Uśpione rezerwy

Nieliczne odnotowane w medycynie historie ludzi, którzy mimo iż doznali znaczącego uszkodzenia mózgu, funkcjonują zupełnie normalnie, do niedawna określane były mianem cudu. Dziś wiadomo, że owe cuda mają źródło w nas samych.

Uśpione rezerwy Terry Wallis nie pamięta szczegółów wypadku samochodowego. Jego samochód stoczył się z szosy na dno głębokiego wąwozu, a on sam, choć przeżył, doznał rozległych obrażeń mózgu. Stracił nie tylko pamięć o wypadku, ale też umiejętność mówienia. Wspomnień o tamtym tragicznym dniu nie odzyskał, ale po 22 latach milczenia, ku zaskoczeniu lekarzy, znowu zaczął mówić…

Przypadek Terry’ego Wallisa był o tyle ciekawy, że ten 42-letni mężczyzna nie został poddany żadnej terapii farmakologicznej ani psychologicznej. Lekarze, którzy opiekowali się nim zaraz po wypadku, ocenili, że uszkodzenia ośrodka mowy w mózgu pacjenta są nieodwracalne, zrezygnowali więc z leczenia. „Cudowne” odzyskanie mowy przez milczącego przez 22 lata Wallisa zaintrygowało profesora Nicholasa Schiffa z Uniwersytetu Cornella w Nowym Jorku. Od lat prowadził on badania nad możliwościami samoregeneracji mózgu u ssaków. Nie było jednak pewności, że jest to również możliwe w wypadku ludzkiego mózgu.

W swoich poszukiwaniach natrafił wprawdzie na opis przypadku pewnego marynarza, któremu belka mostu zmiażdżyła część mózgu, a mimo to szybko powrócił on do normalnego życia – nie był jednak pewien, czy może zaufać opisowi zamieszczonemu w piśmie medycznym z 1888 roku. Nie bardzo ufał też boliwijskiemu lekarzowi Nicholasowi Ortizowi. Twierdził on, że miał kilku pacjentów, którzy do końca swoich dni zachowali pełną sprawność intelektualną, mimo że – jak wykazała pośmiertna obdukcja – ich mózgi były dosłownie przeżarte przez liczne ropnie i guzy. Wątpliwości wzbudzał bowiem fakt, że do lekarskiego opisu nie były dołączone żadne wyniki badań.

reklama

Tym razem Nicholas Schiff dysponował pełną dokumentacją medyczną. Poza tym jego pacjent żył. Po wielomiesięcznych rozmowach z Terrym uzyskał zgodę na dokładne przebadanie „cudownie ożywionego” mózgu.
Wyniki wykazały, jak stwierdził wykonujący zdjęcia fizyk Henning Voss, że „w mózgu pacjenta utworzyły się w ciągu tych 22 lat nowe połączenia nerwowe, które zostały przerzucone ponad fragmentami uszkodzonego w czasie wypadku mózgu”.

Połączenia te przejęły funkcje uszkodzonych fragmentów. Nie wiadomo jednak, jak do tego doszło. Takich zagadek jest zresztą o wiele więcej. Nastoletni chłopiec przez 14 lat żył z mózgiem odczepionym od wewnętrznej części czaszki. Z medycznego punktu widzenia jest to efekt porównywalny ze… ścięciem głowy. A jednak jego mózg „znalazł” sposób, aby funkcjonować bez żadnych upośledzeń.

Dalsze badania nad samouleczaniem się mózgu doprowadziły do odkrycia, które spędza sen z powiek neurologom na całym świecie. Oto w ludzkim mózgu znaleziono komórki pozostające w stanie specyficznego uśpienia. Sprawiają wrażenie, jakby stanowiły „rezerwę”, po którą nasz mózg może sięgnąć w razie potrzeby. Mimo usilnych starań neurologom nie udało się jednak ustalić, co i w jakich warunkach pobudza je do działania. Pewne jest tylko to, że w niektórych przypadkach ruszają one do pracy, starając się naprawić uszkodzenia mózgu, a w innych pozostają na nie obojętne. Właściwość tę odkryto, znacząc komórki za pomocą substancji radioaktywnych i obserwując ich zachowanie. Okazało się, że część z nich budzi się nagle do życia, tworząc w mózgu nowe połączenia.

Sęk w tym, że robią to… kiedy przyjdzie im ochota. Gdyby udało się odkryć sposób, w jaki te „śpiące królewny” można uaktywnić na nasze życzenie, uzyskalibyśmy – zapewnia Jeffrey Macklis z Harvard Medical School – lek na nieśmiertelność. Ale do tego długa droga.
Tymczasem proces „neurogenezy”, bo tak nazwano samouzdrawianie się mózgu, pozostaje poza naszymi medycznymi wpływami. Coraz więcej wiemy za to o tym, jakie czynniki decydują o tym, że komórki te (zwane komórkami prekursorowymi) pozostają w uśpieniu.
Badania neurologa Roberta Friedlanda ujawniają, iż główną przyczyną jest brak codziennej aktywności, unikanie nowych wyzwań oraz… oglądanie telewizji. Otóż Friedland przeprowadził bardzo ciekawy eksperyment.

W mózgach 625 ochotników oznaczono część komórek prekursorowych, by móc za pomocą tomografii śledzić ich reakcje. Jedna część ochotników większość wolnego czasu spędzała przed ekranem telewizora, a druga telewizji nie oglądała (choć poza tym nie wykazywali się specjalną aktywnością). Po roku okazało się, że u „telewidzów” obudziło się prawie o połowę mniej komórek niż u tych, którzy telewizji nie oglądali. Wprawdzie wyniki badań nie są do końca zweryfikowane, ale wiemy, że nasz mózg za telewizją raczej nie przepada.

Jednak największym wrogiem samoodbudowywania się mózgu okazał się stres. Na jednym z uniwersytetów przeprowadzono eksperyment z jaszczurkami. Młode płazy systematycznie oddzielano od matek na okres 15 minut. Każde takie oddzielenie wywoływało potężny stres. Okazało się, że po kilku takich separacjach tworzenie się nowych komórek w mózgach młodych zostało znacznie spowolnione, a efekt ten utrzymywał się już do końca ich życia.

Wyników tego doświadczenia nie przenosi się wprawdzie na zachowania ludzkiego mózgu, ale istnieje podejrzenie, że to właśnie stres towarzyszący ofiarom wypadków lub udarów mózgu powoduje uśpienie komórek prekursorowych. Badacze pracujący nad samouleczaniem się mózgu stawiają dopiero pierwsze kroki i na wyjaśnienie wszystkich mechanizmów tego procesu trzeba będzie zapewne jeszcze wielu lat. Najważniejszy krok został już jednak zrobiony. Wiadomo z całą pewnością, że mózg może w jakimś stopniu odtwarzać sam siebie. Jednak na razie o tym, czy to zrobi, decyduje on sam.


Jerzy Gracz

Źródło: Wróżka nr 9/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube