Kurierka z Zakopanego

Zanim ją aresztowano, zdążyła uratować życie kilkudziesięciu ludziom. Prowadziła ich przez góry – z Polski na Węgry. Czasem szli przez kilka dni, bo musieli omijać niemieckie zasadzki. Ale Helena Marusarzówna dobrze znała te szlaki. Tu się wychowała. Tu nauczyła się jeździć na nartach.

Kurierka z Zakopanego Późną jesienią 1940 roku do więzienia gestapo w Tarnowie przywieziono aresztowane w Zakopanem Marię Bachledę i lekarkę Halinę Popławską. Tarnowskie więzienie miało bardzo złą sławę – osadzonych w nim albo na miejscu rozstrzeliwano, albo wysyłano do jednego z obozów koncentracyjnych, co w wielu przypadkach było także wyrokiem śmierci.

Maria Bachleda należała do nielicznych szczęśliwców – wyszła na wolność i dzięki temu mogła opowiedzieć, że tego pierwszego dnia, gdy ona i jej towarzyszka przerażone i głodne siedziały w celi, zastanawiając się, co będzie dalej, strażniczka przyniosła im chleb.
– To od Heleny Marusarzówny – powiedziała.

Słynna polska narciarka przebywała wtedy w tym więzieniu już od kilku miesięcy. Wiedziała, jak trudne są te pierwsze, pełne niepewności i strachu chwile. Wiedziała też, jak ważny jest każdy gest wsparcia.

Miała wtedy zaledwie 22 lata. Za sobą wielkie sukcesy sportowe i wymagającą ogromnej odwagi działalność konspiracyjną, przed sobą – zaledwie kilka miesięcy życia. Została rozstrzelana we wrześniu 1941 roku w Woli Pogorskiej pod Tarnowem.

reklama

„…byk syćkich nabiła…”
Była piątym z sześciorga dzieci Heleny i Jana Marusarzów, wnuczką Szymona Tatara, znanego przewodnika tatrzańskiego i ratownika TOPR. Urodziła się w 1918 roku jako trzecia z kolei córka, ale od początku była inna niż jej starsze siostry. Od dzieciństwa – bardziej niż do gospodarskich zajęć przewidzianych dla młodych góralek – ciągnęło ją w góry i do wszelkich sportów. Uwielbiała cyrk – ze względu na pokazy akrobatyczne. Wytrwale ćwiczyła – by stać się tak samo sprawną, jak jej cyrkowi idole. Na rurze zawieszonej między dwoma świerkami wykonywała akrobatyczne sztuczki, jakich nie powstydziliby się zawodowcy.

1938 rok. Helena Marusarzówna przed zawodami w Suchym Żlebie. Jednak najbardziej interesowała się tym, co robią jej starsi bracia, którzy już jako dziesięciolatkowie zostali członkami Sekcji Narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Mała Helenka marzyła o tym samym – chciała być prawdziwą zawodniczką i wygrywać zawody.

I mogło się wtedy wydawać, że niewielkie są szanse na realizację tych marzeń, bo w tamtym czasie bardzo niewiele kobiet uprawiało ten sport. Owszem, wiele pań z „towarzystwa” jeździło na nartach turystycznie i dla rozrywki, ale gdy rozgrywano zawody narciarskie, czasem nie było nawet komu przyznać trzeciej nagrody, bo uczestniczki były tylko dwie.

Helenka jednak wiedziała swoje. Stanisław Marusarz wspominał po latach, że gdy miała osiem lat, a on po swym pierwszym zwycięstwie w konkursie skoków na małej skoczni w Jaworzynie dostał w nagrodę piękne narty, powiedziała do niego: „Stasek, kieby to jo miała takie narty, to byk syćkich nabiła”.

Marzyła o własnych nartach, więc, kiedy nieco podrosła, bracia zrobili je jej własnoręcznie. I już po kilku miesiącach jeździła tak, że znający się na rzeczy Stanisław i Jan po cichu planowali jej przyszłą karierę sportową.

21-letnia Helena zaangażowała się w działalność w ruchu oporu już w pierwszych dniach wojny.Modelka i aktorka
Do Sekcji Narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego przyjęto ją, kiedy skończyła 17 lat. Był styczeń 1935 roku, miesiąc później miały się w Zakopanem odbyć narciarskie mistrzostwa Polski. Nie wszyscy wierzyli, że Helena da sobie radę. Co innego przecież ścigać się z braćmi i wywijać najdziksze nawet slalomy między pniakami drzew, a co innego odbyć prawdziwy sportowy trening i wziąć udział w poważnych zawodach. Tak naprawdę nikt prócz jej braci nie wierzył, że może odnieść znaczący sukces.

Nie zawiodła ich – w slalomie i w biegu zjazdowym była trzecia, ale w kombinacji alpejskiej zdobyła wicemistrzostwo Polski. Rok później w tej konkurencji nie dała się już wyprzedzić nikomu – została mistrzynią Polski. Ten sukces w latach 1936-39 udało jej się podczas różnych zawodów powtórzyć jeszcze sześć razy.

Zupełnie nagle z nikomu nieznanej góralki Helena stała się sportową gwiazdą. Zaczęły o niej pisać gazety. Budziła zainteresowanie nie tylko ze względu na to, że odnosiła sukcesy w sporcie, ale także dlatego, że uznawano ją za niezwykle urodziwą. Kiedy podczas warszawskiego pokazu polskich strojów sporto- wych wystąpiła jako modelka, gazety rozpisywały się o jej zgrabnej sylwetce i długich nogach. Po pokazie strój, który prezentowała, otrzymał pierwszą nagrodę. Jej klasyczną góralską urodę i nienaganną postawę docenili twórcy filmu „Halka”, angażując ją jako dublerkę Lili Zielińskiej, odtwórczyni tytułowej roli.

Kochała góry ponad wszystko. Przyjaciele twierdzili, że nie ma dla niej nic ważniejszego. Marzyła, by któregoś dnia wznieść się ponad szczyty.Niejednej nastolatce przewróciłoby się od tych wszystkich zaszczytów w głowie, ale Helenie się to nie przydarzyło. Stała się niezwykle popularna, ale pozostała sobą. Przyjaciele mówili, że Marusarzówna, choć żywiołowa i znana z szalonego poczucia humoru, w głębi jest niezwykle romantyczna, ponad wszystko kocha góry i że w gruncie rzeczy nic innego jej nie interesuje. Najbliżsi wiedzieli też, że jeśli czegoś pragnie – to nie są to sukcesy towarzyskie i zachwyty nad jej urodą.

Mistrzyni narciarska marzyła, by któregoś dnia wznieść się ponad góry. Chciała pójść na kurs szybowcowy, ale po pierwsze nie miała na to pieniędzy, a po drugie jej rodzice w przekonaniu, że latanie jest jeszcze niebezpieczniejsze niż narciarstwo, stanowczo się sprzeciwiali. Helena wciąż miała nadzieję, że pewnego dnia uda jej się marzenia zrealizować. I możliwe, że by jej się to udało, gdyby nie przyszła wojna.

Kochała góry ponad wszystko. Przyjaciele twierdzili, że nie ma dla niej nic ważniejszego. Marzyła, by któregoś dnia wznieść się ponad szczyty.Przez zieloną granicę
1 września 1939 roku Niemcy wkroczyli do Zakopanego. Już trzy dni później na murach pojawiły się afisze nakazujące wszystkim mieszkańcom złożyć posiadaną broń. 21-letnia Helena angażuje się w ruch oporu już w pierwszych dniach wojny. Znika z domu na długie godziny i wraca o nieprzewidywalnych porach, a niekiedy nie wraca wcale.

Czasem po prostu bierze narty, wychodzi jak na przejażdżkę – nie ma jej przez kilka dni, nie wiadomo, co się z nią dzieje, nie przesyła żadnych wiadomości. Po powrocie nie chce odpowiadać na żadne pytania, nie mówi, gdzie była ani co robiła. Tłumaczy rodzinie, że tak będzie lepiej. Dla wszystkich. Zmienia się – nie jest już wesoła, nie żartuje jak dawniej, staje się zamknięta w sobie i jakby nieobecna.

Helena nie mówi rodzinie, czym się zajmuje, bo nie chce nikogo narażać. Już w październiku 1939 roku zostaje kurierką komórki „Zagroda” Oddziału Łączności Konspiracyjnej Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej (późniejszej Armii Krajowej). Jako znawczyni Tatr, wnuczka znanego przewodnika i świetna narciarka nadaje się do tego zadania znakomicie. Przeprowadza przez granicę przede wszystkim ludzi uciekających przed niemieckimi wyrokami śmierci (wśród nich są oficerowie polskiego wojska) na Węgry. Z budapeszteńskiej bazy ZWZ nosi tajne meldunki i pieniądze przeznaczone na działalność ruchu oporu. Zanim podczas jednej z takich akcji zostanie złapana, zdąży uratować życie kilkudziesięciu osobom.

Wpadła przypadkiem podczas powrotu z Budapesztu. Po kilkunastu dniach pobytu w słowackim więzieniu trafiła do aresztu gestapo w Muszynie, potem do więzienia w Tarnowie. Ponieważ udało jej się pozbyć walizeczki z pieniędzmi i koperty z tajnymi meldunkami, Niemcy nie mieli żadnych dowodów na jej konspiracyjną działalność. Mimo to byli przekonani, że jest powiązana z polskim ruchem oporu.

Wkrótce po jej ujęciu aresztowano trzy jej siostry: Zofię, Marię i Bronisławę (w tym samym czasie do więzienia trafił Stanisław Marusarz, ale udało mu się z niego uciec – po brawurowym skoku z drugiego piętra). Gestapo usilnie szukało dowodów na jej powiązania ze Związkiem Walki Zbrojnej. Helena byłą wielokrotnie przesłuchiwana i torturowana. Nie wydała nikogo. Trzymała się do samego końca.


Magda Patryas
Fot. Archiwum Rodzinne Magdaleny Marusarz-Gądek

Korzystałam z książki „Laury na śniegu” Alfonsa Filara i Michała Lejki.

Źródło: Wróżka nr 2/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020