Jasna strona zazdrości

Nie zawsze jest zła, choć gdy wymknie się spod kontroli, niszczy spokój duszy i związki z ludźmi. W wersji pozytywnej zazdrość może jednak motywować do pokonywania ograniczeń i osiągania celów.

Jasna strona zazdrości Iza, 35-letnia lektorka angielskiego wróciła właśnie z urodzin Aśki, z którą przyjaźni się od liceum. Obie studiowały anglistykę, mieszkały razem w akademiku i po studiach wróciły do rodzinnego miasteczka. Iza szybko znalazła pracę w szkole językowej. Dobrze zarabiała. Stać ją było na modne ciuchy, markowe kosmetyki i wakacje za granicą. W dwupokojowym mieszkaniu, które dostała po babci, stały drogie meble i pamiątki z podróży: chińskie wachlarze, meksykańskie figurki, marokańskie misy.

Aśka pracowała w podstawówce. Szybko wyszła za mąż, urodziła dzieci. Oszczędności zamiast na wakacyjne wyjazdy wydawała na budowę domu. Gdy Iza wpadała do niej z prezentami z kolejnej podróży, Aśka, przewijając młodszą córeczkę i ubierając starszą, powtarzała: „Jak ja ci zazdroszczę tego, że masz czas dla siebie. Ja nie mam kiedy pójść do fryzjera ani do kosmetyczki”. Wtedy Iza współczuła przyjaciółce i pocieszała, że dzieci urosną, budowa domu się skończy i wtedy Asia odetchnie.

Ale teraz, gdy zmywała makijaż po imprezie, za złością pytała samą siebie: „Dlaczego ona, choć wygląda starzej ode mnie, ma gorszą figurę i jest głupsza, ma kochającego męża, urocze córeczki i piękny dom z ogrodem?”. Nie mogła zasnąć, bo przed oczami miała Aśkę, z potarganymi włosami i w niemodnej sukience, przytuloną do męża w tańcu. A on patrzył na nią tak, jakby była najpiękniejszą kobietą na ziemi. „Na mnie nikt tak od dawna nie patrzył”, rozżaliła się Iza. „Jak ta tłusta baba, głupia jak but, usidliła takiego fajnego faceta jak jej mąż? To niesprawiedliwe!”.

reklama

Rano obudziła się bez humoru. Zadzwoniła do siostry i na pytanie: „Jak było na urodzinach?” odpowiedziała: „Lepiej bawiłabym się, gdybym została w domu i obejrzała jakiś film. Aśka fatalnie gotuje, więc chyba strułam się sałatką. Towarzystwo nudne, więc moją główną rozrywką było powstrzymywanie się od ziewania. No wiesz, jaki pan, taki kram. Aśka z roku na rok robi się grubsza i głupsza, więc nie chcę myśleć, co będzie na jej następnych urodzinach!”. Ale opowiadanie o tym, jaka Aśka jest beznadziejna, poprawiło Izie humor tylko na chwilę.

Piła herbatę w filiżance, którą przywiozła z Szanghaju i myślała o tym, że jej przyjaciółka przygotowuje teraz śniadanie dla dzieci i męża. A może to mąż robi jej kawę, a dzieciom tosty? – pomyślała. I niespodziewanie rozpłakała się. „Jak ja jej tego zazdroszczę, że ma fajnego męża”, przyznała przez łzy. Przestała płakać. Zaczęła myśleć o tym, skąd w niej tyle zazdrości wobec najlepszej przyjaciółki.

Dlaczego jestem taka okropna?

Każdy z nas czegoś zazdrości innym. Kochającego męża, zdolnych dzieci, dobrej figury, gustu, znajomości języków, kariery, mieszkania, samochodu – lista tego, czego zazdrościmy przyjaciołom, znajomym, krewnym, jest długa. Ale niezależnie od tego, co na niej jest, warto się jej przyjrzeć. Pierwszym krokiem jest przyznanie się przed samą sobą: „Tak, jestem zazdrosna”. To niełatwe, bo zazdrość uważamy za przejaw słabości, wstydzimy się jej.

Jeśli jednak pokonamy wstyd i poświęcimy trochę czasu na odkrycie, czego naprawdę zazdrościmy innym, mamy szansę zmienić swoje życie na lepsze. Zwykle jest tak, że zazdrość pojawia się w podobnych sytuacjach, gdy na przykład widzimy szczęśliwą parę, sąsiadkę w drogim samochodzie i nowym płaszczu, kuzynkę, która awansowała.

Zamiast się dręczyć: „Jestem okropna i małostkowa, że jej zazdroszczę”, pomyślmy: „Jeśli czegoś zazdroszczę, to znaczy, że to ma dla mnie wartość, też chciałabym tak żyć lub być taka jak ona”. A jeśli wiemy, co jest dla nas ważne w życiu, co chcemy osiągnąć, to możemy się zastanowić, jak krok po kroku do tego zmierzać. Iza zrozumiała, że zazdrości Aśce męża i dzieci, że ma dość romansów z wiecznymi chłopcami i facetami z problemami. Uzmysłowiła sobie, że tak naprawdę marzy nie o kolejnej podróży po Azji i torbie Prady, ale o tym, by kupować śpioszki dla dziecka, a w sklepie wybierać nie kolejny sweterek dla siebie, ale krawat dla męża.

Zaczęła się zastanawiać, dlaczego do tej pory ona – atrakcyjna, inteligentna kobieta nie spotkała mężczyzny, z którym związałaby się na zawsze.
– Spotykałam, a jakże, tylko mnie nie interesowali – pomyślała z przekąsem.
– Pora to zmienić! Może rzeczywiście moja siostra ma rację, że powinnam pójść na psychoterapię, by zmienić moje nastawienie do mężczyzn i związków?

Poszła na psychoterapię. Zaczęła spotykać się z kolegą z pracy, którego wcześniej nie dostrzegała. Okazało się, że Michał ma podobne poczucie humoru jak ona, lubi te same seriale i też chce mieć dzieci.
– Kiedyś nie zwróciłabym uwagi na Michała, bo uważałam, że facet musi być ode mnie wyższy o głowę, a on jest mojego wzrostu – śmieje się Iza. – Ale teraz uważam, że jest najprzystojniejszym mężczyzną na ziemi. Teraz, gdy na przykład zbyt długo rozmawia z koleżanką, bywam zazdrosna o niego. Ale odrobina zazdrości w związku nikomu nie zaszkodzi! W każdym razie wolę tę zazdrość od tej, którą czułam pod adresem Aśki. Teraz obie się śmiejemy, że ona musi zostać świadkiem na naszym ślubie, bo dzięki temu, że kiedyś zazdrościłam jej męża, niedługo będę miała swojego.

Nieżyczliwe oczy widzą tylko blask

– Mam taką straszną migrenę, że nie dam rady wstać z łóżka – Martyna, 40-letnia kosmetyczka tłumaczyła szefowej swoją nieobecność. Czuła się tak fatalnie, że było jej wszystko jedno, czy jej klientki przejmie koleżanka z salonu, czy przepisze je na inny termin. Połknęła kilka tabletek przeciwbólowych i zasnęła. Gdy przebudziła się po kilku godzinach snu, choć ból głowy przeszedł, czuła się zmęczona i nieszczęśliwa. Czyli tak jak zwykle.

Choć za swoje kiepskie samopoczucie Martyna obwiniała zdrowie: migreny, bezsenność, bóle żołądka, to prawdziwym powodem jej złych nastrojów była zazdrość. To ona trawiła ją od wewnątrz, odbierała radość życia i czyniła nieszczęśliwą. Koleżance z pracy zazdrościła tego, że klientki chętniej zapisują się do niej niż do Martyny. Zamiast cieszyć się tym, że sama ma wierne klientki, porównywała się z koleżanką, do której zapisywały się młode dziewczyny. Zazdrościła szefowej, że stać ją było na otwarcie własnego gabinetu. Nie cieszyło ją to, że dobrze zarabia, a szefowa często ją chwali. Nie, ona myślała tylko o tym, że inni mają lepiej od niej: więcej pieniędzy, lepsze układy w pracy, ciekawsze perspektywy zawodowe. Migreny dostała wtedy, gdy dowiedziała się, że fryzjerka z ich salonu otwiera własny.

Zazdrość niszczy zdrowie, odbiera siły i psuje kontakty z ludźmi. Sprawia, że Martyna nie potrafi popatrzeć na świat z życzliwością i uwagą. Wszędzie widzi wrogość, podstęp, intrygi. Nie potrafi cieszyć się ani własnym, ani cudzym powodzeniem. Dlaczego? Bo zazdrosne oczy widzą w tych, którym zazdroszczą, tylko blask. Nie widzą całości. Tego, że inni, którym zazdroszczą, mają swoje problemy, że za sukces często drogo płacą. Owszem, szefowa otworzyła własny gabinet, ale co miesiąc spłaca kredyt, sama utrzymuje nastoletniego syna i powtarza, że wieczorem nie ma siły nawet na obejrzenie filmu. Koleżanka z pracy ma wiele klientek, bo musi pracować za dwoje – jej mąż stracił pracę, a mają dwójkę małych dzieci. Jakby tego było mało, musi opiekować się teściową chorą na Alzheimera.

