od siebie bliżej niż w odległości kilometra – podczas łowów brak konkurencji to połowa sukcesu. Tę zasadę burzy tylko gorący okres godów. Wówczas rysie zawierają krótkotrwałe i bardzo burzliwe związki z samicami, nieodmiennie zakończone małżeńską awanturą i rozstaniem. Kocury wydają się nie myśleć o „miłości” przez większą część roku.

Wędrując po dobre geny


Kurczące się obszary lasów, a także fakt oddzielenia ich wielkimi niezalesionymi przestrzeniami nie sprzyja zachowaniu dobrych genów u rysi. Kiedyś, gdy zwierzęta nie były jeszcze ograniczone w swoich wędrówkach, koty przemierzały ogromne dystanse, osiedlając się daleko od miejsca urodzenia. Dzięki temu mogły krzyżować się z samicami zupełnie z nimi niespokrewnionymi. Dzisiaj rysie żyjące na danym obszarze są ze sobą dość blisko genetycznie powiązane. Dlatego podjęto starania, by między większymi obszarami lasów pozostawiać tak zwane korytarze, którymi „młodzi imperialiści” będą mogli odbywać wędrówki na możliwie dalekie terytoria.

Samotność długodystansowcaGłodny znaczy zły

W sztuce podchodzenia i atakowania zwierzyny sprytniejsze są samice. Ze względu na konieczność wykarmienia gromadki kociąt, łowią znacznie więcej i polują częściej od kocurów, dbających wyłącznie o własne podniebienie. Przez całe lata w Polsce funkcjonował obraz rysia rzucającego się na ofiarę z drzewa. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Owszem, rysie lubią się wspinać, zwłaszcza na pochylone pnie i spoglądać na las z góry, ale robią tak jedynie podczas odpoczynku.

Polują na ziemi, podkradając się blisko ofiar. Bezszelestnie podążają tropem saren, jeleni i innej drobniejszej zwierzyny, nie wyłączając gryzoni. Kryją się w chaszczach, bystrym wzrokiem śledząc przemieszczające się stada kopytnych i niekopytnych posiłków. By dopaść ofiarę, wystarczy im krótki sprint. Co czwarty-piąty atak kończy się sukcesem. Nic dziwnego – słowo „ryś” pochodzi z prasłowiańskiego i oznacza po prostu „szybki”. Kocury troszczą się tylko o siebie. Za to życie samic to wieczna troska o wykarmienie potomstwa.

Ryś mama

Kocięta przychodzą na świat zwykle w maju lub w czerwcu. Nim zacznie się lato, matka będzie się od nich oddalać nie częściej niż trzy razy dziennie. W tym czasie małe będą przeważnie spały, przytulone do siebie w niedostępnym gnieździe, po mistrzowsku ukrytym przed drapieżnikami. Rysia matka wie, gdzie zostawić młode, żeby były niewidzialne. Poluje tak szybko, jak tylko to możliwe. Niepokój o dzieci pozostawione w trudno dostępnym, ale jednak dającym się przecież sforsować miejscu, wyostrza jej zmysły.

Rysie mają doskonały wzrok, słuch i węch. Świetnie widzą po zmroku. Wtedy najczęściej polują, przesypiając większą część dnia. Ten komfort jest dostępny jednak tylko bardzo młodym samicom, które oddzieliwszy się od matki, nie dochowały się potomstwa przy pierwszej okazji. Za to „matkom samotnie wychowującym” pozostaje polować zarówno pod osłoną nocy, jak i w ciągu dnia.

Paradoksalnie, młode rysie są tym bezpieczniejsze, im bardziej bezradne. Najmniej stresujący okres macierzyństwa to dla samicy pierwsze miesiące. Wówczas wystarczy ukryć dzieci i polować w spokoju. Później, kiedy towarzystwo zaczyna się rozłazić, trzeba całą czeredę zebrać i trzymać dla pewności w zasięgu łapy. Żeby wyżywić rodzinę, kocica musi polować co najmniej raz na 50 godzin.

Łowy z „dziećmi u nogi” nie miałyby szans powodzenia, dlatego młode muszą w tym czasie zostać same. Wraz z czasem mija i matczyna miłość. Kocięta umieją już polować, podkradać się i zabijać zwierzynę, wiedzą, jak znakować teren, odczytywać ślady, rozpoznawać dźwięki wydawane przez pasące się sarny i nie mylić ich z odgłosami kicającego zająca. A jednak nadal trzymają się w pobliżu matki.

Czas samodzielności

Kocica, w obliczu zbliżającej się kolejnej rui, skupia się na bliskiej obecności samca, który dyskretnie, acz konsekwentnie, podchodzi coraz bliżej. Moment rozstania matki z dziećmi jest dramatyczny – młode muszą być regularnie przepędzane. W końcu, widząc, że dzieciństwo skończyło się bezpowrotnie, koty odchodzą w siną dal, a kotki osiedlają się blisko terytorium matki. Chodzi prawdopodobnie o to, że wkrótce same będą musiały sprostać wymaganiom własnej gromadki kociąt, więc łatwiej będzie im polować i poruszać się po terenie, który już dobrze poznały.

Kocury wyruszają zwykle w bardzo długą podróż – od kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów – na podbój nieznanego terytorium. W drodze trzymają się lasów, niemal nigdy nie wychodząc na otwartą przestrzeń. Dorosłe rysie wprawdzie nie mają w lasach naturalnych wrogów, ale wciąż giną we wnykach kłusowników. I, niestety, jest ich u nas coraz mniej. Najdzikszym, niezmienionym prawie przez ludzi obszarem jest Puszcza Białowieska. Oby rysie nigdy z niej nie znikły.


Ewa Jackowska

Źródło: Wróżka nr 6/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl