Zwyczajny facet z Walii

Tak myśli o sobie Anthony Hopkins. Może nie wtedy, kiedy tłumy wielbicieli błagają go o autograf, ale na pewno wtedy, kiedy przychodzi na spotkania swojej grupy Anonimowych Alkoholików. Aktor walkę wygrał – nie pije od ponad 30 lat. Teraz pomaga innym.

Zwyczajny facet z Walii Ostatniego drinka Anthony Hopkins wypił 29 grudnia 1975 roku w podrzędnej knajpie w Westwood, na przedmieściach Hollywood. Pił – i to dużo – od wczesnej młodości. Zdarzało się, że na plan filmowy przychodził tak pijany, iż nie był w stanie nakręcić ani jednego ujęcia. Budził się na parkingu, na stacji benzynowej czy w tanim hotelu i nie miał pojęcia, jak się tam znalazł. Znajomi Anthony’ego doskonale wiedzieli, że pod wpływem alkoholu staje się on nieobliczalny, agresywny i złośliwy. Starali się schodzić mu wtedy z drogi.

– Po kilku piwach wsiadałem do samochodu i pędziłem przed siebie jak wariat – wspomina aktor. – Cud, że nikogo nie skrzywdziłem… Nie przyznawałem się do alkoholizmu. Oszukiwałem sam siebie, że w każdej chwili mogę przestać pić. Wyznaczałem kolejne daty: stanę się abstynentem po nakręceniu filmu, po przeczytaniu nowego scenariusza, po występach w teatrze… I zawsze miałem wytłumaczenie, dlaczego tego terminu nie mogę dotrzymać. W prasie rzadko pojawiały się informacje o tym, że nadużywałem alkoholu. To była swoista zmowa milczenia: przyjaciele i rodzina starali się mnie „chronić”, producenci kolejnych filmów uważali, że lepiej przemęczyć się ze mną przez kilka miesięcy na planie, niż wyrzucić na zbity pysk, liczył się sukces i widzowie, którzy lubili mnie oglądać…

Aktor jest przekonany, że gdyby pił o kilka miesięcy dłużej, to jego organizm by tego po prostu nie wytrzymał. Zdarzało się, że przez kilka dni nic nie jadł, po czym nadrabiał zaległości, pochłaniając, co popadnie, cierpiał na zbyt wysokie ciśnienie i bezsenność. W okresie Bożego Narodzenia 1975 roku prawie nie trzeźwiał. Wędrował od baru do baru, schudł kilkanaście kilogramów…

– Leżałem oparty o stolik, barmana widziałem jakby za mgłą – wspomina Anthony Hopkins. – I wtedy przypomniałem sobie rozmowę, którą odbyłem z Edem Bondi, agentem jednej z moich koleżanek. Odwoził mnie po świątecznym przyjęciu do domu, nie byłem w stanie sam prowadzić.
– Anthony, jesteś znakomitym aktorem, ale niedługo nie będziesz już w stanie grać – mówił Ed. – Stracisz wszystko. Zadzwoń do terapeutów z ruchu Anonimowych Alkoholików, tylko oni mogą ci pomóc.

reklama

Ed napisał na kartce numer telefonu. Anthony zmiął papier w dłoni i włożył do kieszeni marynarki. Nie wypadało go wyrzucić na oczach kolegi. Kilka dni później w barze wyciągnął kartkę… Podszedł do telefonu i zadzwonił. Usłyszał miły kobiecy głos. Terapeutka poprosiła, żeby przyszedł na spotkanie. Zakończyła rozmowę, mówiąc: „Miej ufność w Panu”.
Anthony szedł ulicą i myślał o jej słowach.

– Nagle usłyszałem głos wewnątrz siebie – opowiada. – Powiedział: „Dość tego. Teraz żyj”. Wiedziałem, że to znak od Boga, to było moje wielkie objawienie, wiadomość przekazana od Pana. Przekonany jestem, że Bóg przemawia do każdego z nas, ale nie zawsze potrafimy Go usłyszeć. Ja miałem to szczęście… Spłynęła na mnie ogromna wiara, że moje życie się zmieni, że otrzymam wsparcie i pomoc. Nie myliłem się, zresztą czy Bóg może kogokolwiek zawieść?

Anthony Hopkins do dzisiaj kilka razy w tygodniu uczestniczy w spotkaniach ruchu AA. Nie pije od 34 lat, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że wystarczy jeden kieliszek… Po latach abstynencji ciągle bywają momenty, gdy ma ochotę na ulubioną tequilę.
Zamyka wtedy oczy i modli się, prosi Boga o siłę.