Natomiast u siebie przeciwnie, zazdrośnicy widzą tylko cienie. To, co złe, niedoskonałe, słabe. Gdyby ktoś wymyślił okulary, dzięki którym zazdrośnica dostrzegłaby wreszcie prawdę o sobie i o innych, uszczęśliwiłby miliony. Ale zamiast czekać, aż pojawi się taki genialny optyk, warto zacząć od popatrzenia w głąb własnej duszy. Bo tylko tam znajdziemy sposób na poradzenie sobie z zazdrością, którą Szekspir nazwał „zielonooką bestią, która żre swoje ofiary i drwi z nich zarazem”.

Z psychologicznego punktu widzenia zazdrość ma swoje źródło w poczuciu niskiej wartości. Wyobrażamy sobie, że posiadając coś, co mają inni – ci, którym zazdrościmy, bylibyśmy lepsi, bardziej wartościowi. Ludzie ceniliby nas i podziwiali, a my same czułybyśmy się spełnione i szczęśliwe. Ale czy na pewno o to chodzi?

Tobie też można pozazdrościć!


Poczucie własnej wartości nie ma nic wspólnego z urodą, młodością, pieniędzmi i zaszczytami. Milionerka może codziennie wstawać rano z lękiem, że gdyby straciła majątek, byłaby nikim. I może zazdrościć tym, którzy mają więcej od niej. Piękna aktorka, przeglądając się w lustrze, zamiast urody może dostrzegać oznaki mijającego czasu. I z zazdrością patrzeć na młodsze kobiety. Jak pisze Nathaniel Branden w książce „Sześć filarów poczucia własnej wartości”, prawdziwe poczucie własnej wartości, które chroni przed niszczącą zazdrością, da nam tylko świadomość, że mamy prawo być tacy, jacy jesteśmy. Świadomość, że do przeżycia mam jedno życie – swoje własne.

– To bzdury – wzruszyła ramionami Martyna, gdy poleciłam jej tę książkę. Szkoda, że zamiast ją czytać, siedziała przy oknie i patrzyła z niechęcią na sąsiadów, którzy kupili sobie nowy samochód. Gdyby wreszcie, zamiast myśleć o tym, jak innym świetnie się powodzi, pomyślała o tym, że jej mocne strony to dokładność i uczciwość, głowa bolałaby ją mniej. I mniej bolałoby ją, że inni mają więcej od niej.

Bo jednym z pierwszych kroków do powstrzymania zniszczeń, jakie czyni w naszym życiu zazdrość, jest dostrzeżenie własnych mocnych stron. Docenienie ich daje nam szansę na sukces, którego zazdrościmy innym. Potwierdzają to dane Instytutu Gallupa, który w ramach projektu „StrenghtsFinder” przebadał ponad dwa miliony osób z całego świata! Okazało się, że większe sukcesy w życiu osobistym i zawodowym osiągają ci, którzy koncentrują się na swoich mocnych stronach.

Jeśli tyle samo wysiłku wkładamy w pracę nad swoimi słabościami, nasze osiągnięcia są znacznie mniej imponujące. Ale jak swoje mocne strony ma poznać ktoś, kto cale życie bardziej zwracał uwagę na to, czego mu brakuje, niż co posiada? Wybierz kilka osób, którym ufasz: przyjaciółkę, koleżankę z pracy, siostrę. Poproś każdą z nich, by powiedziała, jakie są Twoje trzy najważniejsze zalety i w jakiej sytuacji je pokazałaś.

Może się okazać, że usłyszysz: „Jesteś obowiązkowa, bo zawsze dotrzymujesz terminów. Choćbyś musiała ślęczeć nad projektem nocami, to oddajesz pracę wtedy, gdy się umówiłaś”, „Umiesz pocieszać. Kiedy jestem przybita, po rozmowie z tobą widzę świat w bardziej pogodny sposób”. To ważne, by usłyszeć konkretny argument – dowiedzieć się, dlaczego ktoś uważa, że masz takie zalety. Przypominając sobie konkretną sytuację, w której okazałaś się na przykład cierpliwa, szybciej docenisz swoją mocną stronę.

Łatwiej Ci będzie zaakceptować siebie taką, jaka jesteś. Przestać się porównywać z tymi, którzy są lepsi. Poczuć własną wartość. Dzięki temu łatwiej ci będzie zmierzyć się z zazdrością. Przyznać, że to uczucie w tobie tkwi. A jak twierdzi Valerio Abisetti, włoski psychoanalityk, dopiero wtedy, gdy przyznamy się do zazdrości, zaczniemy ją pokonywać. Bo kiedy człowiek przyznaje się do swojej słabości, nie upokarza się, ale wreszcie odradza do życia. Radosnego i szczęśliwego.


Renata Bożek

Źródło: Wróżka nr 5/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020