Wytańczyć siebie

Kiedyś hipis, dzisiaj „szaman” i biznesmen. Czy da się to pogodzić? Rainer Kitza jest właścicielem dobrze prosperującej firmy komputerowej. A po godzinach? Za pomocą tańca transowego pomaga ludziom... odzyskać duszę.

Wytańczyć siebie Mógł wieść wygodne, dostatnie życie... Skończył z wyróżnieniem dwa kierunki studiów: nauki ścisłe i psychologię. Pochodził z zamożnej, niemieckiej rodziny, w której „sukces” przekładał się na posiadanie drogiego samochodu i dużego domu. Rainer jako małe dziecko spełniał oczekiwania najbliższych: był najlepszym uczniem w szkole, płynnie mówił po angielsku i francusku.

– Być może pozostałbym „grzecznym chłopcem”, gdyby nie czasy, w których przyszło mi dorastać – uśmiecha się.

– Gdy studiowałem, w zachodnich Niemczech rozkwitał ruch hipisowski. Młodzież buntowała się przeciwko wojnie, rasizmowi, nienawiści... Myślała, że będzie pokoleniem, które zmieni świat na lepsze. Te idee zafascynowały również mnie. Wiele godzin spędziłem na happeningach: rozdawałem obcym ludziom kwiaty, ulotki namawiające do zrezygnowania z przemocy, nuciłem piosenki o przesłaniu pacyfistycznym. Nie chciałem żyć jak moi rodzice, którzy uważali, że o bolesnych sprawach się nie mówi. Smutek zabijali wielogodzinnym oglądaniem telewizji, objadaniem się, zakupami. Postanowiłem żyć inaczej. W zgodzie z tym, co czuję. Dzisiaj mogę powiedzieć, że w dużym stopniu mi się to udało.

Rainer podczas studiów w przeciwieństwie do wielu kolegów-hipisów uważał, że nie wolno zaniedbywać nauki. Nie kusiły go też żadne używki pomagające „zmieniać świadomość”. Po ukończeniu uniwersytetu postanowił otworzyć firmę zajmującą się programowaniem i popularyzowaniem komputerów.

– Gdy powiedziałem znajomym, co chcę robić w życiu, wielu z nich postukało się w głowę. W tamtych czasach mało kto wierzył, że komputery mają przyszłość... Najbardziej ceniło się pracę w dużej firmie, która gwarantowała wysokie zarobki i ubezpieczenie socjalne. Mnie jednak kusiło ryzyko i działalność na własny rachunek, nie chciałem wbić się w garnitur, gromadzić pieniędzy i zapomnieć o młodzieńczych ideałach.

reklama

Rainer Kitza w ciągu roku stał się szefem znakomicie prosperującej firmy. Ludzi nie dziwił jednak nie tyle sukces, który odniósł, lecz to, że po pracy wraca do... aszramu.

– Nie miałem mieszkania, bo nie czułem takiej potrzeby. Zafascynowały mnie nauki hinduskiego mędrca Osho, przekonanie, że sami możemy odnaleźć Boga, że religie nas do niego nie zaprowadzą. Zacząłem medytować, kilka razy byłem w Indiach. Kiedy powstał ośrodek pod patronatem Osho, każdą wolną chwilę spędzałem, pomagając: malowałem ściany, sprzątałem, pracowałem w ogrodzie. Najważniejsza jednak była możliwość poznania nauczycieli medytacji i sprawdzenia, że techniki, którymi się posługują, rzeczywiście pomagają ludziom.

Jak reagowali klienci, gdy dowiadywali się, że szef firmy mieszka w aszramie? Rainer wspomina, że spotkał się z życzliwością. Ludzie czuli, że mogą mu ufać. On nigdy nie ukrywał swoich poglądów, dzielił się wiarą w prawo karmy: jeżeli kogoś skrzywdzimy, doświadczymy czegoś przykrego, bo zło zawsze do nas wróci; podobnie jest, gdy czynimy dobro. Po pięciu latach Rainer wyprowadził się z aszramu. Zakochał się z wzajemnością w Monice. Postanowili wziąć ślub, kupić mieszkanie i rozpocząć życie na własny rachunek. Rainer nie zapominał jednak o sprawach duchowych, cały czas poszukiwał... Poznał profesora Franka Natale, etnografa, badacza zwyczajów plemiennych różnych kultur świata, szamanizmu. Stał się jego uczniem i asystentem. Dziś – na podstawie metody Franka i wlasnych doświadczeń – prowadzi warsztaty „odzyskiwania duszy” i tańca transowego.

