Świętoszek i awanturnik

Mel Gibson potępia aborcję, antykoncepcję, teorię ewolucji i homoseksualizm. Za własne pieniądze nakręcił głośny film „Pasja”, po którym okrzyknięto go najpotężniejszym chrześcijaninem w zdemoralizowanym świecie show-biznesu.

Dopiero po rozpoczęciu zdjęć do „Pasji” Mel Gibson zauważył, że odtwarzający główną rolę aktor James Caviezel ma 33 lata, czyli tyle, ile Jezus w momencie śmierci, a inicjały jego imienia i nazwiska – JC, są identyczne jak Jezusa Chrystusa. Gdy podczas pracy na planie w ustawiony na wzgórzu krzyż uderzył piorun, uznał to za znak Opatrzności. Na pytania o inspirację odpowiadał, że prowadził go Duch Święty.

Podobnego wyznania jeszcze w Hollywood nie słyszano. Nie pamiętano też, by jakikolwiek reżyser zaczynał każdy dzień zdjęciowy od udziału w katolickiej mszy świętej. Złośliwcy pokpiwali, że Gibson musi się modlić, by nie stracić 25 milionów, które zainwestował w dzieło i tak skazane na klęskę. Wydawało się, że na film religijny nie pójdzie nikt. Tymczasem poszły takie tłumy, że „Pasja” zarobiła ponad miliard dolarów, a jej twórca stał się jednym z najbogatszych hollywoodzkich gwiazdorów.

Świętoszek i awanturnikPodążam za Jezusem

Bezkompromisowy, wręcz niedzisiejszy światopogląd wpoił mu ojciec, Hutton Gibson – Amerykanin pochodzenia irlandzkiego, który w młodości chciał zostać księdzem. Po kilku miesiącach wystąpił jednak z seminarium, bo było... zbyt liberalne. W czasie wojny zgłosił się do wojska, został poważnie ranny w walkach na Pacyfiku. Po rekonwalescencji zatrudnił się na kolei, ożenił i żył zgodnie z surowymi zasadami katolicyzmu.

– Skoro dawcą życia jest Bóg, człowiek nie powinien się sprzeciwiać Jego woli – mówił. Skończyło się na 11 dzieciach, szóstym z kolei był Mel. Imię przyszłego gwiazdora wybrano nieprzypadkowo: tak nazywał się irlandzki święty, który w XV wieku założył rodzimą diecezję przodków Gibsona. W języku gaelickim – a nim posługiwano się wówczas na Zielonej Wyspie – oznaczało „Podążającego za Jezusem”.

reklama

Ciężko pracujący na utrzymanie licznej rodziny Hutton Gibson uległ w połowie lat 60. minionego wieku wypadkowi przy pracy. Otrzymał ponad 140 tys. dolarów odszkodowania i uznał, że z taką sumą może rozpocząć nowe życie w kraju mniej podatnym na zło niż Stany Zjednoczone. Wyemigrował do Australii, gdzie związał się ze wspólnotą równie jak on ortodoksyjnych katolików.

Przywiązani do tradycji, nie przyjęli reform Soboru Watykańskiego II, a sprzyjający im duchowni nadal potajemnie odprawiali msze łacińskie. Hutton prowadzał na nie swoje dzieci, w tym 12-letniego Mela. Atmosfera tych półlegalnych nabożeństw miała posmak owocu zakazanego, więc nie wywoływała u dorasta- jącego nastolatka odruchu buntu, lecz przyciągała. Zwłaszcza że po mszy prowadzono dyskusje o sytuacji Kościoła i zastanawiano się nad słusznością zachodzących w nim zmian oraz nad tym, czy papieże są godni swego urzędu.

Do świętości mi daleko

Mel zatrzymał się na tym etapie, jego ojciec posunął się dalej i uznał, że ostatnim prawowitym następcą świętego Piotra był zmarły w 1958 roku Pius XII. Szczególnie krytykował Jana Pawła II. Gdy papież nazwał wyznawców judaizmu „starszymi braćmi w wierze”, Gibson senior syknął szyderczo: „Abel też miał starszego brata”.

W końcu wyraził swoje poglądy w książce o wymownym tytule „Czy papież jest katolikiem?”. Odpowiedź była przecząca. Antypapieskie i antysemickie wystąpienia ojca sprawiły synowi sporo kłopotów. Dziennikarze nie dostrzegali różnic między nimi i przypisywali aktorowi słowa, których nigdy nie wypowiedział. Najostrzej atakowano go po nakręceniu „Pasji”. Wielu krytyków twierdziło, że film podsyca nienawiść do żydów, przedstawiając ich jako zabójców Chrystusa. Mel Gibson zaprzeczał oskarżeniom.

– Antysemityzm, jak każdy rasizm, jest grzechem – mówił w wywiadzie dla telewizji ABC. – Prawdziwy chrześcijanin nie może być antysemitą, a ja jestem prawdziwym chrześcijaninem.
Prowadząca wywiad nie dała za wygraną i zapytała podchwytliwie:
– W takim razie kto zabił Chrystusa?
– My wszyscy, ja także czuję się winny – odpowiedział.

Nie była to tylko wymyślona na poczekaniu riposta. W filmowej scenie przedstawiającej ukrzyżowanie Jezusa widać kilka dłoni wbijających gwoździe. Jedna z nich należy do Mela Gibsona.
Żaden reżyser w historii nie pokazał w tak niezwykły sposób swojej wiary i swojej winy. On miał ku temu powody. Bo chociaż okazuje publicznie religijność, do świętości mu bardzo daleko.

Rodzina jest dla Mela Gibsona najważniejsza. Na zdjęciach: z żoną Robyn podczas spaceruLubię się bić i za to mi płacą

Od najmłodszych lat miewał kłopoty z opanowaniem temperamentu. W szkole dał się poznać jako skory do bójki zabijaka, szybko zaczął palić i pić. Nauka mu nie szła, ale dzięki talentom aktorskim rozbrajał gniew nauczycieli i jakoś przechodził z klasy do klasy. Poturbowani koledzy również mu wybaczali, bo w chwilę po burdzie już ich rozśmieszał.

– Błaznów wszyscy lubią, ale nikt im nie płaci – ostrzegał ojciec. Posłuchał rady i zawodową karierę zaczął jako… pracownik fizyczny w wytwórni soków. Jednak starsza siostra doceniała zdolności Mela i wysłała jego dokumenty do szkoły aktorskiej w Sydney. Został przyjęty, utrzymywał się z drobnych ról telewizyjnych. Pewnego dnia po awanturze w barze poszedł na casting do filmu „Mad Max”.

Miał szczęście, reżyser George Miller poszukiwał kogoś takiego jak on, a nakręcony w dalekiej Australii film okazał się światowym przebojem.
Jako „Szalony Max” Mel stał się obiektem westchnień milionów wielbicielek. Twarde, katolickie zasady kazały mu jednak trwać wiernie przy jednej kobiecie.
– Dla mnie ślub jest decyzją na całe życie – powtarzał w wywiadach.

Żeby rodziła mi dzieci

Z Robyn Moore ożenił się, mając 24 lata, w czasach, gdy zarabiał grosze i marzył o sławie. Pasowali do siebie, on – podrzędny aktor, ona – skromna pielęgniarka. Nie minął rok, gdy sytuacja uległa zdecydowanej zmianie. Gibsona-Mad Maxa rozpoznawali wszyscy, Robyn pozostała anonimowa.
Nagła sława i bogactwo zniszczyły tysiące podobnych małżeństw. Ku powszechnemu zdziwieniu Mel zachował się inaczej. Po pierwszych sukcesach sprowadził żonę do Ameryki i zaczął zaskakiwać wyznaniami typu: „Niech Bóg ma w swojej opiece tego, kto nie wie, jak ważna jest rodzina”. Nie żartował.
– Tylko Bóg wie, ile powinniśmy mieć dzieci i musimy się z tym pogodzić – cytując ojca, odpowiadał słynnej dziennikarce Barbarze Walters, która chciała się dowiedzieć, dlaczego wspiera kampanię przeciwko aborcji. – Dlatego nikt nie ma prawa decydować, kto może przyjść na świat, a kto nie. Ta decyzja należy do Boga, nie do ludzi.

