Przymierze zwierząt i ludzi

Konie czują, jacy jesteśmy naprawdę. Nie umieją kłamać. A Danek Ciupiński czuje konie i wie, jak z nimi rozmawiać.

Przymierze zwierząt i ludzi Kim jest zaklinacz koni? – pytam Danka przy herbacie. – To ktoś, kto kocha zwierzęta. Często mylę imię mojej córki Miłki z imieniem Ballady, bo darzę je takim samym uczuciem Miłości – mówi Zaklinacz.

Siedzimy na ręcznie wykonanej ławie z drewna, wokół słychać rżenie koni, krzyki instruktorów, śmiechy. Na terenie bazy Owczarnia trwa właśnie Przygoda. 20-osobowa grupa ludzi wykonuje jakieś ewolucje w parku linowym. Jeszcze nie wiedzą, że 45-minutowe zajęcia z końmi, które odbędą za chwilę, zmienią ich na zawsze. Zmienią ich konie i Miłość, a katalizatorem będzie ten niepozorny człowiek w krótkich spodenkach: Danek Ciupiński.

Był sobie koń. Danka, naszego bohatera, jeszcze nie było. Minęło 60 milionów lat. Koń był dalej, przez ten czas ewoluował i czekał cierpliwie na człowieka. Ten pojawił się trzy miliony lat temu. Koń czekał dalej, ale osiem tysięcy lat temu człowiek zabrał mu wolność i zmusił po raz pierwszy do dźwigania siodła i jeźdźca – było to na terenie dzisiejszego Kazachstanu. Pojawiły się wędzidła, ostre liny. Kowboje z upodobaniem zaczęli używać ostróg i kaleczyć nimi skórę konia. Z końmi Danek zna się od dzieciństwa. Ale wtedy „znał się” inaczej niż teraz. W Babich Dołach pod Gdynią był raj dla takiego chłopca jak on.

– Całymi dniami zwiedzaliśmy poniemieckie bunkry, pływaliśmy do pobliskiej torpedowni – wspomina Ciupiński.

reklama

Konie mają mniejsze mózgi, ale za to ogromne – dosłownie– serca. Z człowiekiem jest odwrotnie.

Przymierze zwierząt i ludziW lasach na Kępie Oksywskiej wykopywali broń i hełmy niemieckich żołnierzy. Danek miał swoją paczkę przyjaciół. Razem poszli do liceum. Uczyli się, ale było też wędrowanie, wspólne jeżdżenie stopem, żeglowanie, wspinaczka… To była ich szkoła życia z Przygody. Po studiach Danek zaczął pracować pod Starogardem Gdańskim, jako wychowawca w Monarze.

– Pomyślałem wtedy, że można wykorzystać Przygodę do terapii – opowiada. Dyrektor ośrodka nieufnie parzył na Dankowe zimowe kąpiele w lodowatym przeręblu, spływy, biegi i wyprawy w góry. Potem przestał sprawdzać i nadzorować. Zaczął ufać Dankowi i jego „innym” metodom. A Danek odhaczał kolejne wyleczenia z nałogu.

– W połowie lat 80. wyemigrowałem do Stanów Zjednoczonych, jak wszyscy wtedy szukałem pieniędzy. I znowu trafiłem do ośrodka dla narkomanów, ale tam, inaczej niż Polsce, od lat stosowali już Przygodę. Ośrodek prowadził również zajęcia dla korporacji, chętnych było mnóstwo – wspomina.

W USA Danek po raz pierwszy zobaczył, że z organizowania Przygody można żyć. – Kiedy wróciłem do Polski, kończył się właśnie komunizm. Ktoś ze znajomych powiedział mi, że otwiera się nowe radio. I tak wylądowałem w Radiu Plus.

Na antenie rozgłośni Danek przeczytał pierwsze wiadomości, jakie poszły w eter. Ale newsroom nie był dla niego. Odnalazł się w prezenterce.