– W kulturach plemion niesłusznie nazywanych prymitywnymi: Indian, Aborygenów, szczepów afrykańskich uważa się, że wielkie zmartwienie, długotrwały smutek czy seria nieszczęść powodują, że człowiek traci fragment duszy. Szaman lub nauczyciel może pomóc ją odzyskać, ale tylko na wyraźną prośbę cierpiącego... Jak to się robi? Używa się specjalnych modlitw i zaklęć. Ważne jest, aby człowiek rzeczywiście chciał odzyskać utraconą duszę. Czasami pacjenci podświadomie akceptują swoje kłopoty, choroby czy niepowodzenia, przede wszystkim dlatego, że bliscy poświęcają im wtedy więcej uwagi. Takiej osobie trudno jest pomóc. Na prowadzonych przez siebie zajęciach Rainer zwraca uwagę, że wierzenia szamańskie w wielu przypadkach pokrywają się z odkryciami nauki. Każdy psycholog przyzna, że chory pogrążony w depresji nie jest w stu procentach sobą, nie doświadcza pełni emocji: radości, szczęścia...

Szamani pomagali jednak człowiekowi w inny sposób niż psychoterapeuci. Uważali, że każdy z nas może uzyskać wsparcie od sił niematerialnych: aniołów, opiekunów, strażników. Siły wyższe oraz własna wola człowieka, działając w duecie, pozwolą odnaleźć właściwą ścieżkę spośród plątaniny dróg. Dlatego też Rainer uczy ludzi tańca transowego, który prowadzi do uzyskania wizji.

– To nie jest trudne... Wystarczą właściwa muzyka i odpowiednie kroki. Każdy z tancerzy ma szansę skontaktować się z duchami opiekuńczymi, otrzymać wskazówki, doświadczyć stanów mistycznych. Kursanci opowiadają, że podczas tańca mają przebłyski jasnowidzenia dotyczące przyszłości. Pojawiają się informacje, jak w danym momencie życia powinno się postąpić i nie są to abstrakcyjne rady. Raczej konkrety. Po tańcu „wie się”, czy zmienić pracę, wyjechać do innego kraju. Tańczymy po kilka godzin, często poruszamy się w kręgu. Indianie wierzą, że okrąg jest symbolem czasu, wszystko się powtarza: pory roku, dni i noce, szczęście przeplata się z nieszczęściem, rodzimy się, dorastamy, jesteśmy w pełni sił, starzejemy się i umieramy. Uczestnicy przyznają, że ruch wyzwala w nich moc, powoduje przypływ wiary w siebie, poczucie wspólnoty z innymi.

Podczas tańca w kręgu dłonie ludzi muszą być połączone, gdy ktoś wyłamuje się, jego sąsiedzi natychmiast łapią się za ręce. Ruch stóp jest cały czas taki sam, odsuwa się lewą stopę i dosuwa do niej prawą. Gdy ktoś osuwa się na ziemię i siada nieruchomo, wiadomo, że przeżywa wizje. Rainer naucza, że najważniejszy moment w życiu każdego człowieka to chwila, gdy decyduje się pracować nad sobą, aby stać się lepszym. Jest przekonany, że wszystkie religie świata mówią w gruncie rzeczy o tym samym. Używają różnych słów, koncepcji i idei, ale istnieje coś, co je łączy – dążenie do absolutu i połączenia się z Bogiem, czyli z Doskonałą Formą.

– Ja także mam swoją własną wizję. Marzę, że pewnego dnia stworzę ośrodek, do którego będą mogli przyjeżdżać ludzie, aby się wyciszyć. Chciałbym, żeby było w nim miejsce na alternatywne metody leczenia, medytację, psychologię, duchowość. W miarę upływu czasu coraz ważniejszy staje się dla mnie drugi człowiek, jego problemy, rozterki, wahania. Ważne jest dla mnie pomaganie innym, choć ciągle wydaje mi się, że więcej od ludzi dostaję, niż sam im daję.


Tekst: Anna Forecka

Zdjęcie: Fotokadr



Miesięcznik WRÓŻKA oraz Instytut Wiedzy Waleologicznej zapraszają na wykłady i seminaria Rainera Kitzy

Warszawa

• 23.IV.2009 „Kalendarz Majów – zrozumienie cykli stwarzania świata i rozwój świadomości”
• 24.-26.IV.2009 „Podróż w głąb duszy – przebudzenie swojej mocy”

Czytelnicy „Wróżki” po okazaniu numeru 2/09 mają 5% zniżki.

Źródło: Wróżka nr 2/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020