Moc jest po stronie kobiety

Każdy kryzys może być początkiem dobrej wiadomości, jeżeli wiemy, co z nim zrobić wierzy aktorka Dorota Landowska. Podobnie jak w siłę wewnętrznej równowagi i w to, że życie można... zaprogramować.

Moc jest po stronie kobiety Zawsze jesteś uśmiechnięta.

Kiedyś, wiele lat temu, na jednej z prób przed spektaklem kolega grający razem ze mną zapytał, co robię, żeby wytrzymać stres. Zwierzyłam się, że od lat ćwiczę jogę. Zaczął się śmiać. Znasz to spojrzenie ludzi, kiedy czasami zapędzisz się i powiesz prawdę (śmiech). A przecież oni chcieli usłyszeć coś zupełnie innego, nie w tym kierunku miałaś pójść! Miałaś powiedzieć: wiesz, idę w tango, daję w gardło i przeżywam katharsis. Jest super, tylko pamiętaj, trzeba uważać, żeby z tym alkoholem nie przesadzić...”.

A tu kosmitka. Ćwiczy jogę.

I niewiele się od czasu tamtego pytania zmieniło. Poszłam może tylko o krok dalej w samoświadomości, bo określiłam, co jest w życiu najważniejsze. Zdecydowanie wewnętrzna równowaga! I nie ma tu miejsca na śmiechy. A jeżeli ktoś z tego szydzi, to uważam, że kopie sobie grób. Żyjemy w czasach, w których ucieka się, już nawet nie mówię o religii czy wyznawaniu wiary, ale w ogóle od sacrum. Bo to jest albo zbyt intymne, żeby o tym mówić, albo takie niepopularne i mało ambitne zajęcie. Podobnie jak macierzyństwo. Kobieta raczej rzuca mopem i wychodzi z domu, a nie bierze się za pieluchy i spacery, od tego są niańki. Tak samo uciekamy od bólu, każdego, również tego fizycznego.

Uciekamy od tego, co jest w nas prawdziwe czy wręcz pierwotne?

Tak, a to przeszkadza w zrobieniu w życiu czegoś sensownego. W zbudowaniu więzi z drugim człowiekiem, oczywiście przy założeniu, że chcemy szukać zdrowych relacji. Najpierw trzeba bezwzględnie uporać się ze sobą po to, aby móc uporać się z kimś innym. Muszę wiedzieć, czego chcę, a nie pytać o to innych. Mężczyzny, mamy czy własnego dziecka.
Wewnętrzna równowaga pozwala na to, aby móc jasno stawiać sobie cele. Teraz pragnę spełniać się jako aktorka, a kiedy przychodzi moment, że wiem, iż chcę być matką, to mam siłę, aby wszystkie propozycje, które do mnie przychodzą, odrzucać bez żalu. Bo wiem, czego chcę. A żyjemy dzisiaj w takim chaosie, że nie słyszymy niczego. Prośby przyjaciela o pomoc też nie.
Mamy telefony komórkowe, a nie możemy się skontaktować, zauważyłaś to? Mnie to przeszkadza. Prowadzę swoją osobistą wojnę... z bliskimi i dalszymi ludźmi. I mogę ciągle powtarzać, że życie ma sens i kolory i szkoda sobie tego odejmować na przykład pracą ponad miarę. Wiem, bo sama tak żyłam...

reklama

A teraz myślisz, że naprawisz świat? Naprawdę?

Śmiejesz się ze mnie? Tak. I nawet powiem więcej, wykorzystuję do tego fakt, że jestem „panią z telewizora”. Wiem, że ludzie czasami traktują nas jak punkt odniesienia: skoro ona może, to ja też. Ale dbam o to, żeby to, o czym mówię, było prawdą. Od początku do końca mną. Bo bycie uczciwym wobec siebie samego jest jednocześnie byciem uczciwym wobec innych ludzi. A to już dużo.

Mówisz o wewnętrznej równowadze niezbędnej do życia, ale to jest perspektywa dojrzałej kobiety. Po drodze nieraz się potknęłaś.

Było kilka zwrotów akcji, to prawda. Pewnie każdy z nas doświadcza momentów kryzysowych. Dla mnie to był prawdziwy przełom, bo w jednym momencie straciłam wszystko, co miałam. Coś, co budowałam długie lata. Wydaje ci się, że masz pewny związek, rodzinę i nagle jednego dnia okazuje się, że to wszystko była nieprawda.