– Na spotkaniach ruchu AA czułem się po prostu sobą – zwyczajnym facetem z Walii, urodzonym w portowym miasteczku Port Talbot, dorastającym wśród ciężko pracujących, uczciwych ludzi. Gdy stałem się sławny, w prasie kreowano mnie na jakiegoś nadczłowieka. Prawda jest taka, że w szkole ledwo sobie radziłem, z trudem przechodziłem z klasy do klasy, nudziła mnie większość wykładanych przedmiotów, nie znosiłem matematyki, angielskiego, nie angażowałem się w zajęcia sportowe. Godzinami grałem na fortepianie, miłość do muzyki zresztą pozostała mi do dzisiaj. Namiętnie chodziłem do kina, wyobrażałem sobie, że jestem na miejscu poszczególnych aktorów, kombinowałem, jak można zagrać różne sceny. Gdyby nie „bakcyl” aktorski, prawdopodobnie prowadziłbym piekarnię razem z ojcem. Gdybym został piekarzem i wiódł spokojne życie, to czy miałbym problemy z alkoholem? Czasem się nad tym zastanawiam…

Aktor z trudem radził sobie ze swoją popularnością. Nie wychodził z domu niedbale ubrany – powtarzał, że jego wielbiciele nie mogą go widzieć w wymiętych spodniach i powyciąganym podkoszulku. Godzinami podpisywał autografy, ponieważ nie potrafił przyznać, że jest zmęczony. Na początku lat 80. przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, poza grą w filmach występował w teatrze na Broadwayu. Znany był z tego, że po spektaklach rozmawiał z widzami – wydawało mu się, że to jego obowiązek i forma okazania szacunku drugiemu człowiekowi.

– Moje dwie żony miały ze mną trudne życie – wspomina. – W domu byłem nieustannie zmęczony, zdołowany i nieszczęśliwy. Dopiero za trzecim razem, gdy sześć lat temu wziąłem ślub ze Stellą Arroyave, jestem spokojny i szczęśliwy. Dlaczego? Nie piję, bardziej wierzę w siebie, pozbyłem się kompleksów… Czy to nie jest tak, że jeśli nie kochamy siebie, nie potrafimy kochać innych?

W 1991 roku aktor zagrał Hannibala Lectera w „Milczeniu owiec” i dostał za tę rolę Oscara, a rok później królowa Elżbieta II nadała mu tytuł szlachecki. Hopkins postanowił wykorzystać swoje pięć minut, aby pomóc innym ludziom. Zaczął działać na rzecz uzależnionych od alkoholu i narkotyków, wspomagał rozmaite stowarzyszenia i programy wsparcia w Londynie i Los Angeles.

– Anthony spędził w walijskim ośrodku dla uzależnionych mnóstwo czasu – wspomina Robert Kiener, dziennikarz i przyjaciel aktora. – On naprawdę potrafi słuchać innych… Kiedyś jedna z pacjentek onieśmielona jego sławą westchnęła, że przez myśl jej nie przeszło, że kiedykolwiek będzie siedzieć obok słynnego Hannibala Lectera. Hopkins odpowiedział: „Nie ma znaczenia, za kogo mnie uważają. Jestem alkoholikiem. Mam taki sam problem jak ty”. Kobieta rozpłakała się, a Hopkins przytulił ją: „Głowa do góry. Najgorsze masz za sobą, podobnie zresztą jak ja. Ciesz się każdym trzeźwym dniem! Szczęście nie zależy od tego, czy jesteśmy sławni”.

Przekonany jestem, że Bóg przemawia do każdego z nas, ale nie zawsze potrafimy Go usłyszeć. Ja miałem to szczęście.

Rady Anthony’ego Hopkinsa

Anthony Hopkins prosi ludzi, aby przestali pić, zanim uzależnią się od alkoholu – oszczędzi im to wielu cierpień, upokorzeń, problemów. Zacznij od wsłuchania się w siebie, oceń, jak reagujesz na alkohol:
• Zmiana tolerancji na alkohol
Podwyższenie tolerancji ujawnia się, gdy wypicie tej samej ilości co kiedyś powoduje słabsze niż poprzednio efekty – żeby uzyskać ten sam rezultat, trzeba wypijać więcej. Poza tym przy mniejszych niż poprzednio dawkach alkoholu pojawiają się podobne efekty nietrzeźwości.
• Objawy abstynencyjne?
Gdy człowiek przerywa dłuższe picie lub zmniejsza ilość alkoholu, pojawiają się przykre objawy: niepokój, drażliwość, dreszcze, drżenie kończyn, skurcze mięśniowe, poty, nudności, a nawet zaburzenia świadomości i majaczenia.
Osoba uzależniona stara się szybko usunąć te cierpienia za pomocą alkoholu.
• Subiektywne poczucie łaknienia alkoholu
W miarę upływu czasu bez picia alkoholu pojawiają się nieprzyjemne doznania podobne do głodu połączonego z poczuciem paniki i obawą, że nie wytrzyma się bez kolejnej porcji piwa, wódki, wina.
• Koncentracja życia wokół picia
Obecność alkoholu w życiu codziennym staje się czymś bardzo ważnym, dużo uwagi i zabiegów poświęca się stworzeniu okazji do wypicia.
• Utrata kontroli nad piciem
Po wypiciu pierwszej porcji alkoholu bardzo trudno jest przestać, sięga się po kolejne kieliszki, aż do zamroczenia.
• Zaburzenia pamięci i świadomości
Po wypiciu pojawiają się luki w pamięci, wymazaniu ulegają różne wydarzenia.
• Nawroty picia po próbach utrzymywania okresowej abstynencji
Od czasu do czasu człowiek dostrzega, że picie wymyka się spod jego kontroli i próbuje udowodnić sobie i innym, że potrafi nad tym zapanować – jednak próby te kończą się niepowodzeniem. Pamiętaj, że nigdy nie jest za późno na podjęcie leczenia. Nie ma żadnego wstydu w skorzystaniu z fachowej pomocy!


Anna Forecka

Źródło: Wróżka nr 9/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020