Kobiety, które rządziły papieżami

Od początku istnienia chrześcijaństwa zmieniono wiele zasad wiary. Ale jedno pozostawało niezmienne: to mężczyzna był głową Kościoła. Tyle że często z woli kobiety.

Na pierwszym planie państwa kościelnego zawsze było widać mężczyzn. Ale w ich cieniu czuwała potężna armia kobiet, których wpływ na życie i politykę Kościoła jest o wiele większy, niż można się spodziewać. Tak było od wieków. Można wymienić nazwiska setki kobiet, które stojąc za plecami papieży, sprawowały swoje rządy skromnie i po cichu albo wychodziły śmiało na środek watykańskiej sceny. Wśród tych ostatnich było kilka pań, które mocno wstrząsnęły dziejami apostolskiej stolicy.

Pierwszą z nich była Teodora – żona Teofilakta, jednego z patriarchów Rzymu. Ta urodziwa dama dzięki wpływom męża załatwiła sobie prawo do swobodnego poruszania się po papieskich salonach. I wykorzystując atuty swojej urody, bardzo szybko zdobyła względy antypapieża Krzysztofa (903-904). Gdy się zorientowała, jak słaba jest jego pozycja w Watykanie, powiadomiła o tym fakcie kuzyna swego męża, Sergiusza, który od dawna czekał na okazję do sięgnięcia po tiarę. Hrabia natychmiast zebrał armię, ruszył na Rzym, zdobył miasto i wtrącił Krzysztofa do lochów. Dwa dni później wytoczył mu proces o otrucie poprzedniego Ojca Świętego, Leona V (903). Zanim jednak zapadł wyrok, antypapież – jak głosił oficjalny komunikat – na skutek wyrzutów sumienia „sam siebie udusił”.

Droga do tronu była wolna. 29 stycznia 904 roku hrabia obwołał się papieżem i przyjął imię Sergiusz III (904-911). Nie zamierzał jednak rezygnować z ziemskich uciech – Teodora wkrótce została jego kochanką. Choć nie na długo. Wkrótce bowiem zapałała miłością do znanego prokuratora z Bolonii, księdza Cailone, i szybko zaciągnęła go do swojej sypialni. Teraz to on stał się ulubieńcem wpływowej damy. Dzięki niej prokurator najpierw został biskupem Bolonii, a rok później arcybiskupem Rawenny.

Nowa miłość siłą rzeczy doprowadziła do ochłodzenia stosunków z Sergiuszem. Teodora doszła więc do wniosku, że odda mu w opiekę swoją 15-letnią córkę Marozję. Ponieważ panna potrafiła oczarować każdego zdrowego mężczyznę, papież z radością przyjął tę swoistą rekompensatę. I szybko uczynił z dziewczyny swoją nową kochankę. Pół roku przed śmiercią Sergiusz został ojcem. Na świat przyszedł chłopiec, któremu dano na imię Jan. Umierając 14 kwietnia 911 roku, papież chwalił się zgromadzonym wokół jego łoża kardynałom: „Bóg mnie ukochał, skoro pozwala, bym po siedmiu latach w jego służbie umierał naturalną śmiercią”. Jego radość podzielały kochanki. Za pontyfikatu Sergiusza ich władza w Rzymie umocniła się bowiem tak bardzo, że przy wyborze następcy nikt nie trudził się nawet, by zwołać konklawe.

reklama


Teodora i jej córka upatrzyły sobie na kolejnego papieża nikomu nieznanego kapłana. Do dziś nie udało się ustalić, skąd ten człowiek przybył, co robił wcześniej i jak naprawdę się nazywał. Nie wiadomo nawet, czy wywodził się z rycerskiego rodu. Znane jest tylko jego imię, które wybrał podczas intronizacji: Anastazy III (911-913). Niestety, nowy papież zbyt szybko zapomniał, komu zawdzięcza niespodziewany awans, i postanowił sam podejmować znaczące dla Kościoła decyzje. Nic dziwnego, że zaledwie po kilkunastu miesiącach od wstąpienia na tron Piotrowy powaliła go ostra niestrawność. Nie minęło 11 godzin od jej pierwszych objawów, a już można było rozpocząć przygotowania do pogrzebu. Dwa tygodnie po uroczystościach żałobnych Marozja i jej matka przekonały kardynałów, że papieżem powinien zostać niejaki Lando (913-914). Ten święty mąż był na tyle rozsądny, że od początku trzymał się z dala od swych protektorek, które – jak zanotował kronikarz Ferdinand Gregorovius – „zamieniły święte miasto w burdel”.

I pewnie Lando cieszyłby się dobrym zdrowiem długie lata, gdyby Teodora nie stęskniła się za arcybiskupem Cailone. Aby mieć go przy boku, umówiła się z córką, że wkrótce osadzą jej byłego kochanka na tronie Piotrowym. Cała sprawa skończyła się tak, jak można było się spodziewać. Kilka miesięcy później papież płynąc po Tybrze w orszaku paradnym, „zupełnie przypadkiem” wpadł do wody i utonął.