I co wtedy?

Jak się już wypłaczesz, wyjdziesz z depresji, zaczynasz zadawać różne pytania. Trzeźwiejesz i mówisz sobie: dobrze, coś odeszło, coś się skończyło, coś straciłam i... co mogę teraz wziąć z tej sytuacji? Kilka dni temu słuchałam przemówienia Dalajlamy. Ktoś go zapytał: „Co Wasza Świątobliwość robi, że jest zawsze taki pogodny? Przecież do Waszej Świątobliwości dociera ciągle mnóstwo złych wiadomości”. Na to Dalajlama się uśmiechnął i odpowiedział: „Najpierw zawsze się taką złą wiadomością martwię, a za chwilę zaczynam się zastanawiać, co dobrego mogę z niej uzyskać”.

Wierzę, że w tym jest głęboko ukryty sens. Każdy kryzys jest początkiem dobrej wiadomości. Ale to też jest związane z naszą równowagą. Z tym, czy ją mamy. Bo w każdym z nas są pokłady pozytywnej energii, tylko czekają na sygnał od głowy, żeby dać im szansę. Żeby dać szansę samemu sobie. Nie otumaniać się byle czym. I naprawdę nie mówię tego z perspektywy człowieka, który ma na swoim koncie same sukcesy. Przeciwnie – prowadzę walkę z demonami każdego dnia, przegrałam wiele bitew, ale wyciskam z tego, ile mogę. Myślę, że najważniejszym przystankiem w życiu był dla mnie buddyzm. Praktykowany ponad 10 lat.

Spróbowałaś, żeby się ratować?

Tak. Kiedy posypało się wszystko. Zdrowie fizyczne i psychiczne. Kiedy zostałam bez pieniędzy i mieszkania, w trakcie zmieniania pracy. Zostałam tak, jak stałam. Bez żadnych perspektyw. Bez światełka w tunelu. I wtedy pierwszy raz usłyszałam we własnej głowie: „Nigdy nie poddasz się bez walki”. Zaczęłam od jogi.

Moc jest po stronie kobietyNie pomyślałaś o psychoterapii?

Nie, bo zupełnie w nią nie wierzę. I to jest pewnie niemodne, może niemądre, ale mówię tylko o swoim przypadku. Nie wyobrażam sobie, jak można powierzyć najintymniejsze tajemnice komuś zupełnie obcemu i w jakimś sensie oddać się w jego ręce. Wcielić czyjś plan w swoje życie. Nie zrozum mnie źle, nie neguję takiej formy, mówię tylko, że ja nie potrafiłabym jej zaakceptować.
Wierzę w to, że każdy z nas ma w sobie siłę, która pozwoli na uporanie się ze swoim wewnętrznym bałaganem. Być może jest tylko tak, że nie każdy sam potrafi ją w sobie wyzwolić. Ale uważam, że taka autoterapia ma ogromną moc. Największą, bo uczymy się o sobie prawie wszystkiego. Wiem, bo tego doświadczyłam.
Mogę powiedzieć otwarcie, że przeszłam przez piekło swoich pragnień, pytań bez odpowiedzi, niespełnienia, samotności. Co najzabawniejsze, to wszystko działo się w trakcie moich pierwszych sukcesów zawodowych, kiedy ludzie zazdrościli mi, że... mam wszystko (śmiech). A miałam w życiu taki dół...

I uwierzyłaś w swoją siłę?

Zdecydowanie. Wierzę też w coś takiego, jak moc przemiany, którą ma w sobie kobieta. W to, że w zasadzie jest w stanie wymyślić sobie swoje życie.
To jest osiągalne.

Tylko kobieta ma tę moc?

Ma ją w sobie każdy człowiek, ale kobieta w szczególności. Nie ma co się oszukiwać, to kobieta buduje. Męska energia jest zupełnie inna, nie jest tak twórcza, w każdym razie w innym sensie. Myślę, że moc jest siłą rzeczy, siłą natury po naszej stronie.

I to my wszystkim kierujemy?

Mówmy o tym po cichu (śmiech). Ale czy tak nie jest? W nas jest ta pierwotna siła, która daje życie. To tajemnica, której mężczyźni są jednak pozbawieni.

Źródło: Wróżka nr 2/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020