Zgodnie z wolą Stwórcy Gibson dochował się siedmiorga potomków. Wychowywał ich również „po bożemu”, ucząc oszczędności, odpowiedzialności i pracowitości. Przyznał, że stosuje system nagród i kar, ale na pytanie, czy są to również kary cielesne, nie odpowiedział. Pewne było tylko jedno: mimo upływu lat Mel nie wymieniał żony na „nowszy model”. To z kolei skłaniało dziennikarzy do snucia opowieści o wzorcowym ojcu rodziny. Aż tak sielankowo życie państwa Gibsonów jednak nie wyglądało.

Rodzina jest dla Mela Gibsona najważniejsza. Na zdjęciach: z dwojgiem dzieci na plażyWalczę z alkoholizmem

– Pieprzeni Żydzi… Odpowiadają za wszystkie wojny na świecie. Ty też jesteś Żydem? – te słowa w roku 2006 powtarzano w gazetach i telewizjach na całym świecie.
Mel Gibson wykrzyczał je do szeryfa, który zatrzymał go na autostradzie za jazdę po pijanemu. W mediach zaroiło się od komentarzy przekonujących, że twórca „Pasji” jednak jest antysemitą. Mniej mówiono o innych okrzykach, które raczej świadczyły o tym, że kompletnie zamroczony Gibson ubliżał wszystkim i wszystkiemu. Szeryfa obrzucił wulgaryzmami i zagroził, że go wykończy; towarzyszącą mu policjantkę wyzwał od „głupich krów”.

Już następnego dnia wydał pełne skruchy oświadczenie. Wyznawał, że „zhańbił siebie i rodzinę”, przepraszał i tłumaczył, że przyczyną jego zachowania był „alkoholizm, z którym walczy przez całe swoje dorosłe życie”. Nie skłamał ani jednym słowem. Przeszedł kilka kuracji odwykowych, uczestniczył w seansach terapeutycznych Anonimowych Alkoholików.

By pokazać siłę woli, nawet w okresach pijackiego ciągu sumiennie wywiązywał się z obowiązków, nigdy się nie spóźniał do pracy, nie zapominał roli.
– Potrafił wypić do śniadania pięć butelek piwa, a mimo to wykonać na planie filmowym wszystko, co trzeba – wspominał reżyser Richard Donner.
– Alkohol wtargnął w moje życie. Ale wierzę, że z tej drogi można zawrócić – mówił Gibson po podobnej awanturze, którą wywołał 14 lat wcześniej. Zawracał kilka razy. Właściwy kierunek zawsze wskazywała mu rodzina.
– Robyn jest dla mnie jak skała Gibraltaru, tyle że dużo cenniejsza – tłumaczył. I wyrozumiała. Rzeczywiście, gdyby nie ona, kariera Gibsona mogłaby się skończyć równie szybko, jak się zaczęła. W połowie lat 80. minionego wieku aktor popadł w głęboką depresję.
– Nie chciało mi się już dłużej żyć. Patrzyłem w okno i myślałem sobie: wystarczy skoczyć i będzie lżej – opowiada.
Gibson ujawnił, że cierpi na chorobę dwubiegunową, czyli naprzemienne ataki depresji i nadmiernej aktywności.
Szeryf z Malibu, któremu naubliżał, miał pecha, gdyż trafił na drugą fazę choroby.
Od skoku z okna powstrzymała go wiara i rodzina.
– Potrzebuję żony i dzieci bardziej niż one mnie – mówił w telewizji ABC. – Dopiero gdy wracam do domu, czuję, że mam pod nogami pewny grunt.

Mam bilet do nieba

Cierpliwość Robyn była już jednak kilka razy na granicy wyczerpania. W ubiegłym roku pojawiły się pogłoski, że wymęczona żona zamierza wystąpić o rozwód. Mel jak zwykle bił się w piersi, wyznawał miłość, obiecywał poprawę. Odwoływał się także do religii, która nie pozwala na takie rozwiązania. Sęk w tym, że nie należą do tego samego Kościoła – on jest katolikiem, ona anglikanką i w określonych sytuacjach może uzyskać zgodę duchownych na rozwód.

Co jeszcze ciekawsze, Gibson jako tradycjonalista uważa katolicyzm za jedyną prawdziwą religię, a wszystkie pozostałe za błędne lub niedoskonałe. Przeciwnicy, którzy widzą w nim niebezpiecznego fanatyka, pokpiwają więc, że po śmierci i tak się „rozwiedzie”, gdyż on trafi do nieba, a żona do piekła.

O to, jak rozwiązuje ten dylemat, zapytała go gwiazda amerykańskich talk-show Diane Sawyer. Odpowiedział niczym wytrawny teolog: „Wierzę, że nie ma zbawienia poza Kościołem. To nie podlega dyskusji. Ale moja żona jest świętą i dużo lepszym człowiekiem ode mnie. Modli się, wierzy w Boga, więc chociaż należy do Kościoła anglikańskiego, przez ofiarę Chrystusa zostanie zbawiona. Bo Jezus może uratować każdego i nie tylko katolicy znajdą się w niebie. Decyzja należy jednak do Niego”.

Tradycja w czasach zamętu

Idąc tą drogą, nie tylko składa głośne wyznania wiary i tworzy takie filmy, jak „Pasja”, lecz zgodnie z nakazami Ewangelii świadczy dobre uczynki. I co ważne, robi to dyskretnie. Czasem rąbka tajemnicy uchylają obdarowani. Szefowa fundacji Healing the Children, zajmującej się pomocą dla chorych dzieci, ujawniła, że otrzymała już ponad 17 milionów dolarów. Gdy Gibson kręcił w Meksyku film „Apocalypto” i zobaczył „siedziby” mieszkańców okolicznych wiosek, przekazał milion dolarów na wybudowanie im domów.

W przedsięwzięciach dobroczynnych uczestniczy również jego żona, a ślady działalności państwa Gibsonów można znaleźć w wielu zakątkach świata. Kiedy przekazali kilkaset tysięcy dolarów na kosztowną operację rozdzielenia bliźniąt syjamskich w Gwatemali i okazało się, że jednemu z dzieci grozi śmierć, odwołali podróż do Australii, by lekarze mogli błyskawicznie przewieźć małego pacjenta ich prywatnym samolotem do kliniki w Los Angeles. Sfinansowali, oczywiście, dalsze leczenie.

O takich działaniach mówi się jednak mniej niż o wyskokach Gibsona po alkoholu czy przeznaczeniu 14 milionów dolarów na budowę kościoła, w którym kapłan odprawia msze po łacinie.
– Tak, jestem rzymskim katolikiem z czasów przedsoborowych – oświadczył otwarcie. – I nie ma w tym nic sprzecznego z dogmatami wiary. Uważam, że w czasach zamętu, gdy tak wielu ludzi, również katolików, gubi się i nie wie, co robić, trzeba po prostu mocno trzymać się tradycji.

Moja żona jest świętą i dużo lepszym człowiekiem ode mnie – mówi Mel Gibson.


Kazimierz Pytko

Źródło: Wróżka nr 4/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020