– Przygotowaliśmy z Plusem kilka akcji, których istotą była właśnie Przygoda. Stworzyliśmy na przykład „Przygodę na Kolibkach” czy „Pomóż Ewie”. I to był początek Akademii, Akademii Przygoda.

– Pamiętam, że dokładali do tego interesu – wspomina pracę Danka szef Radia Plus redaktor Adam Chlebowicz. – Imprezy organizowali za swoje pieniądze i zapraszali na nie potencjalnych klientów.
Na początku były to zajęcia w terenie, potem doszły konie.

– Zawsze chciałem je zrozumieć – przyznaje Danek. – Przez wiele lat byłem adeptem klasycznej, tradycyjnej metody trenowania, w której pojawia się przemoc. Zwierzęta traktowane są niesprawiedliwie, zmuszane do wykonywania czynności i ewolucji takich, jakich chce człowiek, a nie one. A ja zawsze wierzyłem, że da się znaleźć drogę do prawdziwego porozumienia z koniem.

Dla Danka była to długa droga, szedł nią 40 lat. Koniec zobaczył 10 lat temu. Gdzieś w gazecie trafił na ogłoszenie o rozpoczęciu kursów zaklinaczy koni. Metoda nazywała się Parelli Natural Horsemanship. „Zobaczymy”, pomyślał.

Dla ludzi, którzy widzą, jak Danek dogaduje się z końmi, jego postępowanie to czary. Staje naprzeciw konia i patrzy mu w oczy, a widzów pyta: „Chcecie, żeby poszedł do przodu? Proszę!”. Lekki ruch ciałem, krok lewą stopą i koń posłusznie przechodzi kilka metrów do przodu. „A może ma pójść po skosie do tyłu” – pyta Danek, a po chwili zwierzę… idzie. Danek wie, że to Miłość i wiele, wiele godzin pracy z koniem.

– Trzeba się mocno natrudzić, żeby dogadać się z koniem. Trudny przypadek: górski konik, hucuł. Za nic nie chciał pójść do przodu, muł uparty – śmieje się Danek.

Metoda Parellego uczy: stopniowo zwiększaj nacisk, popychając konia dłonią we wskazanym kierunku. Danek pchał więc, a hucuł stał w miejscu. W końcu Danek przypomniał sobie to, co mu powiedzieli kiedyś na kursie, że trzeba uruchomić wyobraźnię. W dłoni trzymał kluczyki do samochodu i w pewnym momencie wbił jeden z kluczy w bok konia. Hucuł zdębiał: nie dość, że tyle siły ma ten niedźwiedź, to jeszcze takie ostre szpony! I od tej pory hucuł chodził tam, gdzie Danek chciał.

– Bo w pracy z końmi chodzi o to, żeby dotrzeć do ich umysłu, i pokazać im świat na ich sposób – wyjaśnia Zaklinacz.

– Chodzi o to, żeby konie nas kochały – uważa Danek. – Kiedy mamy miłość, zaczyna się komunikacja. Dopiero potem jest kwestia przywództwa.Do Dankowej Akademii Przygoda trafić łatwo: z głównej szosy na Kościerzynę skręca się w prawo i dalej jedzie po betonowych płytach. Po lewej i prawej stronie łany kukurydzy, wysokie na dwa metry, jak w horrorze. Ale w Akademii Przygoda nie jest strasznie.

– Czuję się tu jak u przyjaciela, który zaprosił mnie na wakacje – opowiada Daria, która przyjechała oderwać się od miejskiej rzeczywistości. W swojej Akademii Danek nie uczy konnej jazdy, pokazuje, jak się z końmi porozumieć.

– Najpierw dajemy im Miłość, potem one oddają nam Zaufanie, na końcu trzeba rozwiązać kwestię przywództwa – tłumaczy Danek.