W czerwcu 914 roku Cailone mógł już cieszyć się władzą. Przyjął imię Jan X (914-928). Do dnia śmierci Teodory wszystko pozostawało w najlepszym porządku. Kobiety wydawały polecenia, papież je wykonywał, a w nagrodę otrzymał mały prezent w postaci nowej kochanki, którą została siostra Marozji, Teodora Młodsza. Niestety, gdy w 928 roku Teodora Starsza zmarła, nagle zapragnął rządzić samodzielnie. I cóż... Kilka tygodni po podjęciu tej śmiałej decyzji udusił się w celi zamku św. Anioła – zapewne zaszokowany własną odwagą. Marozja okazała się nieodrodną córką swojej matki.

Kolejny papież, Leon VI (928), był pierwszym, który zasiadł na tronie... ze strachu. Cały swój pontyfikat spędził na wymyślaniu sposobu bezpiecznej abdykacji. Nie wymyślił. Kilka miesięcy później zginął z rąk „nieznanych sprawców”. Równie niekomfortowo czuł się w swojej roli jego następca Stefan VII (928-931). Zdając sobie sprawę, że przyszło mu rządzić w czasach, w których średnia życia zwierzchników Kościoła gwałtownie się obniżyła, zaraz po przyjęciu tiary... uciekł! Niestety, wkrótce potem odnaleziono go i siłą sprowadzono do Rzymu, by dalej niósł na swoich barkach ciężar papiestwa.

Nie dźwigał go długo. W 931 roku miecz zamachowca otworzył przed nim drogę do lepszego świata. Wszystko dlatego, że Marozja postanowiła osadzić na tronie Piotrowym swojego syna. Nowy papież przybrał imię Jan XI (931-935).Kto wie, jak długo trwałaby ta zabawa, gdyby nie bunt Alberyka II, przyrodniego brata Jana. W 932 roku po kłótni z drugim mężem swojej matki, Gwidonem z Toskanii, władcą Włoch, podburzył on stan rycerski do rewolty przeciwko królowi. Przy pomocy zbrojnych opanował Rzym, wygnał ojczyma z miasta, a Marozję, Teodorę Młodszą i papieża wtrącił do więzienia. W ten sposób skończyły się krwawe rządy kobiet w stolicy Piotrowej.

Ale panie nie tylko wybierały papieży – także ich poślubiały! Taki wypadek zdarzył się za trzykrotnego pontyfikatu Benedykta IX (1032-1044, 1045, 1047-1048). Benedykt został osadzony na tronie papieskim przez swojego ojca, księcia Alberyka III, który Watykan traktował jako dziedzictwo rodzinne. Miał wówczas zaledwie 20 lat i z początku był igurantem, bo faktyczne rządy w Kościele sprawował jego tata. Sprawy zaczęły się komplikować, gdy chłopak wydoroślał przestał z zapałem wykonywać ojcowskie polecenia. W pewnej chwili stał się tak krnąbrny, że Alberyk postanowił uciec się do podstępu. W myśl zasady: „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, przedstawił zaczynającemu 25. rok życia papieżowi przepiękną i złaknioną bogatego życia Adriannę, 14-letnią córkę hrabiego Gerarda z Saksonii.

Młodzi zakochali się w sobie bez pamięci i zapragnęli żyć w spokoju. Alberyk zaś był gotów im taką sielankę zapewnić. Złożył więc propozycję nie do odrzucenia: jego syn zgodzi się abdykować za cenę marnych 2000 funtów złota, Adrianna otrzyma w wianie posiadłość pod Rzymem, a hrabia – jeśli wyda córkę za mąż – zostanie papieżem.

Benedykt przez ponad 10 lat bił się z myślami, czy warto przystać na taki układ. W tym czasie dwa razy tracił tron i dwakroć na niego powracał. W końcu jednak udzielił sobie wieczystego odpustu za grzechy, unieważnił własne śluby duchowne, zwolnił się z celibatu, udzielił sobie i Adriannie ślubu, skasował należną odprawę i 17 lipca 1048 roku uroczyście abdykował. Kościół mógł wreszcie odpocząć od kobiet. Choć nie na długo. Bo prawie pięć wieków później na papieskim tronie zasiadł Aleksander VI (1492-1503), który też od uroków płci pięknej nie stronił. Ale to już całkiem inna historia...

W X wieku papież nie miał szans na długie życie. Najczęściej umierał wkrótce po objęciu tronu, w tajemniczych okolicznościach.


Jerzy Gracz


Papież Stefan VII – zginął z ręki zamachowca.

Stefan VII na obrazie Jean-Paula Lawrensa z 1870 roku.

Źródło: Wróżka nr 6/2008
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020