Siedzimy w Owczarni. To jedna z „baz” Akademii Przygoda w Szwajcarii Kaszubskiej. Pijemy herbatę, zwykłą, ekspresową w torebkach, bez cukru, cytryny. Tutaj jest tylko taka. W innych tego typu ośrodkach są wszelkie luksusy dla gości. Ale tu, w Owczarni, ważne są konie. To dla nich Danek kupił w 1995 roku i odnowił jeden z budynków, w których pracownicy byłego już teraz PGR-u trzymali owce. Było ich tu pięć tysięcy.

Teraz Danek ma 40 hektarów. Kupił je razem z kilkoma końmi – przerażonymi, wybiedzonymi. Zbudował boksy z drewna. Ciął bale. Kończymy herbatę. Czekają klienci. Dziś Danek „podejmuje” grupę przyjaciół. Lekarze, prawnicy, bezrobotni. Mieszanka zawodów i charakterów. A za nimi, na padoku, kilkunastu profesorów Akademii:

– Przedstawiam wam profesor Balladę, doktora habilitowanego Kłusego i magistra Strzałę. Dziś nauczą was Miłości – śmieje się Danek.
Śmieje się, ale mówi serio:

– Konie pokazują nam, jakimi jesteśmy partnerami w związkach, czy radzimy sobie w bliskich relacjach. Ale najlepszymi ekspertami są w ocenie tego, jakimi jesteśmy rodzicami. Czują, jacy jesteśmy naprawdę. Konie, jak dzieci, zawsze mówią prawdę. Pamiętacie bajkę Andersena „Nowe szaty cesarza”? To samo robią konie. Dla nich nie ma znaczenia, czy ktoś jest bogaty, ma władzę, czy jest prezesem. Ważne jest, jakie ma serce. Ludzie zaczynają spoglądać po sobie. Myśleli, że dostaną siodła i wsiądą na konie.

– Pewnie, że wsiądziecie, jak konie was zaakceptują – tłumaczy Zaklinacz. – Bo o to w tym chodzi, żeby konie nas kochały. Ja sam często mylę imię Ballady z imieniem mojej córki Miłki. Kiedy mamy Miłość, zaczyna się komunikacja. Żeby uczyć się, kto jest szefem w teamie koń-człowiek, Danek co jakiś czas zostawia Akademię i jedzie do małej stadniny pod Warszawą. Tam spotyka profesorów – ludzi z innej akademii Pata Parellego, a sam mistrz przyjeżdża z USA. Uczą się, pytają, szukają sposobów.

– Ogier Kusy: wybitny, dyplomowany leń. Nie chce mu się chodzić – a pamiętajcie, że nie wolno go zmusić. Danek ma wykrzesać inwencję i zaciekawić ogiera. – Znajdź motywację – podpowiada trener. Danek znajduje rozwiązanie. Na trasie przejazdu Kusego ukrywa smakołyki w wiaderkach: marchew, cukier, chleb.

Co myśli Kusy: „Hmm, pojadę jeszcze kawałek, na pewno czeka mnie coś smacznego”. Co myśli Danek: „To teraz zmniejszamy sukcesywnie ilość łakoci na trasie i zmieniamy miejsce ich ukrycia”. Co myśli Kusy? „Dziwne, teraz nic nie dostałem, ale chyba warto iść, na pewno czymś mnie ten dwunóg wynagrodzi”.

– Konie mają stosunkowo niewielkie mózgi, ale ogromne – dosłownie – serca, a my, ludzie, mamy ogromne mózgi, ale serca małe. Pamiętajcie o tym – tymi słowy Danek żegna grupę.

Był sobie koń… dziś bardzo zmęczony. Tylu dziwnych dwunogów przeszło obok, musiał galopować, chodzić, skręcać. Ale to uczucie Miłości, które widział w oczach dwunogów – bezcenne. Koń zasypia, stojąc szczęśliwy wśród innych koni. Kilkadziesiąt metrów dalej zmęczony pracą zasypia Danek.


Michał Turek
Fot.: Magda Szymczuk

Źródło: Wróżka nr 1/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020